http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szkoła wypuszcza absolwentów z głęboką niechęcią do poezji - list

Miłosz Kamil Manasterski
2011-07-22, ostatnia aktualizacja 2011-07-22 15:10

Mamy całe pokolenia, dla których literatura jest rzeczą mało ważną, a poezją przerażającą nudą. Dowodzą tego zarówno badania społeczne, wskaźniki czytelnictwa, nakłady książek i codzienne doświadczenia poety. Dorośli ludzie, którzy oświadczają, bez zażenowania, że ostatni wiersz w swoim życiu czytali na lekcji, nie należą do rzadkości.


Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG

A tu napisz swoją opinię. Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl



Bardzo ucieszył mnie prowokacyjny artykuł Janusza Rudnickiego "Palę lektury" , choć co do szczegółów redukcji listy lektur nie muszę się z autorem zgadzać. Ważne jest jednak, by zacząć dyskusję nad kanonem lektur i sposobem prezentowania literatury w szkole. Jeżeli wieloletni kurs literatury prowadzony w szkole jest przygotowaniem do czytelniczego życia, to szkoły od lat ten egzamin oblewają.

Bardzo boleśnie odczuwają to sami literaci - najdotkliwiej - poeci. Powtarza się nam nieustannie, że działamy w niszy, że poezja jest dla wąskiej elity. Owszem, działać w niszy mogą miłośnicy znaczków pocztowych wydanych przez Austro - Węgry, ale nie poeci! Przecież poezja jest tak intensywnie obecna w życiu każdego młodego Polaka! Na języku polskim zapozna się z całym bogactwem polskiej historii poetyckiej - od Kochanowskiego po Miłosza i Szymborską, nie zapominając o Słowackim, Mickiewiczu i Norwidzie. Poezja jest absolutnie egalitarna! Jeśli Polak ukończy maturę, to będzie ekspertem gotowym do analizy najtrudniejszych tekstów poetyckich. Tymczasem mamy już całe pokolenia, dla których literatura jest rzeczą mało ważną, a poezją przerażającą nudą. Dowodzą tego zarówno badania społeczne, wskaźniki czytelnictwa, nakłady książek i codzienne doświadczenia poety. Dorośli ludzie, którzy oświadczają, bez większego zażenowania (bo inaczej by się w ogóle nie przyznali), że ostatni wiersz w swoim życiu czytali na lekcji, nie należą do rzadkości.

Poezja jak zużyte buty

Nie jestem nauczycielem, ale regularnie spotykam się z młodymi ludźmi jako poeta. Spotkania z uczniami to już niemal moja specjalność a swoją pracę poetyckiego prelegenta traktuję jako rodzaj misji. Moim celem jest, by po zakończeniu edukacji młodzi Polacy nie odrzucali poezji razem ze zużytymi butami na wf. Żeby nabytą wiedzę o historii literatury i języku wykorzystywali nie tylko do czytania napisów w kinie. Tak ważne jest włączenie w szkole młodych ludzi w życie współczesnej literatury - choćby właśnie poprzez umożliwienie rozmowy z żyjącym, tworzącym współcześnie poetą. Dla wielu uczestników moich spotkań zaskakujące już jest samo to, że poeta może mieć trzydzieści kilka lat, że ma stronę internetową, że jak zapomni książki, to może przeczytać wiersz z komórki. Poezja jawi im się jako zakurzona książka, tkwiąca od stu lat w najbardziej zakurzonym kącie biblioteki publicznej.

Janusz Rudnicki uderzył z impetem w sam środek szkolnego systemu. Niezależnie od woli, chęci i możliwości nauczyciela języka polskiego - jego zadaniem jest przygotowanie ucznia do kolejnego egzaminów. Znajomość lektur jest ważną częścią wiedzy, którą ma posiadać jego uczeń. Satysfakcja jaką będą mieli nauczyciel i uczniowie są dobre wyniki egzaminów na każdym etapie szkoły. Nie liczy się satysfakcja czytelnicza. System nie jest obliczony na wyrobienie czytelniczych nawyków, rozsmakowanie w przyjemności lektury. Poszczególni nauczyciele potrafią zdziałać w tej materii prawdziwe cuda, ale działają niejako na marginesie programu. Muszą wyrwać sobie czas, szybko "przerobić" lektury obowiązkowe. Znam wspaniałych nauczycieli języka polskiego, którzy są dla młodych ludzi prawdziwymi duchowymi przewodnikami. Sam miałem takich nauczycieli. Większość z nich tak bardzo przyzwyczaiła się do systemu, w którym funkcjonują, że przestają zauważać co im przeszkadza. Ba, często nawet są gotowi bronić listy lektur własną krwią...

