Tak jak zawsze prezydent stwierdził, że wysoko ocenia starania pani kanclerz i innych przywódców Europy, żeby zażegnać kryzys - brzmiał komunikat Białego Domu po środowej rozmowie telefonicznej Baracka Obamy z Angelą Merkel. Był jeszcze bardziej lakoniczny niż zwykle, jednak w zakulisowych działaniach Amerykanie wcale nie są lakoniczni. Obama niemal codziennie wydzwania do kanclerz Merkel albo do prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, wiceprezydent Joe Biden pojechał w poniedziałek do Aten spotkać się z premierem Grecji, a sekretarz skarbu Timothy Geithner tuż przed szczytem w Brukseli w trzy dni odwiedził pięć stolic Europy i udzielał europejskim partnerom złotych rad.
Za kulisami Geithner i Obama przekonują europejskich rozmówców, żeby podjęli drastyczne kroki dla ratowania euro. Najlepiej podobne to tych, które rząd
USA wprowadził w 2008 r., kiedy największe amerykańskie banki były skrajnie zadłużone i groziło im bankructwo. Najpierw George Bush, a potem Obama pożyczyli bankom 700 mld dol., a potem wyłożyli drugie tyle na ożywienie gospodarki.
Uratowanie euro jest ważne dla samego Obamy - po kolejnej recesji wywołanej upadkiem europejskiej waluty zapewne już by się nie podniósł i z kretesem przegrał przyszłoroczne wybory. Amerykański prezydent wiele zrobić jednak nie może. USA są tak zadłużone, a amerykańska opinia publiczna jest tak niechętna pomocy międzynarodowej, że realne wsparcie dla UE jest wykluczone.
Irytacja na Europę, której rządzący w Waszyngtonie dyplomatycznie nie okazują, ujawnia się w komentarzach prasowych. Noblista Paul Krugman pisał w "New York Timesie": "UE nie jest jak USA jednym narodem ze wspólnym
budżetem i rynkiem pracy złączonym wspólnym językiem. Dlaczego zatem eurokraci tak forsowali euro, lekceważąc ostrzeżenia ekonomistów? Po części ze względu na marzenie o zjednoczonej Europie, które elity kontynentu uznały za tak kuszące, że postanowiły nie brać pod uwagę spraw praktycznych".
Pośród "nieodpowiedzialnych Europejczyków" na korzyść wyróżniają się Polacy. Wczorajszy "New York Times" chwali Polskę i premiera Donalda Tuska, który zdecydowanie poparł kanclerz Merkel w sprawie nowego traktatu europejskiego z surowymi wymogami budżetowymi dla krajów UE. Amerykański
dziennik pisze o nowej osi
Paryż -
Berlin - Warszawa, która będzie fundamentem nowej, bardziej zintegrowanej Europy.