Prezydent Czech, który od miesięcy sabotuje przyjęcie traktatu przez
Czechy, ogłosił niedawno, że nie podpisze ratyfikacji bez dodatkowych gwarancji, że Lizbona nie może być podstawą dla majątkowych roszczeń Niemców wywłaszczonych i wysiedlonych z Czechosłowacji po II wojnie światowej na mocy dekretów prezydenta Edvarda Benesza.
Wydaje się, że Szwedom, którzy przewodniczą obecnie Unii, udało się wczoraj doprowadzić do przełomu w poufnych negocjacjach z Pragą. - Szwedzka propozycja dodatku odpowiada wyobrażeniom prezydenta Czech i można nad nią dalej pracować - ogłosił bowiem Radim Ochvat, rzecznik Vaclava Klausa.
Reformę Unii, którą ma wprowadzić traktat lizboński, może uratować przecinek i słowo "Czechy" dopisane do tzw. protokołu brytyjskiego obejmującego Wlk. Brytanię i Polskę. Protokół potwierdza, że dołączona do traktatu Karta Praw Podstawowych nie rozszerza uprawnień sądów unijnych i nie daje sądom europejskim prawa od orzekania o niezgodności ustaw krajowych z prawami zapisanymi w Karcie.
Protokół brytyjski po wprowadzeniu "dodatku Klausa" miałby zaczynać się od frazy: "o stosowaniu Karty Praw Podstawowych w Wlk. Brytanii, Polsce, Czechach". Jeśli Praga istotnie zgodzi się na tę ogólnikową formę, będzie to oznaczało wielkie ustępstwo Klausa, który pierwotnie żądał umieszczenia w traktacie zdania mówiącego wprost, że Lizbona nie może uchylać dekretów Benesza.
Jednak przeciw wymienianiu w dokumentach UE nazwiska prezydenta Czechosłowacji, który wysiedlił 3 mln Niemców, oponowały
Austria i
Niemcy. Takiemu zapisowi był bardzo niechętny Budapeszt, bo wysiedlenia objęły część słowackich Węgrów nazwanych w dekretach Benesza "kolaborantami i zdrajcami".
Innym ustępstwem Czechów jest też zgoda, aby "dodatek Klausa" dołączono do traktatu na mocy deklaracji politycznej przywódców UE. Wlk. Brytania i Polska mają znacznie silniejsze gwarancje, bo protokół brytyjski z ich podpisami został poddany - wraz z całym traktatem - ratyfikacji we wszystkich krajach UE. Natomiast "dodatek Klausa" zyskałby taką samą moc prawną dopiero za kilka lat, kiedy będzie go można przemycić do treści traktatu akcesyjnego Chorwacji, który z kolei będą ratyfikować wszystkie kraje UE.
Tej samej sztuczki prawnej użyto w deklaracjach dołączonych do Lizbony na użytek niedawnego referendum ratyfikacyjnego w Irlandii. - Najpierw współpracownicy Klausa głosili, że rozwiązanie irlandzkie im nie pasuje. Teraz dostają dokładnie to samo co Dublin. Oby potrafili sprzedać to Klausowi i Czechom jako sukces - mówi unijny dyplomata.
Polityczne
gry wokół Karty Praw Podstawowych mają znaczenie wyłącznie propagandowe, bo zdaniem ekspertów ds. prawa europejskiego także Karta nieopatrzona dodatkowymi protokołami nie mogłaby zmusić Czech do oddawania majątków Niemcom, a Polski - do legalizacji aborcji czy też wprowadzenia małżeństw gejowskich (a to były polskie argumenty przeciw Karcie). Pewne merytoryczne uzasadnienie można znaleźć tylko dla brytyjskich obaw (dotyczyły prawa pracy), bo Karta jest napisana wedle zasad prawa kontynentalnego i jej stosowanie w systemie anglosaskim może wywoływać nieporozumienia.
Wstępna zgoda Klausa nie oznacza jeszcze końca kłopotów, bo podobnych gwarancji w sprawie dekretów Benesza może teraz zażądać także
Słowacja. - Jeśli deklarację uzyskają Czechy, my nie możemy pozostać w tyle - ogłosił niedawno słowacki premier Robert Fico. Wprawdzie Słowacja ratyfikowała już Lizbonę, ale jeśli nie dopnie swego, to może zawetować "dodatek Klausa", co zablokowałoby czeską ratyfikację.
Niewykluczone, że projekt "dodatku Klausa" zostanie oficjalnie ujawniony na poniedziałkowym posiedzeniu unijnych szefów dyplomacji w Luksemburgu, a potem wstępnie zatwierdzony w czwartek na szczycie UE w Brukseli. Kraje członkowskie nie chcą jednak składać pod nim ostatecznych podpisów, dopóki czeski trybunał konstytucyjny nie wypowie się o zgodności Lizbony z ustawą zasadniczą. To otworzyłoby drogę do czeskiej ratyfikacji. Trybunał zaczyna rozprawę już 27 października, ale orzeczenia można się spodziewać najwcześniej w połowie listopada.