- Zakazują nam krzyży w szkołach? Czy Europa ma być skazana już tylko na podświetlane dynie pogańskiego Halloween? - pyta watykański sekretarz stanu kard. Tarciso Bertone
Dwudniowa konferencja "Świadkowie Chrystusa w polityce" powinna odbyć się w Rzymie w pierwszej połowie 2010 r. Choć Papieska Rada ds. Świeckich planowała ją od kilku miesięcy, to poniedziałkowe orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przeciw krzyżom we włoskich szkołach znacznie przyspieszyło te przygotowania.
- Watykan chce zaprosić na ten szczyt m.in. Tony'ego Blaira (przeszedł niedawno na katolicyzm), protestantkę Angelę Merkel, byłego premiera Hiszpanii José Marię Aznara oraz przewodniczącą amerykańskiego Kongresu Nancy Pelosi - mówi włoski watykanista Orazio La Rocca.
Żaden z tych polityków nie byłby łatwym rozmówcą dla Benedykta XVI, który chce bronić silnej obecności chrześcijaństwa w życiu publicznym Zachodu. Jednak
Kościół - jak przekonują watykańscy hierarchowie - nie rezygnuje z obrony swych poglądów i będzie rozmawiał ze wszystkimi, którzy się na to zgodzą.
Benedykt XVI uznaje obronę chrześcijańskiej tożsamości Europy i całego Zachodu za priorytet swego pontyfikatu. Choć podczas konklawe z 2005 r. oczekiwano, że przyszły
papież będzie pochodził z Ameryki Łacińskiej, to kardynałowie zdecydowali, że Kościół musi pilnie bronić swej kolebki i dlatego postawili na Europejczyka.
- Nasz kontynent nie może przetrwać bez chrześcijaństwa. Nie wolno nam zapominać o korzeniach - tak Benedykt XVI mówił, czy też wręcz strofował przed tygodniem Yvesa Gazzo, przedstawiciela Unii Europejskiej przy Stolicy Apostolskiej. Papież od kilku lat nie odpowiada na zaproszenia do Parlamentu Europejskiego, aby - jak tłumaczą ludzie Kościoła - dać wyraz niezadowolenia z "usuwania Boga" ze sfery publicznej w integrującej się i coraz bardziej zeświecczonej Europie.
Wprawdzie Trybunał w Strasburgu, który uznał krzyże we włoskich szkołach za zagrożenie dla wolności sumienia, nie jest formalnie związany z UE, to włoscy politycy i niektórzy hierarchowie przypuścili wczoraj krytykę wobec wszystkich najważniejszych instytucji europejskich. - To przecież nie my. Bruksela daje krajom członkowskim pełną autonomię w tych sprawach - bronił się rzecznik Komisji Europejskiej.
Strasburski zamach na krzyże nie jest precedensem w Europie, bo symbole religijne są stopniowo usuwane z instytucji publicznych w kilku krajach kontynentu. Pionierem była
Francja, która już w 1905 r. uznała, że krzyże w szkołach byłyby nie do pogodzenia z neutralnością światopoglądową państwa. Podobnie w latach 90. orzekł niemiecki sąd konstytucyjny, ale w katolickiej Bawarii utarł się potem konsensus, że krzyże są zdejmowane tylko na wyraźną prośbę rodziców, uczniów lub nauczycieli.
Usunięcie krzyży ze szkół planuje też hiszpański rząd José Luisa Zapatero, a tamtejsi biskupi w rewanżu publicznie diagnozują u niego "chrystofobię".
- Nie śpij, Europo! Chrześcijanie, podnieście głos! - apelował wczoraj watykański kard. Walter Kasper. Kościół z pewną ulgą obserwował reakcje włoskich polityków, którzy - od prawicy po lewicę - zapewniali o swym przywiązaniu do włoskich krzyży. I niemal zgodnie ubolewali, że pomimo wieloletnich zabiegów chadecji odniesień do chrześcijaństwa nie wpisano do preambuły żadnego traktatu europejskiego.
Spór o szkolne krzyże dla Watykanu to symbol walki o chrześcijaństwo w Europie, pod którą kryje się m.in. chęć silnego ograniczenia prawa do aborcji czy też odwrót od małżeństw gejowskich. Jeśli przynajmniej niektórzy przywódcy Zachodu przyjmą zaproszenie na szczyt w Rzymie, papież zapewne będzie ich namawiał do wysłuchiwania opinii Kościoła podczas tworzenia bioetycznego prawa dotyczącego między innymi in vitro czy też eksperymentów na komórkach z ludzkich zarodków.