http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego Ziemia się grzeje

Tomasz Ulanowski
2008-11-26, ostatnia aktualizacja 2008-11-25 19:32

Zgodnie z naturalnym cyklem ostatnich setek tysięcy lat Ziemia powinna teraz wejść w fazę ochłodzenia. Nic z tego. Ludzie zmienili ten scenariusz i teraz mamy dreszczowiec jak w filmie Hitchcocka

ZOBACZ TAKŻE
Bardzo ciepłe dni pierwszej połowy listopada - według danych przedstawionych "Gazecie" przez prof. Halinę Lorenc z IMGW w Warszawie było prawie dwa razy cieplej w porównaniu ze średnią wieloletnią - zapewne przysporzyły wyznawców teorii globalnego ocieplenia. Niesłusznie. Po pierwsze, nie chodzi o religię, ale o naukę (równie dobrze można by wierzyć albo nie w AIDS). Po drugie, chwilowe wahania pogody (np. chłodny tegoroczny wrzesień) to za mało, by "wieszczyć" z nich zmianę klimatu. Jak dowodził zmarły w kwietniu słynny amerykański matematyk i meteorolog Edward Lorenz, pogoda to układ chaotyczny, w którym drobne zawirowanie powietrza - choćby spowodowane przez motyla - w Azji może wywołać trąbę powietrzną w USA. To dlatego prognozy pogody często bywają błędne.

Klimatolodzy swoją wiedzę czerpią z danych wieloletnich. Dziesiątki, a w niektórych miejscach nawet setki lat pomiarów temperatury, opadów, wilgotności powietrza, nasłonecznienia, kierunku i siły wiatru pozwalają zobaczyć, jak kształtował się klimat. Szczególnie zasłużyły się służby meteo krajów europejskich, w tym Polski, w których od wieków prowadzono sumienne pomiary i codziennie spisywano je do kajecików. To dlatego latem 2006 r. mogliśmy w "Gazecie" ogłosić, że w Warszawie mamy właśnie najcieplejszy lipiec od czasów króla Stasia.

No właśnie - dane meteorologiczne nie pozostawiają wątpliwości. To na ich podstawie (powtórzmy - wiara, choć czyni cuda, nie miała tu nic do gadania) klimatolodzy ogłosili, że klimat się ociepla.

Globalne ocieplenie to fakt

Od 1906 do 2005 r. średnia temperatura przy powierzchni Ziemi wzrosła o 0,74 st. C (dane z zeszłorocznego raportu Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu - IPCC). Co ważne, ocieplenie znacząco przyspieszyło w ostatnich 50 latach i wyniosło 0,13 st. C na dekadę - prawie dwukrotnie więcej niż średnio w całym stuleciu. 12 najcieplejszych lat w historii pomiarów (od 1850 r.) zdarzyło się w ostatnich dwóch dekadach.

Cieplejsza temperatura powietrza oznacza, że może ono być bardziej wilgotne. Zgodnie z prawami fizyki wzrost temperatury powietrza o 1 st. C oznacza, że może ono pomieścić o 7 proc. więcej wody. Obserwacje wskazują, że wilgotność atmosfery rzeczywiście wzrasta.

Wzrasta też temperatura mórz, choć wolniej, bo woda wolniej akumuluje ciepło i oddaje je wolniej niż powietrze (ale za to może go przyjąć dużo więcej). A ponieważ cieplejsza woda powiększa objętość, wzrasta poziom morza. Swoje "trzy grosze" dokładają też topniejące lodowce - odpowiadają za 40 proc. tego wzrostu. W latach 1961-2003 poziom morza rósł średnio o 1,8 mm na rok. Jeśli zawęzimy ten okres do lat 1993-2003 - roczny wzrost średnio o 3,1 mm - to zobaczymy, że morza podnoszą się coraz szybciej. Według naukowców z IPCC prawdopodobnie dzieje się tak z powodu przyspieszonego topnienia lodów Grenlandii i Antarktydy.

Rozpływa się Arktyka. Od rozpoczęcia badań satelitarnych w 1979 r. wieczna do tej pory kra pokrywająca Morze Arktyczne zmniejsza swój zasięg i grubość.

Z danych obserwacyjnych lat 1900-2005 wynika, że także deszcz zmienił swoje zwyczaje. Niektóre regiony nawiedza częściej i obficiej (część wschodniego wybrzeża obu Ameryk, północna Europa, północna i środkowa Azja), a inne rzadziej (susze w afrykańskim Sahelu, na wybrzeżach Morza Śródziemnego, w południowej Afryce i części południowej Azji). Zwiększyła się też intensywność ekstremalnych zjawisk pogodowych - susz, upałów, powodzi, wichur i burz, trąb powietrznych, cyklonów tropikalnych.

