Listy. Wciąż ten sam schemat
Przeczytałem dziś w gazecie artykuł "Niebezpieczne Miasto Kraków" i zgadzam się ze wszystkim, co w nim zostało napisane. O wiele bardziej jednak niepokoi rozmowa z Panem Bogusławem Krzeczowskim. Po raz kolejny widać ten sam schemat. Radni dzielnicy widzą problem, ale nie leży on w ich kompetencjach, Magistrat uważa, że problem również nie leży w jego kompetencjach, a Straż Miejska odsyła z powrotem do Magistratu, równocześnie zwalając część winy na Policje i cała resztę (nie mówiąc o mieszkańcach, którzy nie zgłaszają problemów - nie dziwne, skoro opieszałość, wykrywalność i poziom biurokracji tak zniechęca)... i tak w kółko. To w czyich to leży kompetencjach w takim razie?!
Co do samego artykułu. Skoro co weekend dochodzi do regularnych bijatyk na ulicach Szewskiej, Floriańskiej - nie raz widziałem i trzymam się z dala od tych ulic - wystarczy postawić radiowóz i od razu będzie spokojniej. Nie musi też stać tam 24h na dobę, każdy wie, że dopiero w przedziale 23:00 - 03:00 dzieją się najgorsze ekscesy. Zwalanie problemów na braki kadrowe w tym przypadku to bezsens. Rynek Główny to miejsce, gdzie w weekend jest najwięcej mieszkańców miasta i okolic, turystów, bezdomnych itd., więc akurat tutaj nie powinno brakować patroli, a nawet jeśli jest ich za mało, to postawienie dwóch radiowozów nie uszczupli sił Policji lub Straży Miejskiej aż tak.
Osobiście w piątki i soboty staram się trzymać od Rynku Głównego z daleka. Wcale nie czuję się na nim bezpiecznie, wolę ten czas spędzić na Kazimierzu lub po prostu w domu ze znajomymi.
Pozdrawiam, Piotr., student i mieszkaniec Krakowa
Listy. Pijańskie wybryki coraz gorsze
Chciałabym nawiązać do artykułów na temat niebezpiecznego Krakowa. Po pierwsze, zgadzam się z Markiem Damarem, którego list zamieściliście w dzisiejszej "Gazecie". To oburzające, że Dyrektor teatru wypowiada się w ten sposób. Mieszkam w centrum Krakowa od urodzenia i stwierdzam, że z roku na rok pijańskie wybryki stają się coraz gorsze. Nie zapominajmy, że Kraków jest uważany za jedno z najpiękniejszych miast i stolicę europejskiej kultury. Nie dopuśćmy, by zamienić go w obrzygane miasto! Wystarczy przejść się rano np. ulicą Wielopole, gdzie z klubów wytaczający się ludzie wymiotują gdzie popadnie, by zrozumieć o czym mowa.
Druga sprawa: piszecie o rozbojach z użyciem niebezpiecznych narzędzi, w tym noży. Przerażające jest dla mnie to, że w niedzielę na placu pod Halą Targową widziałam stoisko wypełnione po brzegi nożami, tasakami itp. narzędziami, które na pewno nie były przeznaczone do kuchni. Czy nie można tego zakazać? Czy nie łatwiej usuwać przyczyny niż skutki?
Sabina Szybkowska
Listy. A patrol jedzie i jedzie...
Prosiliście o głosy na temat stanu bezpieczeństwa w Krakowie i działania policji. No i "świetnie" się składa, bo jesteśmy (moja Rodzina i ja) kompletnie niewyspani po kolejnej nocnej imprezie jaką blokersi - kibole zorganizowali sobie pomiędzy blokami Kurczaba 33 - 35. Takie imprezy alkoholowe z rykami, wrzaskami i wyciem odbywają się średnio 3, 4 razy w tygodniu. Imprezy trwają od wieczora czasem do godz. 2 w nocy, a czasem do 4 nad ranem. Telefony na policję właściwie zawsze dają taką samą odpowiedź: patrol już jedzie. No i jedzie przez godzinę, dwie, a czasem nie dojeżdża w ogóle. A piękna nowa komenda zbudowana została ok. 500 m (dosłownie!) od ul. Kurczaba! Na piechotę można przejść w ciągu 5 min!
Szkoda, że panie i panowie policjanci nie zdają sobie sprawy, że ten piękny gmach, ich mundurki, samochody benzyna do tych samochodów, a także comiesięczna pensja pochodzi z naszych podatków. W sytuacji, gdy nie widzę żadnej reakcji policji na ekscesy hołoty i żadnej ochrony, uważam policjantów po prostu za darmozjadów.
Smętne pozdrowienia Jacek K.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków