W "Gazecie" z 13 listopada w felietonie pod znamiennym tytułem
"Niech mury runą " Magdalena Środa pyta m.in.: "Dlaczego Polacy, którzy tak rwali się do wolności, gdy tylko ją uzyskali, zaczęli się jej bać ( ) i schronili się w religii, w kultywowaniu obyczajów, tradycji ?", i wzywa nas do zrzucenia tych okowów.
Otóż pragnę poinformować Panią Profesor, że chodzimy do kościoła nie gnani strachem, lecz dlatego, że c h c e m y tam być. A chcemy, gdyż znajdujemy w nim świat wielkich wartości, ładu, sensu i właśnie wolności. Rozumiał to Leszek Kołakowski, nie rozumie Magdalena Środa, która z taką estymą niedawno o nim pisała.
Owszem, przyznaję, różnych rzeczy się boję. Boję się na przykład rozprzestrzeniania poglądów Pani Profesor, gdyż, mimo całej humanistycznej retoryki, niosą lekceważenie i niechęć do tych, co myślą inaczej.
Jakby to było pięknie, gdyby ludzie nie pisali o tym, czego nie rozumieją lub nie znają. Gazety byłyby dużo chudsze, ale o ileż ciekawsze! Może przydałaby się też odrobina właśnie chrześcijańskiej cnoty pokory, która kazałaby, przed zasiądnięciem do komputera, zadać sobie pytanie - jaki jest pożytek z pisania o tym, czego nie znam, a także - czy aby na pewno mam prawo deprecjonować postawę innych ludzi, tylko dlatego, że jest odmienna od mojej?
PS Chcę wierzyć, że "Gazeta", która broni swobody dyskusji, stosuje swoje zasady nie tylko wobec Autorki felietonu, ale także wobec autorki tych kilku zdań
''Nie ma z czego być dumnym'' polemizuje w odpowiedzi Czytelnik.
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>