W szkołach dzieje się coś dziwnego, bo stosunek uczniów do literatury (i poezji zwłaszcza) zmienia się z wiekiem. Tak powinno być, ale kierunek zmian jest przerażający. Młodsze dzieci są do poezji nastawione wręcz entuzjastycznie. Poezja to dla nich dobra zabawa a poeta musi być kimś niezwykłym, skoro potrafi tak bawić się słowem. W gimnazjum stosunek do poezji jest co najmniej niepewny - nie wiadomo - cieszyć się czy bać spotkania z poetą. Za to w liceum już młodzi ludzie mają zdeklarowany stosunek do poezji: nuda, beznadzieja.

Trzeba znać, trzeba wiedzieć

Trudno nie wiązać tego z tym, co młodzi ludzie w szkole czytają. Zaczyna się niezobowiązująco - wiersz Józefa Czechowicza w podręczniku do pierwszej klasy pojawia się sam z siebie. Dzieciom wiersze się podobają (jedne bardziej, drugie mniej), wiele z nich jest po prostu zabawnych. Lektura sprawia dzieciom przyjemność. Nie ma tu historii ani teorii, biografii ani analizy i na razie jest dobrze. Kiedy zaczyna się kurs historii literatury ta przyjemność gdzieś się gubi a zaczyna się stres. Zamiast wierszy, które trafiają do młodych ludzi, które budują przekonanie, że poezja jest czymś cennym i dobrym - pojawiają się wiersze, które trzeba znać. W ogóle lista lektur oparta jest o przekonanie, że TRZEBA ZNAĆ, TRZEBA WIEDZIEĆ. Cały kurs języka polskiego w szkole opiera się na tym przekonaniu. Efekt widoczny gołym okiem - powszechny wręcz brak zainteresowania literaturą, niechęć do poezji. Czas wreszcie odpowiedzieć sobie na pytanie jak to jest, że jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Skoro mamy tak dobrze przygotowanych nauczycieli, przemyślane programy i wspaniale dobrane lektury?

Janusz Rudnicki trafia w sedno - trzeba wymienić materiał z którego zbudowany jest kurs języka polskiego. Oczywiście możemy się upierać, że to są największe skarby literatury narodowej, które każdy uczeń ma obowiązek znać. Nie zamierzam kwestionować wartości tradycji, bo jako poeta sam z niej wyrastam. Ale sposób jej podawania na szkolnym talerzu musi być zły. Nie wierzę, że radość i przyjemność z obcowania z poezją wynika ze zdolności człowieka do wyliczenia wszystkich środków stylistycznych jakie napotyka w wierszu. Nie wierzę, że młodzi ludzie cieszą się na lekcję z "Kordianem". Ani to zrozumiały dla nich język, ani to sprawy. Priorytet dla historii literatury polskiej kłóci się z przekazywaniem uczniom radości z czytania. To tak, jakby trzeba było znać całą historię sportu zanim się kopnie piłkę. Szkoła wypuszcza absolwentów z głęboką niechęcią do poezji. Jak już zdadzą maturę - będą mogli wreszcie odetchnąć. Nie czytać.

Miłosz Kamil Manasterski (ur. 1977 w Kaliszu), poeta, prozaik, animator kultury. Debiutował wierszem na łamach "Dziennika Łódzkiego" w 1997 r. Należał do Koła Młodych Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Łodzi (1999-2000), od 2007 r. członek Związku Literatów Polskich. Wydał sześć zbiorów wierszy (najnowszy tom "Złote i czerwone" wydany w 2009 r. w języku polskim i chińskim - więcej www.zloteiczerwone.eu) i zbiór opowiadań ("Tramwaj zwany 805N" - Będzin 2011). Laureat Nagrody IV Nadnyskich Spotkań Literackich ("Zasady gry"), Nagrody VI Światowego Dnia Poezji pod patronatem UNESCO za "Sztukę czytania" (2006), Nagrody Prezydenta M. Płocka (2003 i 2006), Nagrody Prezydenta M. Łomży (2009), Nagrody "Poezji dzisiaj" dla młodego twórcy (2009). Od 2007 r. redaktor naczelny Magazynu Internetowego ZLP www.literaci.eu. Od 2011 r. Skarbnik Oddziału Warszawskiego i członek Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, wchodzi także w skład Komisji Kwalifikacyjnej ZLP. Od 2002 r. pracuje w Domu Kultury w Łomiankach, gdzie organizuje spotkania literackie z cyklu "Na strychu w Łomiankach" oraz turnieje jednego wiersza. Więcej o autorze: www.manasterski.eu

  • 2
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':