Zauważmy - wszystkie te zmiany, zauważalne nawet gołym okiem tzw. zwykłego człowieka, zostały spowodowane średnim wzrostem temperatury o zaledwie 0,74 st.C

Będzie jeszcze cieplej

- Warto pamiętać, że średnia temperatura ostatniego zlodowacenia była tylko o 5 st. C niższa niż dzisiaj - mówi jeden z ekspertów IPCC dr Gerald Meehl z amerykańskiego Narodowego Centrum Badań Atmosfery (NCAR) w Boulder w Kolorado. Lodowiec pokrywał wtedy m.in. całą Europę Północną, a także pół dzisiejszego obszaru Polski. Widać więc, jak niewiele trzeba, by nasz świat zmienił się nie do poznania.

Pięknie położony u stóp Gór Skalistych NCAR to jeden z najlepszych na świecie ośrodków klimatologicznych, jeden z 20, w których dzięki skomplikowanym równaniom matematycznym przewiduje się przyszłe zmiany klimatu. Dr. Meehlowi, który się tym zajmuje, pomaga potężny superkomputer za prawie miliard dolarów. Sam człowiek nie byłby w stanie przetworzyć ogromnych ilości danych potrzebnych do odwzorowania zmian zachodzących w atmosferze, hydrosferze i na powierzchni Ziemi.

Skąd wiemy, że owe komputerowe modele klimatyczne nie kłamią? Uczeni sprawdzają je, modelując klimat z przeszłości. Jeśli obliczenia pokryją się z danymi historycznymi, uznaje się, że model jest prawidłowy i można go zastosować do prognozowania przyszłych zmian.

Według przewidywań do końca wieku temperatura podniesie się o 1,1-6,4 st. (w zależności od działań, jakie podejmiemy, żeby zatrzymać ocieplenie). Spowoduje to wzrost poziomu morza o 0,18 do 0,59 m. Najnowsze badania prowadzone przez uczonych z niemieckiego Instytutu Badania Konsekwencji Zmian Klimatu w Poczdamie, którzy analizowali topnienie lodowców górskich, a także pokrywy lodowej Grenlandii i Antarktydy, wskazują, że w ciągu najbliższych stu lat oceany mogą urosnąć nawet o metr.

Jaki będzie efekt tych zmian? - Nasilą się ekstremalne zjawiska pogodowe - mówił w zeszłym roku "Gazecie" jeden z polskich ekspertów IPCC prof. Zbigniew Kundzewicz. - Będą silniejsze wichury oraz huragany, potężne susze i powodzie. Północna Europa stanie się jeszcze bardziej wilgotna niż teraz, a południowa - bardziej sucha. W Polsce będzie mniej opadów latem, a więcej zimą. A jeśli latem spadnie deszcz, to może być gwałtowny i obfity, wywołać powodzie w rejonach górskich czy dorzeczach Wisły i Odry. Morza upomną się o wybrzeża, a rzeki o doliny. Zmiany klimatyczne wywołają wędrówkę ludów na niespotykaną skalę.

Globalne ocieplenie dotknie także zwierzęta. Wiele gatunków nie dostosuje się do zmian klimatu i wyginie. Symbolem zwierzęcia zagrożonego ociepleniem stał się żyjący w Arktyce niedźwiedź polarny. Wyspecjalizował się on w polowaniu na krze. Według ostrożnych szacunków dr Julienne Stroeve z amerykańskiego Narodowego Centrum Lodu i Śniegu (NSIDC) w Boulder do 2030 r. Morze Arktyczne będzie latem wolne od lodu.

Słońce grzeje, ale winny jest człowiek

Kiedy w połowie lat 70. ub. wieku naukowcy zastanawiali się, jak w ciągu następnych stu lat zmieni się klimat na Ziemi, stawiali na dwa scenariusze. Według pierwszego Ziemia zgodnie z naturalnym cyklem powinna wejść w fazę ochłodzenia. Historia klimatu naszej planety w ciągu ostatnich 3 mld lat to ciągłe wahania temperatury spowodowane zmianami nasłonecznienia i wybuchami wulkanów: rozrastanie się pokrywy lodowej (naukowcy wyróżniają nawet epizod Ziemi-śnieżki - całkowicie skutej lodem przed 600-700 mln lat) i podnoszenie się poziomu morza (gdyby dziś cała woda zamrożona na Antarktydzie i Grenlandii powróciła do oceanów, ich poziom wzrósłby o ok. 60 m). Szczyt ostatniego zlodowacenia miał miejsce 20 tys. lat temu. Niecałe 12 tys. lat temu lodowiec zaczął się cofać, stwarzając warunki do rozwoju cywilizacji Homo sapiens.

