http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W związku z rotami R.U.T.Y - list

Wasza Chłopka, G Sz'M Off
2011-04-07, ostatnia aktualizacja 2011-04-07 18:06

Nareszcie ktoś zauważył przyczynę rabacji społecznych przeciw wyzyskowi. Otóż tą przyczyną był (i pozostaje) wyzysk właśnie i chwała artystom za ich przenikliwość oraz wrażliwość nie tylko artystyczną.

Muzycy R.U.T.A. w studiu
Muzycy R.U.T.A. w studiu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Z radością, ulgą i nadzieją na poprawę sytuacji, przyjęłam do wiadomości program R.U.T.Y, zapowiadający nowy nurt w śpiewanym obiegu informacji, odgrzebany w starych śpiewnikach. Nareszcie ktoś zauważył przyczynę rabacji społecznych przeciw wyzyskowi. Otóż tą przyczyną był (i pozostaje) wyzysk właśnie i chwała artystom za ich przenikliwość oraz wrażliwość nie tylko artystyczną. Ale i ta okoliczność, sprzyjająca logice, stała się okazją do kolejnego komentarza, z którymi kolejny raz nie zgadzam się żarliwie.

Że niby kilka ostatnich pokoleń dorastało w "historycznym przekłamaniu", czyli "w micie romantycznym i duchu sienkiewiczowskim." Zatem oba te nurty ukrywały niedolę najniższych warstw społecznych, kokietując Czytelnika sielanką i spokojem wsi polskiej, strzeżonej przez opiekuńcze państwo szlacheckie.

Trylogia - leksykon polskich wad narodowych

A skąd dzisiejsze pokolenie wie o piekle poddanych, ukrytym za szlacheckim rajem Rzeczpospolitych? Czy tylko z archiwów Kolberga? A szkolne lektury, dobierane przez PRL-owski program uświadamiania klas? Pominę romantyczne ballady o niedoli wieśniaczek, kiwanych przez paniczów, którymi to balladami romantycy kompensowali niedolę paniczów, nękanych przez kozaki i chamy. Na chwilę obecną bardziej pamiętam postromantycznego Sienkiewicza, który w swojej Trylogii cieszącej paniczów i panny, nie pozostawia na ich przodkach białej nitki; aż dziwię się, że nikt mu do tej pory o te szkice węglem nie wytoczył procesu, z finałem w Strassburgu. Trylogia to bogato ilustrowany leksykon polskich wad narodowych i błędów społecznych, aczkolwiek nie do końca czaję intencje Autora, szarżującego na Czytelnika ogniem, mieczem i ciemnotą swoich bohaterów. Chciał rodakom pokazać krzywe zwierciadło, czy był tak naiwny, że nie zauważył efektu ubocznego swoich apoteoz?

Mistrzowskie opisy krajobrazu i zdarzeń nie ukrywają mizeroty elit, ubranych w przepocone tekstylia, będące pierwowzorem dresów i szalików. A przecież nie jest to literatura w stylu masakry piłą łańcuchową. I nie jest to powrót do Edenu, bo gdy przyglądam się sarmackiej masie krytycznym okiem, widzę tam ożywioną mizerotę, z krwi, kości, sadła i bebechów. Trylogia to towarzyska kronika kryminalna na miarę Mein Kampf; świadczy mocno przeciw Koroniarzom, których wyczyny tak krzepią krew w żyłach, aż pijawki padają martwe.

Chłopstwo i plebs, sól ziemi. Tej ziemi

To przecież Nasi uczyli czerń i Zaporożców, jak obchodzić się z nieposłuszeństwem, i nie podejrzewam, aby Sienkiewicz domagał się od Czytelnika uwielbienia dla przemocy i ludobójstwa. Psychopatyczni ulubieńcy Czytelnika nie muszą być ulubieńcami Autora i wicek wacek. Rasista Wołodyjowski, zadymiarz Kmicic, Otello-Skrzetuski, alkoholik Zagłoba, neurotyczne panny, dziedzicznie obciążone posagiem, do którego nie każdy kandydat pasował, oraz infantylna masa wypełniająca, cóż to za parada pasożytów! A ktoś musiał to-to wyżywić, i bynajmniej nie był to Duch Święty, król, ani Królowa Polski, bo tu nawet narodowy Olimp ma fatalne piary.

