http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Gazeta" szczepionek i gejów? Odpowiedź na list

red.
2009-11-17, ostatnia aktualizacja 2009-11-17 19:27
Szczepionka przeciwko AH1N1
Szczepionka przeciwko AH1N1
Fot. MIRO KUZMANOVIC REUTERS

Czytelnik krytykuje nas, że zbyt jednostronnie piszemy o grypie, propagując powszechne szczepienia, zarzuca nam też brak dalekowzroczności, gdy piszemy o seksie czy homoseksualizmie. Redaktorzy "Gazety" odpowiadają.

ZOBACZ TAKŻE
Jako stały czytelnik, śmiem prosić o chwilę uwagi.

1. Z rosnącym niepokojem obserwuję jednostronność "Gazety" w propagowaniu powszechnych szczepień przeciwko grypie AH1N1. Wstrzemięźliwość Ministerstwa Zdrowia w tym zakresie jest tymczasem jak najbardziej zasadna. Zbyt łatwo bagatelizujemy możliwość, że koncerny farmaceutyczne w pogoni za zyskiem liczonym w miliardach euro są w stanie zastosować metody niemieszczące się w przeciętnej czytelniczej głowie. Co więcej, i to jest podstawowy cel zabrania przeze mnie Waszego czasu, źle jest, kiedy formatujemy te głowy poprzez prezentowanie świata zredukowanego do oczywistości.

Jane Burgermeister. Wystarczy wpisać to nazwisko dziennikarki śledczej w wyszukiwarce internetowej, żeby stwierdzić, że problem nie jest wcale oczywisty. A tekstów podobnych jest cała masa, włącznie z listem wakcymolog prof. dr Marii Majewskiej z instytucji zajmujących się szczepieniami w Polsce.

Chcę zaznaczyć: jestem krytyczny wobec tez stawianych przez J. Burgermeister (jak większości, nie mieszczą mi się w głowie), ale jeśli ktoś zabiera głos w sprawie powszechnych szczepień, musi takie stanowisko znać. Jest to konieczne, by pozbyć się przyjętej powszechnie jednostronności w ocenie świata, w jakim przyszło nam żyć.

Na marginesie. Jakiż to wdzięczny temat dla dziennikarstwa śledczego: ustalić, czy zdarzenie z próbą dystrybucji zanieczyszczonej ptasią grypą szczepionki koncernu farmaceutycznego Baxter rzeczywiście miało miejsce? Czy zamówienie szczepionki przez rząd niemiecki dla wojska i przedstawicieli administracji rządowej, znacząco różnej niż dla reszty społeczeństwa (sprawa głośna w Niemczech), to rzeczywiście zbieg okoliczności? Czy rządy narodowe rzeczywiście przekazały bardzo daleko idące uprawnienia instytucjom międzynarodowym w wypadku wystąpienia określonego rodzaju pandemii, włącznie z przymusem szczepień?

Jakoś nie wierzę, by ktoś z polskich dziennikarzy podjął te wątki. Powód mojego sceptycyzmu jest prosty: już przyjęliśmy sformatowany pogląd na świat, a po drugiej stronie są tylko pożałowania godne teorie spiskowe, którymi nie warto się zajmować, bo są zbyt szokujące.

Przytoczę tu argument przeciwników takiego podejścia: w latach 40. informacje o Holokauście "oficjalny świat" traktował w taki sam sposób. Nie warto się tym zajmować, bo nie mieści się w głowie, by tak mogło być. Z pewną nadzieją przeczytałem jednak tekst w weekendowej "Rzeczpospolitej" sprzed trzech tygodni, podchodzący do sprawy masowych szczepień nieco bardziej ostrożnie.

Z wyrazami sympatii podsumowuję banalną dedykacją: ŚWIAT JEST BARDZIEJ ZŁOŻONY, NIŻ SIĘ NAM WYDAJE, a obowiązkiem mediów opiniotwórczych jest pokazywanie jego złożoności, a nie sprowadzanie do poziomu oczywistości.

2. We wczorajszym wydaniu "Gazety" (16.11.09) kpiarskim tonem opisujecie stanowisko Kościoła dot. homoseksualizmu (homoseksualiści tak, homoseksualizm nie). Wydanie z 17.11.09 - kpina z propagowania wstrzemięźliwości seksualnej wśród młodzieży, zamiast rzetelnej promocji antykoncepcji w tym środowisku - tak jakby jedno wykluczało drugie.

