Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Politycy podawali sobie ręce, nawet kibice wrogich klubów stali się wówczas sobie bliscy. W przenośni. Szybko bowiem zaczęli stawać się sobie bliscy dosłownie - z pięściami na nosach, z butami na brzuchach.
Skoro nauki
Jana Pawła II nie powstrzymały modlących się na Krakowskim Przedmieściu przed wyzwiskami "ubecy", "judasze" pod adresem duchownych, to czy coś zmienią nauki Jana Pawła II błogosławionego?
Do czego ta
beatyfikacja ojcu Rydzykowi? Aby mógł bardziej wykorzystywać autorytet Jana Pawła II do szczucia jednych Polaków przeciw drugim? Do czego ta beatyfikacja Kościołowi? Aby wspierając powyższe działania tzw. katolickich mediów skuteczniej nas przekonywał, że zło jest dobrem? Aby podczas patriotycznych uroczystości prawdziwi katolicy mogli głośniej buczeć na Władysława Bartoszewskiego i prezydenta Bronisława Komorowskiego?
I wreszcie - czy
Jarosław Kaczyński, dla którego krzyż z Krakowskiego Przedmieścia stał się "substytutem pomnika smoleńskiej katastrofy", nie spróbuje nam wmówić, że beatyfikacja Jana Pawła II jest jedynie substytutem
beatyfikacji jego brata?
W trwałą duchową przemianę "najlepszejszych" (że użyję sformułowania Kubusia Puchatka) Polaków - nie wierzę. Raczej spodziewam się analogii do Bożego Narodzenia. Duch tego święta w katolickich krajach rodzi się dziś nie przy szopce, ale w hipermarketach, i to już w listopadzie.
Dlatego nie dziwi mnie, że jedna z pierwszych informacji po ogłoszeniu daty beatyfikacji dotyczyła wzrostu cen lotów do Rzymu, z ponad tysiąca do czterech tysięcy złotych. Inna, że ceny kanapek z 3-4 euro mogą wzrosnąć do 10. A więc na razie tylko biznes uznał, że beatyfikacja powinna po sobie coś zostawić. Choćby garść euro.