http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Golimontowi do sztambucha: nie zagłosuję na SLD - list

Sebastian Kłódkowski
2011-05-02, ostatnia aktualizacja 2011-05-02 15:06
Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Pracując i zarabiając uczciwie na życie - płacę niemałe podatki na utrzymanie przywilejów "samotnych matek" i wieloletnich bezrobotnych, którzy mają po kilkoro i więcej dzieci. Nie wiem dlaczego jako przeciętnie zarabiająca rodzina z jednym dzieckiem mamy płacić za gminny żłobek maksymalną stawkę 1170 zł miesięcznie, wyższą niż przeciętna opłata za żłobek prywatny.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



W maju będzie poddana pod głosowanie uchwała dotycząca drastycznego podniesienia opłat za pobyt dziecka w żłobku publicznym i uzależnienia tych opłat od zarobków rodziców. Najniższą opłatę, równą dotychczasowej, płaciliby rodzice z dochodem na członka rodziny niższym niż 700 zł brutto, najwyższą, niemal sześć razy większą niż dotychczasowa, rodzice z dochodem na członka rodziny wyższym niż 2800 zł.

Ale przecież przy dwóch osobach pracujących (wymóg przyjęcia dziecka do żłobka) do osiągnięcia najniższego progu potrzebne są zarobki nie wyższe niż minimalne wynagrodzenie i co najmniej dwoje dzieci. Pytanie retoryczne - ile jest takich rodzin?

Podobnie przy dwóch osobach pracujących i jednym dziecku najwyższy próg przekracza się przy dochodach 4200 zł brutto na rodzica, czyli wyraźnie mniej niż średnie wynagrodzenie w Warszawie w sektorze przedsiębiorstw (około 4600 zł).

Nietrudno zatem policzyć, że przeciętnie zarabiający rodzice z jednym dzieckiem będą płacić maksymalną stawkę 1170 zł miesięcznie, wyższą niż przeciętna opłata za żłobek prywatny. Taki był cel propozycji?

Kolejna sprawa - czyje dochody podlegałyby sprawdzaniu? Co z tzw. "samotnymi matkami" - mającymi dobrze zarabiających partnerów - ojców dzieci? Już dziś dużo słychać o ich nieuzasadnionym uprzywilejowaniu przy przyjmowaniu dzieci do przedszkoli, łatwo sobie wyobrazić, że w żłobkach byłyby wyłącznie dzieci takich "samotnych matek".

I ostatnia - jak można porównywać dochody osób z przyznanym mieszkaniem komunalnym oraz osób spłacających kredyt hipoteczny?

Chcemy zaapelować do wszystkich radnych, o głosowanie w sprawie odrzucenia tej uchwały bądź jej znaczącej modyfikacji. W takiej postaci, jaką się aktualnie dyskutuje, stanowi ona popis najczystszego populizmu. Rozumiemy, że miastu potrzebne są większe wpływy, można to jednakże osiągnąć podwyższając opłatę po równo dla wszystkich, tak, jak planują to inne miasta (przewidywane opłaty od około 150 do około 500 zł).

Wydaje nam się, że miastu powinno zależeć na tym, by rodziło się więcej dzieci mieszkańców i w tym celu należy oddzielić politykę socjalną od prorodzinnej. Najmniej zarabiającym mieszkańcom zawsze można zaproponować dopłaty do żłobków. Natomiast różnicowanie opłat w zależności od zarobków jest równie logiczne jak różnicowanie opłat za komunikację miejską, do której miasto też dopłaca olbrzymie kwoty (dziesiątki razy większe niż dopłata do żłobków).

Dygresja osobista - w sytuacji, w której się znajduję, czyli mam kredyt hipoteczny (nie miałem szczęścia otrzymania mieszkania komunalnego od miasta), nie mam możliwości zostawienia dziecka pod opieką babci, cioci itd., uczciwie płacę podatki, nie wyciągam ręki po miejskie i państwowe dotacje w postaci dopłat do czynszów, zasiłków, mieszkań komunalnych - przyjęcie tej uchwały w tej formie to najzwyklejsze oszustwo.

Pracując i zarabiając uczciwie na życie - płacę niemałe podatki na utrzymanie przywilejów "samotnych matek" i wieloletnich bezrobotnych, którzy mają po kilkoro i więcej dzieci. Jak to możliwe, że ktoś kto od lat jest bezrobotny i z założenia nie ma dobrej sytuacji materialnej płodzi kolejne dzieci? Czy miasto chce zmusić swoich mieszkańców do fikcyjnych rozwodów?

Na koniec osobista uwaga do Andrzeja Golimonta z SLD: Jak się ma pana wypowiedź dla "Gazety Wyborczej" i wcześniejsze deklaracje członków SLD w tym p. Napieralskiego i p. Olejniczaka dotyczące polityki prorodzinnej? Jak można "będąc w pełni władz umysłowych" stwierdzić, "nikt ich nie zmuszał do brania kredytów, są tacy, którzy nie mogą ich dostać i im miasto ma obowiązek pomóc w pierwszej kolejności." W jaki sposób młode małżeństwa mają zdobyć mieszkanie? Czy radny Golimont ma więcej takich "złotych myśli" na podorędziu? A może powinienem wzorem Pana radnego od SM "Starówka" kupić za bezcen 85-metrowe mieszkanie i udawać, że jego wartość jest równa 300 tys., bo za tyle sprzedał mu je siedem lat temu sąsiad? Dzisiaj średnia cena mieszkania w dzielnicach Ochota, Mokotów, Wola, to 8500 zł za mkw., a na najtańszej Białołęce 6500.

Ludzie tacy jak ja i wielu innych musieli brać kredyty, bo nie są w stanie kupić za gotówkę, a dla miasta są zbyt bogaci, aby dostać komunalne - też nie brałbym kredytu na kilkaset tysięcy jakbym miał możliwość kupienia za bezcen mieszkania od spółdzielni.

Jeśli nie przemawiają nasze argumenty, prosimy radnych SLD, aby jeszcze poczytali internetowe komentarze dotyczące tej uchwały, i przygotowali się na akcję na wszystkich znaczących portalach społecznościowych namawiające do niegłosowania na SLD.

  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':