Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Zastanawiam się jedynie, czym ja - od ponad stu lat uznana na świecie nauka o prawidłowościach występujących w zbiorach liczb - zasłużyłam sobie na takie potraktowanie? Czy tym, że służę psychologom, biologom, lekarzom w ocenie skuteczności nowych terapii i nowych leków? Czy może tym, że dostarczam socjologom i ekonomistom metod poznawania i przewidywania zachowań grup ludzi i zbiorowości konsumentów?
A może tym się panu naraziłam, że jestem coraz bardziej popularna? Owszem, jestem, ale głównie dlatego, że wkraczająca we wszystkie dziedziny życia technologia komputerowa preferuje, a czasami wręcz wymusza opis liczbowy. W tym opisie potrzebują mnie, abym pomogła odkryć zależności i prawidłowości, których oko ludzkie w pozornym chaosie liczb nie jest w stanie uchwycić. Niekiedy i Pan zdaje się przedkładać opis liczbowy ("miliony Polaków na plażach Egiptu i Tunezji") nad inne formy opisu.
Nie jestem słupem dla pijaka, Panie Prezesie, nie jestem też kurtyzaną, jak chcieliby niektórzy. Metody analizy, które oferuję, można wykorzystać poprawnie, aby rzeczywistość poznawać, lub niepoprawnie, aby jej obrazem manipulować. Po to, by móc ocenić, czy liczbowy obraz rzeczywistości jest prawdziwy, czy nie, lepiej starać się mnie poznać, tak jak czynią to na całym świecie uczniowie i studenci w większości szkół średnich i wyższych. Z poważaniem,
Statystyka