Przykłady pierwsze z brzegu obrazujące problem polegający na braku zadania sobie trudu dostrzeżenia dalekosiężnych skutków rozumowania przyjętego przez autorów takich tekstów. To łatwe wpisać się bezrefleksyjnie w nurt haseł tolerancji, liberalizmu, równości, które na poziomie ogólnym są niekwestionowalne.

Postawę taką określiłbym jako syndrom małych kroków i braku perspektywy. Dziś chcemy tylko np. powszechnej akceptacji homoseksualizmu. Załóżmy, że już ją mamy, czego chcemy teraz? Adopcji dzieci przez pary homoseksualne - to nieunikniony postulat, po zrealizowaniu pierwszego. Załóżmy, że mamy i to. Co dalej? Może akceptacja pedofilii, przecież to tylko prawo do samorealizacji i ekspresji własnej osobowości.

Wiem, że przesadzam, ale za kilka lat, jestem pewien, takie postulaty będą stawiane całkiem serio (czytałem, chyba u Was, że już są stawiane), bo dziś czynicie dla nich grunt. Skutek? Za lat kilkanaście stajemy nad przepaścią świata o zgniłości trudnej dziś do wyobrażenia, spoglądamy za siebie i stwierdzamy: O cholera, ale się porobiło. Ale, my w 2009 r. chcieliśmy tylko poszanowania dla pewnych zachowań.

Czy tak trudno spróbować podjąć wysiłek spojrzenia perspektywicznego na dalekosiężne skutki dzisiejszych małych kroków powszechnej akceptacji? Kręgosłup dawno został ustalony: z grubsza pokrywa się z nauczaniem Kościoła katolickiego, a o szczegóły spierajmy się, zgodnie z dobrymi tradycjami "Gazety". Teksty bieżące uwolnijmy tymczasem od opatrywania jednostronnym zabarwieniem oczywistego poszanowania dla odmienności i powszechnego przyzwolenia.

Nie liczę na odpowiedź zapracowanej (szczere!) redakcji. Ale, jako codzienny czytelnik, proszę o wzięcie i takich głosów pod uwagę przy wytyczaniu profilu "Gazety".

Pozdrawiam. Janusz Krych, Opoczno

Nie opisujemy urojeń nt. grypy

Szanowny Panie, pozwolę sobie nie zgodzić się z Pana tezą, że "Gazeta" propaguje powszechne szczepienia przeciw grypie AH1N1.

Po pierwsze: nie mamy w kraju tej szczepionki i najprawdopodobniej do końca roku nie będziemy jej mieli. To, co propagujemy, to szczepienia na grypę sezonową - co jednym głosem robią wszyscy specjaliści w Polsce (w tym pani prof. Brydak i minister Ewa Kopacz). Pisaliśmy wielokrotnie, komu najbardziej zagrażają powikłania po grypie sezonowej. Podkreślaliśmy też wielokrotnie, że szczepienie - jak zresztą każda medyczna interwencja - może powodować pewne skutki uboczne.

To, co natomiast od jakiegoś czasu krytykujemy, to poczynania Ministerstwa Zdrowia w obliczu świńskiej grypy. Ministerstwo, naszym zdaniem, "przespało" kilka tygodni i zaczęło z opóźnieniem negocjacje w kwestii zakupu szczepionki przeciw AH1N1, mając pewnie nadzieję, że może uda się w ogóle tego uniknąć. To, co nam się nie podoba najbardziej, to nierozważna polityka informacyjna resortu pani Kopacz i jej samej.

Jest dla nas zupełnie jasne, że firmy farmaceutyczne zrobiły szczepionkę na AH1N1 w pośpiechu, że miały na celu szybki zarobek, a nie zbawianie świata, ale informacje, jakie za pośrednictwem mediów płynęły w ostatnich dniach z Ministerstwa są dla nas naprawdę nie do przyjęcia. Dlaczego pani minister Kopacz straszy Polaków szczepionką, przywołując przykład talidomidu?

Dlaczego Ministerstwo wciąż mówi o małej liczbie zakażonych, skoro mało kto wykonuje testy w kierunku AH1N1? Dlaczego wiceminister zdrowia podczas debaty sejmowej mówi o śmiertelnych przypadkach po szczepieniu w Szwecji? Ciekaw jestem Pańskiej opinii na ten temat.

