Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Boję się takiej ustawy. Boję się prawa, które czyjeś życie ceni bardziej, a czyjeś mniej.
Osobiście uważam, że życie matki jest ważniejsze, z prostej przyczyny: nie podlega żadnej dyskusji, że matka to już człowiek. Nie chciałabym, żeby mój kraj bardziej dbał o moje dziecko, niż o mnie, to nieetyczne i niedemokratyczne. Podziwiam kobiety, które - jak np. Agata Mróz - poświęcają własne życie i zdrowie dla swoich nienarodzonych dzieci, jednak uważam, że nikt nie ma prawa zmuszać kobiet do bohaterstwa. Żyjemy krótko i tylko raz.
Decyzja o poświęceniu dla drugiego człowieka własnego zdrowia, o życiu nie mówiąc, powinna być decyzją, a nie przymusem.
Zakładanie, że każda matka marzy o poświęceniu dla dziecka jest naiwne (patrz: Alicja Tysiąc). A co z tymi, które już mają dzieci? Z samotnymi matkami? Im też każemy rodzić na siłę? W imię czyjego dobra?
Poza tym, jestem zdania, że zanim panowie posłowie przegłosowaliby taką ustawę, powinno się dodać zapis, który nakładałby na biologicznych ojców obowiązek służenia organami. Rogówką, sercem, nerką, kończyną, każdemu dziecku, do końca jego życia. Tato chory, może umrzeć, trudno, życie dziecka jest przecież najważniejsze.
Oburzające i nieetyczne? Do tanga trzeba dwojga, skoro ja potencjalnie ryzykuję życiem idąc do łóżka, to on powinien ponieść potencjalne konsekwencje w równym stopniu. Bądźmy sprawiedliwi.
To jest chore i śmieszne. Żyjemy w kraju, w którym brakuje żłobków i przedszkoli, w którym prawodawstwo prorodzinne odnosi skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego, w którym tysiące ludzi jest ściganych o alimenty, w którym tysiące kobiet usuwa ciążę u weterynarza, w którym nie ma pieniędzy na opiekę zdrowotną, na leczenie bezpłodności i w tym raju, w tym eldorado, faktycznie brakuje jeszcze kolejnej mądrej ustawy, która by uczyniła z połowy obywateli inkubatory, bez prawa do decydowania o własnym życiu. Bez potencjalnego prawa do życia.