Można by współczuć Michałowi Kamińskiemu, że padł ofiarą wewnętrznych rozgrywek brytyjskich konserwatystów i odpadł w głosowaniu na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Stanowisko miał już przecież w kieszeni; to jego wytypowała grupa Konserwatyści i Reformatorzy, a z samego systemu głosowania wynikało, że musi zostać wybrany.
Jednak niespodziewanie swoją kandydaturę wysunął kolega z frakcji, Brytyjczyk Edward McMillan-Scott. Kamiński musiał stanąć do prawdziwej rywalizacji. Przegrał nie tylko z McMillanem-Scottem, ale i z niezbyt lubianą liberałką z Niemiec, Silvaną Koch-Mehrin, "gwiazdą" kolorowych magazynów.
Można oczywiście zwalać winę na PO, która "nie przekonała frakcji chadeckiej do głosowania na Kamińskiego" (tak twierdził europoseł
PiS Jacek Kurski). Można porażkę tłumaczyć partyjnymi strategiami i niechęcią większości do eurosceptycznego programu Konserwatystów - McMillan-Scott był jednym z głównych przeciwników wyjścia torysów z frakcji chadeckiej.
Ale nazwijmy też rzeczy po imieniu - Kamiński nie zapracował sobie na stanowisko. Zniknął z PE w połowie poprzedniej kadencji, by w Warszawie zająć się poprawianiem wizerunku prezydenta Kaczyńskiego. Nie wyróżnił się ciężką pracą i kreatywnością w żadnej z parlamentarnych komisji, jak Jerzy Buzek. Jego porażka jest też dowodem, że PiS-owski styl uprawiania polityki - obyczajowy konserwatyzm obcy już dziś zachodniej prawicy, antyniemieckość, uparte trwanie w marginalnych frakcjach, nie podoba się w Parlamencie Europejskim.
Zapewne w tej "gębie", jaką PiS ma zagranicą, jest przesada. Zła opinia łatwo się przyczepia i ciągnie latami. Ale najwyższy czas, żeby zapracować sobie na dobrą. Zwłaszcza teraz, gdy Kamiński został szefem frakcji - po tym blamażu torysi musieli ustąpić mu stanowisko.
Lekceważenie europarlamentu przez PiS-owskiego spin doktora okazało się kosztowne. Za to z trudem ukrywana przed kamerami radość Jacka Kurskiego, że partyjnemu rywalowi o względy braci Kaczyńskich powinęła się noga - bezcenna. To jedna z najzabawniejszych scenek z polskiej polityki, jaką ostatnio nas uraczono.