http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tragedia Anny, matki - listy

Listy czytelników
2010-02-03, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 17:11

Najmniej winną śmierci chorego chłopca jest matka dzieci, wszyscy inni są odpowiedzialni! Wszyscy. Mam nadzieję, że pani Anna dostanie odpowiednią pomoc prawną. Nikt nie ma prawa jej osądzać, zwłaszcza zaś ci, którzy nie mają chorych dzieci - piszą oburzeni czytelnicy

ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Historia pani Anny, matki siedmiorga dzieci, w tym dwójki z ciężkim porażeniem mózgowym, dopiero po śmierci ważącego osiem kilo siedmioletniego Kacpra, poruszyła wszystkich. Pod koniec stycznia prokurator zarzucił jej formalnie narażenie syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, za co grozi do pięciu lat więzienia. Płakała, składając zeznania. Tłumaczyła, że została sama, bez pomocy.

Dziś wszyscy zadają sobie pytanie, jak to było możliwe, kto jest winien?

Sama wśród tłumu ludzi

Po przeczytaniu artykułu "Anna nam umknęła" jestem wstrząśnięta. Jak można zostawić kobietę samą z siódemką dzieci, w tym z dwójką niepełnosprawnych?! Co jest za wypowiedź Edwarda Raka, kierownika Ośrodka Pomocy Społecznej w Bogatyni, że "jak ktoś chce pomocy, to musi się koło tego zakręcić". To skandal. Pan Rak jest człowiekiem zadufanym, a słowo "empatia" jest mu obce.

Pani Anna mieszka w Bogatyni, które nie jest dużym miastem, a więc nie jest się tu anonimowym. Z treści wynika jasno, że urzędnicy zarówno Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, jak i Ośrodka Pomocy Społecznej w Bogatyni doskonale byli zorientowani w sytuacji pani Anny i jej dzieci, ale nikt nie kiwnął palcem, żeby tej kobiecie realnie pomóc.

Czy ktoś zaproponował pomoc psychologiczną, bądź chociaż pomoc przy opiece nad dziećmi? Przecież ta biedna kobieta na pewno miała depresję, i miała ją od dawna, do tego doszło chroniczne zmęczenie i stała się tragedia.

Teraz ciąga się panią Annę po sądach, odbiera się dzieci dobrej i kochającej matce. Warto sobie uświadomić, że pani Anna mogła zostawić chore dzieci w hospicjum, ale jednak opiekowała się nimi, zapewne najlepiej jak umiała. Po prostu zabrakło jej siły, tak zwyczajnie. Dlaczego nikt nie ciąga po sądach ojca dzieci? Moim zdaniem najmniej winną osobą w tej tragedii jest matka dzieci, wszyscy inni są odpowiedzialni za śmierć chłopca. Wszyscy, pan Rak też. Mam nadzieję że pani Anna dostanie odpowiednią pomoc prawną. Sylwia Ratajczak, mocno oburzona

Sam walczę z trudem opieki nad chorym dzieckiem

Zastanawiam się kto jest winny tej tragedii. Wszystkie instytucje, które teoretycznie powinny pilotować osoby lub rodziny znajdujące się w ciężkiej sytuacji życiowej, nie potrafiły zapobiec tej tragedii. "Winna jest matka", no bo ona sprawuje bezpośredni nadzór nad dziećmi. Jednak jak może umknąć uwadze opieki społecznej matka wychowująca kilkoro dzieci w tym dwoje niepełnosprawnych, matka która przez siedem lat troszczy się o te chore dzieci?

Jest w życiu chwila załamania i sytuacja zaczyna się wymykać spod kontroli i wtedy trzeba wsparcia rodziny, otoczenia, no i tych odpowiednich instytucji, które są do tego powołane. Twierdzę tak, ponieważ mam podobną sytuację rodzinną. Wychowujemy z żoną córkę niepełnosprawną stopnia znacznego (zespół Downa). Nakazem sądowym jestem jej prawnym opiekunem i okresowo mam kontrole (może raz na rok, a może i rzadziej) kuratora sądowego. GOPS, no cóż, niby raz na pół roku, ale w tzw. locie, czyli jakieś papiery do podpisania i już ich nie ma. Nie ma możliwości porozmawiać z tymi paniami, bo ciągle gdzieś się spieszą, a człowiek potrzebuje się nieraz wygadać, i czeka, że może ktoś podbuduje mu psychikę.

Córka w kwietniu kończy 27 lat i przez ten czas nikt nie zaproponował psychologa, ba nawet nie wiem, gdzie go szukać. Jesteśmy rodziną po przejściach, żona 10 lat temu zachorowała na nowotwór piersi, ja od 15 lat choruję na epilepsję, a na domiar złego cztery lata temu miałem operację krwiaka w głowie.

Jakoś nikt się tym nie zainteresował, pomimo że wspominałem opiece społecznej niejednokrotnie o tym. U nas w kraju bardziej się dba o pijaczków, którzy z wyboru nimi są, aniżeli o ludzi chorych, którzy rodzą się z jakimiś defektami.

Rodziny patologiczne dostają zapomogi, opał na zimę, co miesiąc paczki żywnościowe, które niejednokrotnie sprzedają za alkohol, ale o nich się dba. Rodziny pokrzywdzone przez los muszą dawać sobie radę same, o rodziny patologiczne dbają urzędy. Czasem z żoną zastanawiamy się jak dotychczas wytrzymaliśmy trudy tego życia i jak długo jeszcze wytrzymamy. Wierzcie mi, że jest to droga przez mękę.

Wracając do artykułu, może kobieta straciła sens życia, może przeoczyła jakieś ważne sprawy, ale na boga, gdzie jest ojciec tych dzieci, czemu jemu nikt nie przypisuje winy, przecież dać pieniądze, to nie wszystko. Żeby ferować wyroki może trzeba posłuchać osób, które znajdują się w podobnej sytuacji, może dadzą receptę, jak żyć i przekazać dalej.

Może redakcja rozpoczęłaby kampanię jak dawać sobie radę w podobnych sytuacjach, jak wymusić pomoc z instytucji powołanych do tego celu. Myślę, że to by nie jednej rodzinie pomogło i pozwoliło uniknąć podobnych tragedii. Bogdan G.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':