http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Listy. Woźnica, który poucza przechodniów

Marek Kowicki
2010-08-24, ostatnia aktualizacja 2010-08-23 22:13

Sobota, późne popołudnie. Jestem na przejściu dla pieszych na skrzyżowaniu ul. Grodzkiej obok Placu Wszystkich Świętych. Idę w tłumie ludzi, krok za krokiem, prowadząc rower. Ścisk. Naraz na zatłoczone skrzyżowanie naciera kareta zaprzężona w dwójkę koni.

Dorożki na ul. Grodzkiej
Fot.Tomasz Wiech / Agencja Gazeta
Dorożki na ul. Grodzkiej
Woźnica z kamienną twarzą jedzie przez tłum i skręca w kierunku Rynku. Ludzie uskakują na boki. Nie jest to łatwe, bo kareta "zachodzi na zakręcie". Ja też uskakuję, ale kareta zgarnia pod siebie mój rower. Udaje mi się jednak wyszarpnąć go spod tylnich kół pojazdu. Widzę osłupiałe twarze przerażonych pasażerów karety. "Co pan wyprawia!!!" krzyczę do trzymającego lejce jegomościa. "Sp.....j" - pada lakoniczna odpowiedź. Kareta nie zatrzymując się prze wśród tłumu w stronę Rynku. Jej numer: 41.

Jestem w komisariacie policji w Rynku. "Cóż - mówi policjant - może pan wystąpić do sądu z powództwa cywilnego albo my pouczymy woźnicę i na tym sprawa się zakończy". Idziemy zatem pouczać: pani policjantka, pan policjant i ja. Kareta nr 41 już jest na postoju, woźnica z kolegą na koźle. Sympatyczni policjanci otwierają usta, by pouczyć woźnicę, gdy ten, z wyżyn kozła, nie czekając, przystępuje do pouczania mojej skromnej osoby takimi oto słowy: "Robisz pan ze siebie głupka, no głupka pan ze siebie robisz " A do policjantów: "Gość sam pchał się pod wóz z rowerem, mam na to świadka, tak było?" - zwraca się do kolegi na koźle. "No " - potwierdza kolega z przekonaniem.

Opisany epizod to jedna z wielu banalnych historyjek, z jakimi zapewne zgłaszają się codziennie do redakcji Gazety jej czytelnicy. Tu lekkomyślnie nieostrożny dorożkarz, ówdzie taksówkarz żądający od cudzoziemca 50 zł za kurs spod Dworca na ul. Stradom, jeszcze gdzie indziej kelner wydający klientowi resztę z 50 a nie jak powinien ze 100 złotych Nawet nie wiadomo, czy jest o czym mówić. Ale te wszystkie drobne epizody składają się na negatywny obraz Krakowa w oczach turystów, gdyż to oni przede wszystkim są ofiarami lub świadkami owych sytuacji. Czy jest na to rada? Nie wiem. Jednak pouczający mógłby być wywiad dziennikarza Gazety np. ze wspomnianym woźnicą karety nr 41 lub z innymi bohaterami drobnych afer zgłaszanych przez czytelników. Wywiad prasowy dałby okazję do zaprezentowania szerszej publiczności poziomu ogłady, uprzejmości, może nawet uczciwości, odpowiedzialności, a w niektórych przypadkach - poczytalności osób, które obsługując turystów współtworzą ich dobre lub złe wspomnienia z pobytu w naszym mieście.

Z wyrazami szacunku Marek Kowicki

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy