Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Ministerstwo Pracy szykuje zmiany
w wypłacie becikowego: mniej za pierwsze dziecko, ale za szóste nawet kilka tysięcy zł... Czytelnicy są skrajnie krytyczni!
Ten rząd to porażka Jestem osobą, która raczej nie pisze na forach czy do gazet, ale po przeczytaniu artykułu podniosło mi się ciśnienie. Becikowe wyższe za kolejne dziecko, na pewno nie zwiększy liczby ludzi, bo rodzić będą najbiedniejsi tylko dla pieniędzy, a tacy ludzie nie myślą co będzie później. Dostaną becikowe, zaszaleją, a dziecko wychowają na takie, że szkoda słów. Będzie gorzej niż jest, wzrośnie liczba ludności, ale już dziś 13-latki zabijają za 20 zł.
Jestem osobą pracującą i wykształconą, mam magistra, 26 lat i od trzech miesięcy jestem żoną i nie mogę sobie pozwolić na dziecko, bo nie mam gdzie zamieszkać, zarabiam 1500 zł, mój mąż 1700, mamy wziąść kredyt na 30 lat, żeby bać się codziennie czy będę miała za miesiąc na ratę, bo pracodawca np. dowie się że jestem w ciąży i mnie zwolni?
Zabierzcie się lepiej za pomoc, typu
mieszkania, lepsze zarobki, a wtedy na pewno wielu ludzi pomyśli o dziecku lub o drugim czy też trzecim. Dlaczego nie ma mieszkań spółdzielczych, nasi rodzice bez problemu dostali mieszkanie z zakładu pracy, ze spółdzielni, lub byli wstanie pomału się budować, mieli warunki dla dzieci i nie potrzebowali becikowego, żeby o nich pomyśleć.
Nasz rząd to zwykła porażka. Cały świat się z nas śmieje. Nie potraficie nic wymyślić sami, skorzystajcie z pomysłów sąsiadów.
Dominika Drywa Pracuj, pracuj, a na dzieci nikt ci nic nie da... Super fajnie, że się dostanie becikowe, za które można kupić podstawowe i niezbędne dla dziecka rzeczy. To tylko początek życia; a co dalej? Jaką pomoc może dalej zaoferować rodzinie państwo? Mam troje, i nie mogę liczyć na pomoc nikogo, tylko na swoje siły i na miłość Pana Boga i wierzyć, że to wszystko ma sens, że taka jego wola; czasem to bardzo trudne.
Napiszę, jak to jest z nami. Mam już prawie dziesięcioletni staż w małżeństwie; oboje pracujemy: żona jest nauczycielką wspomagającą (pracuje w przedszkolu integracyjnym i zajmuje się niepełnosprawnymi dziećmi), ja zaś w firmie elektronicznej, jako operator produkcji; mamy troje dzieci. Siedmioletnią dziewczynkę i dwóch chłopaków (6 i 3 lata). Mieszkamy w wynajętym mieszkanku, bo nikt nie da wielodzietnej rodzinie (bo w myśl prawa taką jesteśmy) kredytu na mieszkanie, więc staramy się o mieszkanie socjalne (od czterech lat jesteśmy na liście), gdyż nie stać nas na własne (żona dostaje około 1600 zł netto, ja 1250 zł netto), ale musimy to mieszkanie opuścić, gdyż jest w nim grzyb, który jest przyczyną chorób dzieci (są pod stałą opieką pulmonologa, jak i innych specjalistów).
W tym roku dostaliśmy propozycję mieszkania 37 mkw. do remontu (bez łazienki itp.) Cieszyliśmy się jak bąki, bo może małe mieszkanko, ale zawsze własne i zawsze można je zamienić na większe, po odnowieniu, mieliśmy już plan jak wygospodarować łazienkę, firmę, która by to wykonała bezpłatnie.
Wszystko super i wtedy dostaliśmy cios w plecy. Urząd poprosił nas o okazanie im dochodu za rok 2008, w którym wiedzieliśmy, że przekroczyliśmy dochód, a to z takiego powodu, że żona za swoją ciężką pracę (absorbującą wiele czasu - ciągle doskonalenie i poznawanie nowych technik pracy z dziećmi niepełnosprawnymi) dostała nagrodę dyrektora.
Oprócz tego tak żona, jak i ja staraliśmy się o pomoc do ZFŚS; musieliśmy kupić węgiel na zimę, inhalator, szczepionki, które podnosiły odporność naszych często chorujących dzieci, jak i różne inne artykuły potrzebne do życia, ja brałem też nadgodziny, by móc wiązać koniec z końcem.
Nasza uczciwa i rzetelna praca przyczyniła się do tego, że nie otrzymaliśmy tego mieszkania. Jest nam smutno z tego powodu; nic nie pomogły zaświadczenia, że dzieci często chorują i, że dochód został podwyższony nieznacznie od jednorazowych pomocy zakładów pracy czy jednorazowej nagrody żony; ale widać jak pisał poeta "taka wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba".
Dzięki życzliwości pewnej pani nie spadliśmy z listy i dalej jesteśmy oczekującymi. Może w przyszłym roku się uda? A jak nie; bo w tym roku też korzystaliśmy z pomocy ZFŚS; po ty by można było prawie normalnie żyć, to może za dwa lata? Bo nie jest łatwo odłożyć kwotę około 700 zł na węgiel przy takich dochodach. I co mi da becikowe? Nic. Trzeba więcej poświęcić uwagi sytuacji rodziny, jak jej pomóc, gdy się znajdzie w takiej sytuacji jak nasza, bo becikowe jest OK., ale co dalej z tą rodziną?
Jest takie przysłowie "uczciwą pracą ludzie się bogacą". Ja nie mam żalu do nikogo o to, że tak jest, tylko mi smutno i bardzo przykro, że człowiek swoją pracą ciężką i uczciwą pracą nie ma możliwości do normalnego i godnego życia.
Adam L. Becikowe, na ''b'' jak bez sensu Mam głęboko gdzieś czy jest becikowe i w jakiej wysokości. Czy ktoś pomyśli w końcu o systemie umożliwiającym normalną opiekę i wychowanie dziecka?
Mamy dwoje dzieci, jedno 4,5 roku, drugie 6 miesięcy. Starsza córka chodzi do przedszkola (miejsce "załatwiane"); pomijam system opłat, który w tym roku się zmienił. Razem z mężem pracujemy przynajmniej do 16, przedszkole jest czynne do 16.30, więc któreś z nas musi gnać po dziecko. Młodsza jest z nianią - instytucja dziadków u nas nie występuje - która kosztuje nas pół mojej pensji. Czy ktoś zainteresuje się takimi rodzinami jak nasza - średni dochód, brak dziadków, a w konsekwencji brak czasu na codzienne obowiązki, nie mówiąc o przyjemnościach. Będzie lepiej, jak córka pójdzie do szkoły, a druga do przedszkola - miejsce na świetlicy również trzeba "załatwić", a do tego świetlica działa do 16. Wniosek wynikający z moich doświadczeń - kobito, masz rodzić i siedzieć w domu z dziećmi, bez ambicji zawodowych i oczywiście bez pieniędzy
Agata Dorosławska