Sąd okręgowy rozpatrywał apelację obrońców Rydzyka od lutowego wyroku sądu rejonowego. W pierwszej instancji szef Radia Maryja został uznany za winnego, mimo że przekonywał pisemnie, że jego fundacja Lux Veritatis ("TV Trwam,
szkoła, geotermia, to nie moja własność, są to świeckie uproszczenia" - podkreślał w piśmie) ma prawo dostawać datki na swoją statutową działalność, oraz że jest to wyrazem akceptacji dla jej przedsięwzięć. "Nie można uznać, że jej finansowanie odbywa się w ramach zbiórki publicznej" - brzmiało stanowisko szefa Radia Maryja.
Rydzyk pisał też, że prowadząca w Toruniu odwierty geotermalne fundacja była kontrolowana przez ministerstwo kultury po "kłamliwych informacjach prasowych" na jej temat. Wyjaśnienia zakończył mocnym oskarżeniem: "W dobie polityki antyklerykalnej fundacja jest prześladowana" - napisał.
Inicjatorem postępowania przeciwko toruńskim redemptorystom był Rafał Maszkowski, informatyk z wykształcenia, z pasji badacz Radia Maryja. To on nagrał apele o wpłacanie pieniędzy, emitowane od maja do listopada 2009 r. przez stację o. Rydzyka bez zgody Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, i wysłał je toruńskiej policji. Tłumaczył, że swoje zainteresowanie tym radiem uważa za rodzaj służby społecznej.
Zbiórki publiczne na terenie całego kraju można prowadzić tylko za zgodą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zgodnie z przepisami ich cel musi być godny poparcia, np. religijny, oświatowy, zdrowotny. Organizacja, jeśli dostanie zgodę, w miesiąc po zakończeniu akcji musi rozliczyć się co do złotówki ze zbiórki. Jej wynik musi być ogłoszony w ogólnopolskiej prasie lub na stronie internetowej, by ofiarodawcy mogli je poznać. Tak robi m.in. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
Dziś w sądzie nie było ani Rydzyka ani Maszkowskiego.