http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pamiętnik komunijny

Elżbieta Tomaszewska, Brydka, Gośka
2011-05-15, ostatnia aktualizacja 2011-05-13 16:38

Nastał czas komunii. Po artykule "Góra od Amelii, dół od Glorii" dostałyśmy od was bardzo dużo listów. Zdania są podzielone...

Pierwsza komunia
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Pierwsza komunia
Przeczytaj artykuł Góra od Amelii, dół od Glorii.

LIST PIERWSZY

Artykuł Niewiadomskiego jest bez sensu!

Lepiej być hipokrytą: krytykować Kościół za przestarzałe poglądy i procedury, a jednocześnie "załatwić" dziecku wszystkie "papiery", żeby mogło w przyszłości wziąć kościelny ślub, bo to taka ładna uroczystość - Elżbieta Tomaszewska

Przeczytałam tekst p. Olgierda Niewiadomskiego "Góra od Amelii, dół od Glorii" i zastanawiam się, w jakim celu został napisany.

Czy rzeczywiście do redakcji napisali jacyś rodzice 9-letniej Ani, zmęczeni przygotowaniami do I komunii, czy redakcja sama postanowiła stworzyć tekst o niczym.

Szanowni Państwo,

pozwolę sobie przyjąć założenie, że tacy rodzice rzeczywiście zgłosili się do redakcji i dlatego mam kilka uwag:

1. udział w życiu Kościoła jest dobrowolny!

Nikt nie zmusza ani rodziców ani tym bardziej dzieci do udziału w mszy czy do przyjęcia Komunii, nauka religii również nie jest obowiązkowa. Jeśli rodzice nie wierzą w Boga i nie zależy im na wychowaniu dziecka w wierze, nie muszą posyłać dziecka na religię. Problem polega na tym, że to wymaga odwagi i konsekwencji. A z tym u rodziców gorzej. Lepiej być hipokrytą: krytykować Kościół za przestarzałe poglądy i procedury, a jednocześnie "załatwić" dziecku wszystkie "papiery", żeby mogło w przyszłości wziąć kościelny ślub, bo to taka ładna uroczystość.

2. żal mi Ani, której rodzice są zbyt leniwi, żeby poświęcić jej czas i rozmawiać o Bogu, religiach, sposobach życia w zgodzie z nauką Boga.

Dla rodziców wyznających wiarę katolicką udział we mszy św. jest czymś oczywistym, naturalnym i radosnym. Dziecko nie będzie kochało Boga, jeśli rodzice tego nie robią. Jeśli w jednym kościele nie ma fajnych księży, takich z powołania, którym zależy na przygotowaniu radosnego kazania dla dzieci, można poszukać innego kościoła, gdzie takie msze się odbywają. Tylko trzeba chcieć!

3. tak, trzeba nauczyć się kilku, może nawet kilkunastu modlitw przed I Komunią Św. ale do matury też trzeba się pouczyć, czyż nie? A to jest również bardzo ważne wydarzenie w życiu katolika - niestety opisywani rodzice nie zrozumieją tego. Gdyby rzeczywiście byli wierzącymi ludźmi, nie dziwiłoby ich to. Formułki spowiedzi też trzeba się nauczyć. To zaledwie kilka zdań, w II klasie szkoły podstawowej dzieci uczą się dużo trudniejszych tekstów, np. wierszy. Można z nauki spowiedzi zrobić zabawę, kwestia podejścia rodziców.

4. co do załatwienia lokalu i menu - tak to jest szaleństwo: ceny, terminy, menu, lista gości, zaproszenia - to jednak również nie jest obowiązkowe. Można nie robić imprezy z kilkoma daniami w restauracji. To również zależy od rodziców i tego jak chcą ten dzień przeżyć. To dorośli robią z przyjęcia cyrk! Suknie z welonem, limuzyny, bukiety, makijaże i fryzury. Wszystko żeby innym oko zbielało! Bóg tego nie oczekuje, ani proboszcz!

Przy założeniu, że opisywani rodzice nie istnieją :

mam świadomość, że większość rodziców w Polsce myśli podobnie jak bohaterowie artykułu.

I to jest najsmutniejsze.

Ja mam 36 lat, mieszkam w Bydgoszczy, mam męża i jedno dziecko, córkę. Nie jestem dzieckiem Oazy ani innych formacji kościelnych. Nigdy nie byłam specjalnie 'kościółkowa". Jednak w moim życiu zawsze były osoby silnie związane z Bogiem i Kościołem. Zawsze z nimi podejmowałam dyskusje na temat Kościoła, zasad w nim obowiązujących. Nigdy jednak nie kwestionowałam istnienia Boga. Moja córka w wieku dwóch lat zachorowała na poważną chorobę i do dzisiaj nie udało nam się jej wyleczyć. Szukam odpowiedzi na wiele trudnych pytań. Mam powody do zwątpienia, jednak 4 lata temu przeczytałam książkę "Tam gdzie upadają anioły" i to był moment, w którym postanowiłam uwierzyć, mocniej się skupić, może nawet nawrócić na wiarę. Nie oznacza to, że siedzę w kościele dzień i noc, że noszę pokutny strój i nie lubię się bawić i cieszyć życiem. Nadal mam wątpliwości co do poglądów Kościoła rzymskokatolickiego, ale szukam odpowiedzi a nie stroszę się jak indor. Jak nie podoba mi się przeznaczenie ofiary pieniężnej zbieranej na mszy, to nie daję pieniędzy i już. Trafiliśmy po przeprowadzce do świetnej parafii. Księżom chce się pracować dla dzieci i z dziećmi, młodzieżą, bezdomnymi. Proboszcz nie woła z ambony o pieniądze, jedynie raz na rok robi rozliczenie, informując co w danym roku udało się zrobić w kościele, za ile i jakie są plany. Kto chce może dać na nasz kościół więcej, a kto nie chce, to nie musi. Nikomu nie zamykają drzwi do kościoła.

8.05.2011 moja córka przystąpiła do I Komunii świętej. Tak, trzeba było wpłacić określoną przez księdza kwotę na wystrój kościoła (był pięknie ukwiecony), na różańce, książeczki dla dzieci, na dary ołtarza i pamiątki. Moja córka nie chodzi do szkoły (ze względu na chorobę) ale ksiądz przygotowujący do komunii nie robił jej trudności, wstawiał "6" za kolejne modlitwy, których znajomością Martynka musiała się wykazać. Uczył wszystkie dzieci piosenek, nawet założył wraz ze swoim bratem, księdzem i dwoma innymi księżmi zespół muzyczny, żeby msze dziecięce były rozśpiewane.

Większość dzieci nie chciała wychodzić z kościoła po próbach i mszach dla dzieci. Chciały śpiewać i być razem w kościele!

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 1
  • 1
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':