Sam Pan pisze, że stanowisko Jane Burgermeister nie mieści się Panu w głowie. Ale jednocześnie zarzuca nam Pan, że nie opisujemy jej urojeń. W jakim celu mielibyśmy to robić? Żeby zamotać Polakom w głowach jeszcze bardziej? Żeby podważyć wiarygodność Światowej Organizacji Zdrowia? Postąpiła już tak telewizja TVN. W programie "Teraz my" pokazano zarówno panią Burgermeister, jak i w sensacyjny sposób zaprezentowano sprawę firmy Baxter. Konia z rzędem temu, kto sądzi, że taki program przyczyni się do edukacji zdrowotnej Polaków. Ale - o ile dobrze Pana rozumiem - chciałby Pan, byśmy pisali takie właśnie artykuły.

Świat rzeczywiście jest skomplikowany i mam już dostatecznie wiele lat, by to rozumieć. Ale z tego wcale nie wynika, że musimy w każdym tekście opisywać całą złożoność świata. Jako dziennikarze nie czujemy się też w posiadaniu całej wiedzy, mamy jednak swoich ekspertów, których darzymy zaufaniem i to im oddajemy głos, pisząc o grypie i o innych zagrożeniach.

W najbliższy piątek zamieścimy kolejny tekst ("Najważniejsze pytania i odpowiedzi o grypie") plus mocno rozszerzoną informację w internecie. Być może tym razem sprostamy Pańskiemu oczekiwaniu.

Serdecznie pozdrawiam, Sławomir Zagórski, szef Działu Nauki "Gazety Wyborczej"

Świat nie jest taki "zgniły"

Szanowny Panie, z zainteresowaniem przeczytałam Pańskie uwagi na temat mojego artykułu "Brak seksu lepszy niż seks". Ma Pan rację: rzetelna promocja (wolę słowo: informacja) o antykoncepcji nie wyklucza propagowania wstrzemięźliwości seksualnej wśród młodzieży, zwłaszcza z młodszych klas. Pod warunkiem, że owa informacja naprawdę jest rzetelna.

Jednak w konferencji w siedzibie Episkopatu, którą starałam się obiektywnie zrelacjonować, uczestniczyły wyłącznie osoby, dla których informowanie o antykoncepcji jest złe samo w sobie (odsyłam do cytowanej przeze mnie wypowiedzi p. Ewy Szałkowskiej-West).

Wstrzemięźliwość przedmałżeńska to idea godna szacunku, tyle że nie dla wszystkich jest to wartość, dla której warto poświęcić chwile intymności. Nie wszyscy wyznają chrześcijański światopogląd; choćby z tego powodu propagowanie w szkołach abstynencji seksualnej - bez alternatywy w postaci współżycia z zabezpieczeniem - może okazać się utopią.

Co do homoseksualizmu - tolerancja i równość to nie są bezrefleksyjne hasła. Zbyt wielu ludzi - także homoseksualistów - cierpi z powodu ich braku w naszym społeczeństwie. Mam wrażenie, że także Kościół niewystarczająco przyczynia się do krzewienia tych wartości. Ci, dla których homoseksualizm to dewiacja, sodomia etc., chętnie podpierają się nauczaniem Kościoła, zgodnie z którym "akty homoseksualne są grzeszne". Zapewnienia ludzi Kościoła, że homoseksualistów nie wolno potępiać, są mniej słyszalne. A może po prostu nie brzmią przekonująco?

Myli się Pan, pisząc, "adopcja dzieci przez pary homoseksualne to nieunikniony postulat". Znam wiele osób homoseksualnych, które o tym w ogóle nie myślą. Trudno zresztą o tym myśleć, gdy osobom homoseksualnym odmawia się w Polsce dostępu do licznych praw obywatelskich, np. informacji o stanie zdrowia partnera w szpitalu czy wspólnego opodatkowania.

A już zupełnym nieporozumieniem jest podejrzenie, że za tolerancją dla homoseksualistów pójdzie akceptacja pedofilii. Myli pan orientację seksualną, której się nie wybiera, z preferencją seksualną. Pedofilia jest właśnie zaburzoną preferencją seksualną. I nikt przy zdrowych zmysłach nie zamierza jej akceptować. Nadmiernie Pan się poddał katastroficznej wizji świata - on naprawdę nie jest tak zgniły, jak się Panu wydaje...

Z pozdrowieniami, Katarzyna Wiśniewska, dziennikarka Działu Krajowego "Gazety Wyborczej"

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy