W zeszłym tygodniu arcybiskup wystosował list do księży archidiecezji. Nie był odczytywany z ambon. Po jego lekturze księża mieli tylko wezwać wiernych do modlitwy. „Z racji na niedopuszczalne manipulacje znakiem Krzyża, które się tam (przed Pałacem Prezydenckim) dokonywały, dla przeproszenia Pana Boga za publiczne lekceważenie świętego znaku Chrystusa, obelgi pod adresem osób modlących się, a nawet bluźnierstwa przeciwko Bogu, dla uproszenia naszej Ojczyźnie łaski duchowego Pokoju w Jezusie Chrystusie (...) proszę, aby w czasie każdej Mszy Świętej w niedzielę, 8 sierpnia, przed końcowym błogosławieństwem odmówić trzykrotnie »Któryś za nas cierpiał rany... « oraz »I Ty, któraś współcierpiała... « albo odśpiewać »Suplikacje «” - napisał arcybiskup.
Nie wskazał, kto dokonuje tych manipulacji, ani jak sytuację rozwiązać. - Nie chodzi o to, żeby wskazywać winnych, a tylko pokazać sytuację, która jest niedopuszczalna - mówi rzecznik szczecińskiej kurii ks. Sławomir Zyga. - Nie mamy nic do dodania poza treścią tego komunikatu.
Sami księża nieoficjalnie przyznają, że sytuacja jest niejasna. - Ludzie czekają na wyjaśnienie, jak w tej sytuacji się odnaleźć - mówi nam jeden z wysoko postawionych w diecezjalnej hierarchii księży. - Ale z drugiej strony należy zrozumieć, że abp Dzięga nie chce wychodzić przed szereg. Nie wypada mu podpowiadać rozwiązań ani tym bardziej oceniać sytuacji, która dzieje się na terenie metropolity warszawskiego.
- Tyle że katolicy nie chcą być utożsamiani z ludźmi, którzy okupują krzyż - mówi nam inny z duchownych. - Będzie problem z młodzieżą w szkole. Uczniowie przez tych właśnie ludzi będą postrzegali
Kościół katolicki. Hierarchowie powinni tę sytuację jednoznacznie wyjaśnić. Na niej cierpi najbardziej właśnie Kościół.
Są i tacy, którzy list Dzięgi interpretują jako obronę tych, którzy koczują pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. - Arcybiskup wyraźnie wskazuje potrzebę obrony naszego symbolu, krzyża. I tych, którzy go tam bronią - mówi nasz rozmówca. - To oni są obrażani, a my wierzymy, że są tam z autentycznej potrzeby serca i modlą się. Arcybiskup miał prawo powiedzieć, że taka sytuacja jest niedopuszczalna. I nie musi mówić nic więcej, bo nawet mu nie wypada.
Wczoraj arcybiskup rozwiał wątpliwości dotyczące intencji niedzielnej modlitwy. Jak poinformowała kuria, we wtorek odprawi mszę za prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i ofiary katastrofy smoleńskiej oraz "w intencji ochrony Krzyża Smoleńskiego w Warszawie oraz umocnienia ducha Narodu Polskiego". Po nabożeństwie zaplanowano apel "w jedności duchowej z obrońcami Krzyża i pielgrzymami podążającymi na Jasną Górę".