Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
A to oznacza, że najzdolniejszym szóstoklasistom uniemożliwia się naukę w bydgoskich gimnazjach autorskich prowadzonych przez licea, utalentowanym sportowo zabiera się możliwość nauki w szkołach i klasach sportowych. Maluchy w wieku przedszkolnym nie mają szans na miejsca w miejskich placówkach, co jest równoznaczne z tym, że do przedszkola nie pójdą wcale, a zatem będą miały gorszy start w szkole.
Prezydent Bydgoszczy tłumaczy swoją decyzję tym, że gminy ościenne nie poczuwają się do obowiązku płacenia za naukę swoich mieszkańców. Urzędnicy nie potrafią się dogadać, nie ma w nich chęci kompromisu. O dobru dzieci nikt nie pamięta.
Liczy się za to zdanie elektoratu, bo zbliżają się wybory! A bydgoszczanie sfrustrowani brakiem miejsc w przedszkolach - wiem coś o tym, byłam bydgoszczanką przez 34 lata - poparli decyzję swojego prezydenta.
On pokazał im wroga i nie wahał się powiedzieć, że mieszkańcy podmiejskich wsi "to najczęściej bardzo bogaci ludzie, którzy pracują w mieście, ale nie zostawiają w nim swoich podatków. Korzystają z miejskiej infrastruktury, rozjeżdżają nasze drogi, wsiadają do naszych autobusów".
Staliśmy się więc obywatelami drugiej kategorii. Choć pracujemy w mieście, dajemy miejsca pracy jego mieszkańcom, świadczymy im usługi, wydajemy nasze pieniądze w bydgoskich sklepach, to i tak jesteśmy szkodnikami.
I mamy za to zapłacić, a właściwie muszą zapłacić nasze dzieci.
Wiemy o problemach z finansowaniem oświaty, jednak nie możemy pozwolić, aby porządkowanie spraw przepływu pieniędzy między samorządami odbywało się kosztem dzieci. To nie jest ani demokratyczna, ani przyzwoita metoda wywierania wpływu na wójtów gmin ani w sprawie finansowania nauki dzieci w mieście, ani w sprawie przyłączania do miasta kolejnych terenów podmiejskich.
Rady rodziców w wielu podbydgoskich szkołach usiłują apelować do władz swoich gmin o porozumienie, o danie szansy edukacyjnej dzieciom niezależnie od miejsca ich zamieszkania.
Sprzeciwiają się też wprowadzeniu podziału na lepszych mieszkańców miasta i gorszych mieszkańców wsi. W demokratycznym społeczeństwie nie powinno mieć miejsca posługiwanie się dziećmi w jakichkolwiek konfliktach społecznych, rozgrywkach politycznych i kampaniach wyborczych. Zadaniem dorosłych jest chronienie dzieci i stwarzanie im jak najlepszych warunków rozwoju niezależnie od podziałów administracyjnych.
Zwłaszcza że wszędzie tam, gdzie urzędnicy samorządowi dostrzegą interes we wprowadzaniu podziałów, budzeniu niechęci między mieszkańcami miasta i wsi, będzie się działo to samo, co dzisiaj dzieje się w Bydgoszczy.