"Jesteśmy gotowi do użycia swych uprawnień, by kraje szanowały zobowiązania, których się podjęły jako członkowie UE" - stwierdziła Komisja Europejska. Jeśli uruchomi ona procedury karne,
Węgry premiera Viktora Orbána staną się pierwszym krajem, od którego Unia będzie tak twardo domagać się powrotu na dobrą drogę w sprawach ustrojowych.
- Już piszemy trzy listy wzywające Węgry do "usunięcia uchybień". Bardzo prawdopodobne, że komisarze postanowią je wysłać - mówi nasz rozmówca w Komisji. Decyzja zapadnie we wtorek, kiedy unijni prawnicy zakończą szczegółową analizę ustaw dołączonych w grudniu do nowej konstytucji Węgier. Prawicowy rząd Orbána przeprowadził to dzięki miażdżącej większości w parlamencie.
Urzędnicy Komisji stwierdzili wprost, że chodzi o osłabienie niezależności banku centralnego i urzędu ds. ochrony danych osobowych oraz o reformę sądownictwa, zwłaszcza obniżenie obowiązkowego wieku emerytalnego sędziów z 70 do 62 lat. Celem tej zagrywki było zdaniem krytyków Orbána zwolnienie posad sędziowskich dla ludzi premiera. Tak stało się w przypadku trybunału konstytucyjnego, któremu przy okazji odebrano część uprawnień.
Rządząca od 2010 r. partia Fidesz połączyła też nadzór finansowy z
bankiem centralnym i ograniczyła kompetencje jego prezesa, którego wyznaczył jeszcze gabinet socjalistów.
Napominany kraj ma zwykle dwa miesiące na naprawienie błędów. Jeśli tego nie zrobi, dostaje drugie ostrzeżenie, a potem może być postawiony przed unijnym trybunałem w Luksemburgu. Może on nałożyć na członka UE drakońską karę finansową.
Przed rokiem Komisja Europejska wymogła już pewne zmiany w węgierskim prawie medialnym. Ustawa pozwala obsadzonej przez ludzi Orbána radzie ds. mediów kneblować niewygodne stacje czy prasę.
Zawłaszczanie państwa przez Fidesz wywołuje coraz większe oburzenie nie tylko na Węgrzech, ale także w wielu krajach Unii. - Nie wolno milczeć, bo kryzys na Węgrzech jest równie ważny jak kryzys euro. Oba zagrażają wiarygodności Unii w oczach jej obywateli. To wstyd, że Hillary Clinton pisze list do Orbána [szefowa dyplomacji
USA wysłała go w grudniu 2011 r.], zanim zdąży coś uczynić Unia - mówił Guy Verhofstadt, były premier Belgii i szef frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim.
Zdaniem Verhofstadta Unia powinna rozważyć nałożenie sankcji politycznych na Węgry, jak np. odebranie głosu w Radzie UE. Pozwala na to traktat lizboński w razie sprzeniewierzenia się podstawowym wartościom traktatowym - jak demokracja czy pluralizm.
Rzecznik Orbána zapewnił wczoraj, że Węgry są otwarte na "poszukiwanie rozwiązania". - Nie wiadomo dokładnie, jakie nastroje panują w obozie władzy. Z jednej strony niektórzy ministrowie, jak szef dyplomacji János Martonyi, mówią od kilku dni, że rząd jest gotów rozmawiać z Komisją. Z drugiej strony propaganda Fideszu dokręca śrubę - mówi Gábor Miklós, dziennikarz lewicowego "Népszabadság". Prorządowa gazeta "Magyar Nemzet" obwieściła przedwczoraj na pierwszej stronie, że
Bruksela zechce wymóc na Budapeszcie m.in. zgodę na małżeństwa gejowskie.
Sprawę banku centralnego znacznie szybciej niż naciski Komisji mogą rozwiązać rynki finansowe. Węgry, których papiery skarbowe spadły już do statusu "śmieciowego", dramatycznie potrzebują pomocy finansowej. Ale Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska już w grudniu postawiły warunek: nie ma rozmów o pożyczce bez przywrócenia niezależności banku centralnego.
Komisja ostatecznie pogrążyła wczoraj rząd Orbána werdyktem, że pokpił plan zbijania deficytu budżetowego. Teoretycznie Węgry mogą za karę stracić wypłaty z unijnej polityki spójności w 2013 r. (ok. 1,7 proc.
PKB). Jednak to mało prawdopodobne.