Nasz syn Mateuszek trafił do szpitala z podejrzeniem zapalenia płuc. Pielęgniarki są zaskoczone, jak mój mąż zajmuje się dzieckiem. Zastanawiam się, co odmiennego jest w jego zachowaniu. Przecież każdy potrafi przewinąć, nakarmić, utulić, uśpić i kiedy trzeba, zaśpiewa mu piosenkę. Marcin wie, jakie mleko pije nasz synek, co to jest laktator, jakim kremem smaruje się buzie, a który jest do pupy. A było tak. W styczniu moja mama zachorowała i nie mogła się zająć Mateuszem. Ja zaczęłam pracować. Podjęliśmy decyzję, że mąż zostanie z nim w domu.
Wychodzę z domu ze starszym synem Mikołajem o godz. 7.10. Zaprowadzam go do przedszkola. Do pracy docieram przed godz. 9. Mam czas, by poukładać w kalendarzu zadania na cały tydzień. Około 11 dostaję różne informacje od męża - o ilości kaszy zjedzonej przez Mateuszka, liczbie i zawartości brudnych pieluch, niespokojnym śnie, zaplutej koszulce, obciętych paznokietkach, czasem nawet dostanie mi się zdjęcie! Gdy wracamy do domu, Mateusz uśmiechnięty guganiem wita mnie i Mikołaja już w przedpokoju.
Marcin jest spokojny, dobry i kocha swoich synów. Ja jestem dobrą mamą, furiatką, zakochaną w moich facetach. Ale są rzeczy, które mój mąż robi lepiej ode mnie. Ja nie potrafię tak dobrze jak on obcinać paznokci, podawać kaszy, by cała zniknęła z butelki, i nie potrafię budować z klocków lego. Wczoraj była niedziela, byliśmy wszyscy w domu, mój mąż powiedział do Mateuszka, który nie mógł zasnąć porannym snem po kaszy: "Śpij, śpij, jutro będzie normalnie, będziesz miał swój rytm". Zrozumiałam, że mój mąż jest codziennością, matką Polką, cudownym człowiekiem...
Dzięki, Marcin! Jesteś najfajniejszą mamą na całym świecie!!!
Od poniedziałku prowadzimy w Gazecie akcję "Polaku, idź na tacierzyński". Zachęcamy mężczyzn, aby udowodnili, że są kochającymi, odpowiedzialnymi ojcami. Czekamy na listy. Piszcie do nas:
tacierzynski@agora.pl