Być może ten temat, dotyczący realizacji ustawy antyaborcyjnej w Polsce jest znany, i tylko my, mój mąż i ja, żyliśmy w błogiej niewiedzy, bo przecież "dyskotekowa ciąża" nas nie dotyczy.
Może lepiej byłoby nie wiedzieć, nie badać się. - Matka powinna wiedzieć, aby świadomie podejmować decyzje. Dzisiejszy wynik nie przesądza sprawy. Wskazane są dalsze badania, test krwi i amniopunkcja. I w 18 tygodniu ciąży będzie pani miała pewność, czy dziecko jest zdrowe, czy nie. Do tego czasu może się pani zastanowić nad decyzją. Od razu zaznaczam, że terminacji w naszym mieście nikt pani nie zrobi. Może w Warszawie albo pojedzie pani do Holandii - tłumaczył mi lekarz prowadzący.
Terminacja? Nikt nie zrobi? Przecież jest ustawa..., że w szczególnych przypadkach?...
Kolejne badanie USG potwierdziło wady płodu, m.in. wodogłowie, niedorozwój kończyn. Lekarz nie miał wątpliwości, że stan jest ciężki i lepiej byłoby gdyby takie dziecko nie przyszło na świat. Oczywiście, decyzja należy do mnie i do męża. Nikt nam nie pomoże ani teraz, ani później.
W mieście X: komisja lekarska zbiera się kilkukrotnie, rozmowy z psychologiem, uciekający czas i decyzja niewiadoma. Odwołanie do komisji, która ma 30 dni na podjęcie decyzji, od której nie ma już odwołania. Jakaś inna możliwość? A owszem jest.
Ciąża została zakończona. Nie miałam odwagi pytać o terminację na forach internetowych - czego żałuję. Zaufałam lekarzowi, że to jedyna możliwość i zapłaciliśmy. Nie byłam pierwszym przypadkiem, bo sposób postępowania jest przez lekarzy wypracowany. Wszyscy wiedzą, nikt nic nie powie. Co za hipokryzja!
Wynik amniopunkcji nie potwierdził zespołu Downa ani innej trisomii: "kariotyp prawidłowy", ale wynik badania histopatologicznego płodu potwierdził obraz USG: bezmózgowie i inne wady.
Czy nie kwalifikował się usunięcie ciąży zgodnie z ustawą? Tego się już nie dowiem. Z for internetowych dowiedziałam się, że w innych miastach w Polsce nie ma komisji, a w trudnych sytuacjach lekarze reagują normalnie i wywołanie porodu od początku do końca przebiega w szpitalu, tak jak to przewiduje wiedza medyczna. Doszukałam się też jednak, że po stwierdzeniu bezmózgowia zdarza się, iż kobiecie mówi się, że ma donosić ciążę i po prostu urodzić dziecko, które lada moment umrze.
Czy tak trudno sobie wyobrazić, co takie decyzje oznaczają dla rodziców, dla matki, która fizycznie musi przez to przejść? Czy ochrona życia od poczęcia nie dotyczy już matki i jej życia?
Kiedyś matki rodziły się dzieci z bezmózgowiem i innymi wadami, chorobami, ale wtedy stan dziecka wiadomy był dopiero po urodzeniu. Nie robiło się badań USG i innych, po co teraz robić te badania, skoro potem ogranicza się realizację decyzji? Po co mobilizować kobiety w ciąży, żeby chodziły na regularne badania ginekologiczne nie później niż od 10 tygodnia (zmiana w ustawie o becikowym), jeżeli w przypadku stwierdzenia problemów zostawia się je same sobie?
Taka wiedza i taka sytuacja to okrucieństwo. Po co robić badania prenatalne, skoro nawet po wykryciu wady, którą można operować, kobiety muszą zazwyczaj same szukać możliwości jej przeprowadzenia. Na jaką pomoc psychologiczną można liczyć? Na oddziale, owszem. Jak to przebiega? Np. w gabinecie zabiegowym, do którego ciągle ktoś wchodzi. Ale jeżeli stwierdzono wady lub jeżeli została wykonana terminacja? Rodzice są zdani sami na siebie. Do poradni psychologicznych z
NFZ czeka się w kolejkach! Prywatnie? Nie każdego stać, a poza tym co robić w sytuacji, kiedy pominęło się komisje. Przecież rozmowa z psychologiem wymaga szczerości.
No i jeszcze te "kazania", jaka jestem zła i niedobra, bo chcę usunąć ciążę, nie zabić dziecko, które często nie ma w ogóle szans na dalsze życie, o normalności nie wspominając. Na forach internetowych można poczytać opowieści kobiet o bezczelnych "mowach" lekarzy, profesorów, dla których już samo hasło badania prenatalne to samo co aborcja.
Zapomina się, że choroba dziecka jest największym dramatem w życiu kobiety, rodziny. Już sam fakt okrutnego losu powinien wystarczyć, a nie ludzie - lekarze! - nie powinni dokładać jeszcze problemów, strachu, upokorzenia. Dla mnie i mojego męża sytuacja, w której się znaleźliśmy była godząca w naszą godność, w godność człowieka. Zakłamanie, w którym żyjemy jest przytłaczające i trzeba być bardzo silnym, żeby mu się nie poddać, żeby wyjść z takich sytuacji zdrowym na umyśle.
Czego mi zabrakło? Rzetelnej wiedzy: na co można liczyć w przypadku stwierdzenia wad płodu. Odpowiedzi na pytania: jeżeli można z tym żyć, to jak, jaki jest stopień upośledzenia bądź niepełnosprawności? Czy operacja w łonie matki coś poprawi? Jeżeli tak: gdzie, kiedy, kto może taką operację przeprowadzić? Dlaczego w całym kraju nie są stosowane jednolite standardy, procedury postępowania? Dlaczego w jednym mieście wystarczy opinia dwóch, trzech lekarzy, a w innym wiele razy zbierają się komisje? "Prywatne" załatwienie sprawy, w sytuacji kiedy mówimy o 18. i późniejszych tygodniach ciąży nie zamyka się w jednym gabinecie. Wywołuje się poród. Potrzebny jest szpital! Lekarze o tym wiedzą. I dlaczego mamy za to płacić grube pieniądze?! Tylko dlatego, że żyjemy w chorym, zakłamanym kraju?! Jakie są odpowiedzi na te i podobne pytania?
Nie wiem, czy jeszcze zdecyduję się na dziecko, na samą myśl o powtórce... Ale inne kobiety, inni rodzice stają przed tym murem codziennie. Dobrze, że chociaż mają odwagę pytać na forach internetowych i dowiadywać się, że jak terminacji nie chce przeprowadzić szpital Z, to może wystarczy wziąć pisemne uzasadnienie odmowy i szpital Y już nie powinien odmówić. Albo szukać legalnej pomocy w innym mieście.
Kontrowersyjne opinie czytelników: Ukochane dziecko czy płód bez szans na przeżycie