I to właśnie rozwój tej cywilizacji naukowcy wzięli pod uwagę w drugim ze scenariuszy zmian klimatycznych. Uwzględnili wzrost poziomu dwutlenku węgla w atmosferze notowany od 1958 r. na wulkanie Mauna Loa na Hawajach przez amerykańskiego chemika i oceanografa Charlesa Keelinga. Tym razem prognozy pokazały, że klimat będzie się ocieplał. Dziś wiemy, że sprawdza się właśnie ten scenariusz.

Co ma dwutlenek węgla do rozwoju ludzkiej cywilizacji? Pozornie nic. To gaz, który naturalnie występuje w atmosferze i do tego w znikomych ilościach. To jednak tzw. gaz cieplarniany. Razem z para wodną, ozonem (tym w niższych warstwach atmosfery), metanem i podtlenkiem azotu zatrzymuje ciepło na Ziemi, odpowiadając za efekt cieplarniany. Gdyby nie owe gazy, na naszej planecie panowałby mróz - średnio minus 19 st. C (dziś jest średnio plus 14 st. C), a życie, o ile w ogóle by powstało, nigdy nie wychyliłoby "nosa" z oceanu i zapewne stworzyłoby najwyżej prymitywne formy bakteryjne.

CO2 jest więc pośrednio gazem życiodajnym. Nasze dzisiejsze problemy z klimatem biorą się stąd, że jego stężenie w atmosferze rośnie. Dzisiaj wynosi ok. 385 ppm (części na milion) i jest o jedną trzecią większe niż przed rewolucją przemysłową, kiedy masowo zaczęliśmy spalać paliwa kopalne - ropę, węgiel i gaz. To dlatego klimatolodzy mówią, że za obecne globalne ocieplenie odpowiada człowiek. To pierwszy przypadek w historii Ziemi, kiedy jeden z zamieszkujących ją gatunków tak mocno wpływa na jej klimat, a co za tym idzie - na cały ekosystem.

Lenistwo nie popłaca

Dr Gerald Meehl porównuje cykl dwutlenku węgla w atmosferze do ciepłej kąpieli w wannie. Chcąc utrzymać stałą temperaturę wody, musimy trochę uchylić korek (rośliny pochłaniają CO2) i jednocześnie odkręcić kran z gorącą wodą (zwierzęta wydychają CO2). Musimy to jednak zrobić tak, żeby przypływ wody był równoważony przez jej odpływ. Dzisiaj rośliny nie są w stanie wchłonąć całego dwutlenku węgla produkowanego przez przemysł. Jednocześnie w wyniku rozwoju rolnictwa rośnie stężenie metanu produkowanego przez bakterie żyjące w układzie trawiennym krów i na podmokłych polach ryżowych. Słowem, "woda" przelewa się przez brzegi "wanny".

Oczywiście kran z CO2 najbardziej został odkręcony w państwach najlepiej rozwiniętych. Ale nawet wśród nich są poważne różnice. - Emisja dwutlenku węgla na głowę obywatela jest dwukrotnie wyższa w USA niż w Unii Europejskiej - zauważa ekspert IPCC i naukowiec z NCAR dr Kevin Trenberth. - Niska cena paliwa powoduje, że mamy bardzo tanią energię i ją marnotrawimy. Kilka miesięcy temu, kiedy ropa była droga i cena galonu [niecałych 4 litrów] benzyny podskoczyła do 4 dol., amerykanie zaczęli częściej korzystać z komunikacji publicznej.

- Możemy więc radykalnie obciąć emisję CO2 i gospodarka wcale nie ucierpi - uważa dr Trenberth.

Nawet jednak jeżeli państwa Wschodu, Zachodu, Południa i Północy dogadają się i rzeczywiście zredukują produkcję gazów cieplarnianych, klimat jeszcze długo będzie się ogrzewał (swoje ciepło będą ciągle oddawały oceany). Choć oczywiście już nie tak bardzo jak w przypadku "słodkiego nicnierobienia".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 111 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':