Sprawdź swój ślad ekologiczny - zmierz stopień konsumpcji zasobów planety
Wchodzę na stronę
wwf.pl, żeby sprawdzić swój tzw. ślad ekologiczny (z ang. - ecological footprint). Dzięki temu będę wiedział, jak bardzo uciążliwy jestem dla ziemskiej biosfery. Podaję liczbę osób mieszkających razem ze mną i ile metrów kwadratowych zajmujemy. Czy nasze mieszkanie jest dobrze izolowane i oszczędzamy na ogrzewaniu? Hm, chyba tak. Ogrzewam je głównie gazem (to dobrze czy źle?), a prąd dostaję z elektrowni opalanej węglem (to na pewno źle). Ale zaraz, zaraz, mój dostawca chwalił się ostatnio, że korzysta też z wiatraków. To chyba będzie mi policzone na plus. No i staram się oszczędzać prąd. Wpisuję, co jemy - produkty "prosto z ziemi" czy przetworzone? Czy jemy, i jak często, mięso? No, jem, ale to, że przez 20 lat byłem wegetarianinem, już się nie liczy? To niesprawiedliwe... Czy korzystam z papieru z makulatury, czy białego? Boże, a skąd ja mam to wiedzieć? Czy prenumeruję kolorowe tygodniki? Zdecydowanie nie (nudne są strasznie). Jak często korzystam z samochodu? Właśnie swój sprzedaję, więc chyba mogę napisać, że nigdy. O kurczę, ważne jest nawet to, jak daleko jeżdżę na wakacje. Im dalej, tym gorzej. Na szczęście nie pytają o lotnicze
podróże służbowe...
Jest! Mój ślad ekologiczny wynosi 2,3 ha. Tyle każdego roku potrzebuję, żeby - jak podaje strona - "utrzymać mój styl życia": najeść się, ubrać, ogrzać i oddać Ziemi zanieczyszczenia. Dużo to czy mało?
Życie cudzym kosztem Jest źle! Zużywam większą powierzchnię Ziemi, niż mi się należy. Z raportu "The Living Planet 2008" publikowanego dziś m.in. przez WWF i Londyńskie Towarzystwo Zoologiczne wynika, że na każdego Polaka przypada tylko 2,1 ha. Na tle rodaków i tak wypadam jednak nie najgorzej. Statystyczny mieszkaniec naszej ojczyzny potrzebuje bowiem do życia aż 4 ha. No tak, prawie każdy ma
samochód, obżera się mięsem, ogrzewa węglem, nie segreguje śmieci. Świadomość ekologiczna mizerna. Mamy jedną Polskę, a "przejadamy" dwie. Nic dziwnego, że w polskich miastach człowiekowi duszno.
A jak jest u mieszkańców innych części świata? Bardzo "żarłoczni" są Amerykanie. Ślad ekologiczny przeciętnego mieszkańca Stanów Zjednoczonych to aż 9,4 ha! To drugi największy "odcisk" na Ziemi (po mieszkańcach Zjednoczonych Emiratów Arabskich, z których każdy potrzebuje aż 9,5 ha, do dyspozycji mając ledwie 1,1 ha). No tak, ale z drugiej strony zasoby
USA to aż 5 ha na osobę. Nominalnie Amerykanie przejadają więc ponad cztery razy więcej niż Polacy, ale proporcjonalnie do swoich zasobów - trochę mniej niż my!
Wśród Ziemian obdarzonych największą przestrzenią do życia są m.in. Kanadyjczycy. 33 mln ludzi zajmuje potężne tereny drugiego pod względem wielkości (po Rosji) kraju na świecie. Nic dziwnego, że na statystycznego Kanadyjczyka przypada aż 20 ha biosfery, zużywa zaś 7,1 ha. To dużo, ale można powiedzieć, że Kanadyjczyków na to stać.
