http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przepraszam za ten list. Przezroczysta

M.
2010-03-26, ostatnia aktualizacja 2010-03-26 15:28

Spór o zamykanie bramek na ogrodzonym osiedlu
Spór o zamykanie bramek na ogrodzonym osiedlu
Fot. Robert Górecki / AG

Zostałam ukarana za brak samochodu, zaliczona do podludzi i zamknięta w getcie.

ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Przeczytałam list pana, któremu obrzydzono życie, to takie łatwe. Bicie głową w mur bezduszności, nonszalancji, głupoty czy złej woli, wcześniej czy później prowokuje myśl o bezsensie życia, chociaż, czasem powód wydaje się niezbyt ważny.

Jak dla kogo. Jeśli się jest starszym, mniej sprawnym i (o zgrozo!) mniej zasobnym, to jest się przezroczystym, nie wartym reakcji.

Jestem jedną z licznych "przezroczystych": dla władz spółdzielni mieszkaniowej administrującej blokiem, gdzie mieszkam, dla części sąsiadów, dla instytucji od których oczekiwałam pomocy.

Zostałam ukarana za brak samochodu, zaliczona do podludzi i zamknięta w getcie. Decyzją właścicieli samochodów, bez wiedzy pozostałych mieszkańców, po zawłaszczeniu wspólnych środków, zamknięto nam dostęp do drogi publicznej.

Wiem, że to taka nowa moda, mieszkańcy bloków, osiedli, grodzą dojazd z drogi publicznej, ale wtedy instalują urządzenia, dzięki któremu można z mieszkania wpuścić kogoś na teren. Dla kierowców dogodność przejazdu bez zatrzymywania się i wysiadania, daje pilot elektroniczny.

W moim getcie dogodność mają tylko kierowcy, podludzie (jak ja) nie mają możliwości korzystania z przejazdu dla bliskich, znajomych, pogotowia czy straży. Nie wiedzą, że samochód podjechał, a jeśli wiedzą, to bez opuszczenia mieszkania nie mogą otworzyć bariery. Dla mnie oznacza to, że muszę zbiec po piętrach i wybiec na zewnątrz, by uruchomić urządzenie, bez względu na pogodę, porę roku, moje samopoczucie itp.

Dla mniej sprawnych, samotnych wzywanie pomocy traci sens. Zdechnąć i nie zawracać głowy. Choroby, najwidoczniej, nie dotykają nadludzi.

Już sobie z tym zamknięciem przestaję radzić. Tracę kontakty, bo znajomi nie chcą mi robić kłopotu, narażać na zaziębienia i stres, a ja mam coraz mniej sił na piesze wycieczki do nich.

Boję się moich sąsiadów, jaką krzywdę mi jeszcze zrobią? Boję się zasypiać, boję się samej siebie, bo codzienne płaczę i mam ustawiczny strach przed zasłabnięciem, chorobą... Narzucają mi się myśli o odkręceniu gazu i skończeniu i ze strachem i z sobą.

"Przezroczysta", ale przynajmniej będę "słyszalna" w końcówce życia. Chociaż, może to złudna nadzieja, pewnie twórcy tego mojego getta, całą energię poświęcą na umywanie rąk od odpowiedzialności. Starzy powinni znikać, no mogą ewentualnie zostawiać spadki, ale znikać!
Przepraszam za ten list

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':