Dlaczego ten sienkiewiczowski spis cudów i dziwek odbieramy jako hagiografię? Bo tak nas nakręcono w drugim, pozaszkolnym obiegu informacji. Przypomnijmy, że ekranizacja "Pana Wołodyjowskiego" była artystowską kontrpropozycją dla "Janka Muzykanta". A odbiorca gotowego materiału nie będzie przecież jeszcze raz trawił tego, co ktoś strawił za niego. Sienkiewicz jak na mistrza obrazu przystało, powstrzymuje się od komentarzy do swoich figur, nie ma tu odsyłaczy, kawy ani ławy. Pisze tak, jak widzi jego wyobraźnia i intuicja, a zarazem zaspokaja zapotrzebowanie narodowe na rycerza-patriotę i społeczne na darmozjada-idiotę. Skoro już używam inwektyw, wytłumaczę się, dlaczego tak obrażam sarmacki biznes, skoro pieniądze to łup nie dla idiotów. Bo swoją przebiegłością te sk... doprowadziły do tego, do czego doprowadziły. Nawet Konstytucja 3 Maja nie naprawiłaby tamtych szkód, bo tamta konstytucja w zamierzonych przez siebie beneficjach odruchowo pominęła "ludzi", czyli chłopstwo i plebs, sól ziemi. Tej ziemi.

Zatem sienkiewiczowska literatura nie jest hołdem dla sielanki i spokoju. A jeśli ktoś życzy sobie, aby omijała wyczyny kontuszy i opisywała cierpienie obdartusów, to niech sięgnie po "Nowele" czy "Listy z Ameryki". Nie będę tu nikogo oświecać przykładem drastycznych opisów losu, zgotowanego ludziom przez obywateli, bo jeśli komuś nie chce się czytać nowel ani listów, niech sięgnie po kieszonkowe ściągi dla gimnazjalistów i maturzystów.

Owoce rewolucji zgarnia mafia

Jeśli zaś chodzi o mitotwórczy wpływ oficjalnej ideologii PRL-u, na obraz wsi wesołej, wsi spokojnej, co odkrywają antropolodzy kulturowi, to jako absolwentka peerelowskich wszechnic, przypomnę, iż nikt tyle łez nie wylał na niedolę chłopa jak peerelowscy poloniści, historycy i wychowawcy. Trylogia nie była oficjalną lekturą; jeśli Sienkiewicz, to przede wszystkim "Janko Muzykant" i "Za chlebem" właśnie. "Krzyżacy" zostali zaadoptowani przez szkołę podstawową (!) jako komiks narodowy, bo bardziej było po drodze z legendarnym Jagiełłą niż z podejrzanymi Wazowiczami.

Poza autorem "Janka Muzykanta" krzepili nasze serca głównie pozytywiści i narodnicy, z Orzeszkową, Konopnicką, Prusem, Reymontem i co się tam jeszcze zmieściło na czele tego nurtu. No, ale każdy uczeń tak odbierał program, jak pozwalała mu osobista percepcja intelektualna.

Hasło "wsi wesoła, wsi spokojna" ma starszy rodowód niż "my ze spalonych wsi, my z głodujących miast" i chociaż wywodzi się ono z renesansowych bukolik, to już rozprawiła się z nim Młoda Polska.

"Wydaje nam się, że my wszyscy z Kmicica. Tymczasem cała ta nasza błękitnokrwista mitologia to kłamstwo" - to bardzo trafione słowa i za nie załączam ukłony dla ich Autora, pana Szajkowskiego J. Lecz to nie romantyzm, pozytywizm ani socjalizm uśpił naszą wrażliwość na wyzysk; robi to dzisiejsza propaganda sukcesu ponad wszystko.

A skoro już dotykamy dotkliwej kwestii akcji i reakcji w dziedzinie stosunków społecznych, to chcę przypomnieć swoją analizę rewolucji, wieńczących takie stosunki: otóż rewolucje prowokuje arystokracja, przygotowuje inteligencja, wykonuje lud, a owoce zgarnia mafia, przed czym ostrzegam, nie nakłaniając bynajmniej do rezygnacji.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':