Najbardziej zasobni, ale jednocześnie oszczędni w korzystaniu z życiodajnych zasobów Ziemi, są mieszkańcy Gabonu. Na każdego z nich przypada aż 25 ha (dzięki obfitującym w życie lasom równikowym), ale statystyczny Gabończyk korzysta ledwie z 1,3 ha. Najbardziej oszczędni są zaś mieszkańcy Konga. Każdy z nich zadowala się ledwie 0,5 ha, choć do wykorzystania ma aż 13,9 ha.
Jeśli weźmiemy pod uwagę całe kontynenty lub krainy geograficzne, to najmniej "żarłoczni" są właśnie mieszkańcy Afryki. Każdy z nich potrzebuje do życia średnio 1,4 ha rocznie, a do dyspozycji ma 1,8 ha.
Natomiast Europejczyk z UE, żeby utrzymać swój bogaty styl życia, wykorzystuje aż 4,7 ha, a powinien nie więcej niż 2,3 ha. Najwięcej w naszym regionie przejadają Duńczycy. Każdy z nich korzysta z 8 ha rocznie, a do dyspozycji ma 5,7 ha.
Z raportu widać wyraźnie, że obywatele państw uprzemysłowionych i bogatych żyją najczęściej kosztem mieszkańców rejonów biednych.
Na kredyt ekologiczny Raport "The Living Planet 2008" pokazuje, że statystyczny człowiek zużywa o jedną trzecią zasobów naturalnych Ziemi więcej, niż mu się należy. Co gorsza, nasza "żarłoczność" rośnie. W poprzednim raporcie opublikowanym dwa lata temu nasz dług wynosił 25 proc. Jeśli mieszkańcy krajów bogatych nie zmienią stylu życia, to nasz ekologiczny kredyt wzrośnie jeszcze bardziej i ok. 2030 r. wyniesie 100 proc.
Raport ostrzega jednocześnie, że wraz ze wzrostem naszych potrzeb tracimy bogactwo przyrodnicze Ziemi. W latach 1970-2005 populacje zwierząt zmniejszyły się średnio o 30 proc. Najgorzej jest w tropikach, gdzie z powodu wylesiania liczba zwierząt zmalała o połowę.
Kiedyś rezerwa stworzona przez Ziemię, kiedy człowiek nią jeszcze nie władał, się wyczerpie. Co wtedy?
Wracam na stronę WWF, na której sprawdziłem swój ślad ekologiczny. "Wujek Dobra Rada" podpowie mi, jak go zmniejszyć (choć i tak dzięki rezygnacji z auta jest całkiem, całkiem). Co mogę zrobić już? Aha, wymienić pięć zwykłych żarówek na energooszczędne. Zaoszczędzę 110 m kw. Jeśli będę jadł świeże warzywa i owoce, zamiast mrożonek, mój ślad zmniejszy się o 70 m kw. Natomiast nie przyjmując papierowych reklam roznoszonych przez domokrążców, zaoszczędzę 240 m kw. Mogę też poszukać zielonego dostawcy energii. To może mi dać aż 3,5 tys. m kw. oszczędności rocznie. A jeśli dwa razy w tygodniu zrezygnuję z mięsa (bardzo energochłonnego w produkcji), mój ślad zmniejszy się o 1,6 tys. m kw. Papier tylko z makulatury to 540 m kw. O, tu jest dużo - jazda do pracy zbiorową komunikacją albo
autem, ale w kilka osób, może dać aż 8 tys. m kw. oszczędności. To w sumie bardzo proste. I tańsze.
Przeczytaj więcej:
W najbliższych kilku dekadach - twierdzą naukowcy - najbardziej ucierpią kraje najbiedniejsze, głównie afrykańskie i azjatyckie. W najczarniejszym scenariuszu do roku 2050 od 1 mld do 3,2 mld ludzi będzie cierpieć niedostatek wody, a 200-600 mln - głód - przeczytaj artykuł ''Ziemia gore!''