Jako stały czytelnik, śmiem prosić o chwilę uwagi.
1. Z rosnącym niepokojem obserwuję jednostronność "Gazety" w propagowaniu powszechnych szczepień przeciwko grypie AH1N1. Wstrzemięźliwość Ministerstwa Zdrowia w tym zakresie jest tymczasem jak najbardziej zasadna. Zbyt łatwo bagatelizujemy możliwość, że koncerny farmaceutyczne w pogoni za zyskiem liczonym w miliardach euro są w stanie zastosować metody niemieszczące się w przeciętnej czytelniczej głowie. Co więcej, i to jest podstawowy cel zabrania przeze mnie Waszego czasu, źle jest, kiedy formatujemy te głowy poprzez prezentowanie świata zredukowanego do oczywistości.
Jane Burgermeister. Wystarczy wpisać to nazwisko dziennikarki śledczej w wyszukiwarce internetowej, żeby stwierdzić, że problem nie jest wcale oczywisty. A tekstów podobnych jest cała masa, włącznie z listem wakcymolog prof. dr Marii Majewskiej z instytucji zajmujących się szczepieniami w Polsce.
Chcę zaznaczyć: jestem krytyczny wobec tez stawianych przez J. Burgermeister (jak większości, nie mieszczą mi się w głowie), ale jeśli ktoś zabiera głos w sprawie powszechnych szczepień, musi takie stanowisko znać. Jest to konieczne, by pozbyć się przyjętej powszechnie jednostronności w ocenie świata, w jakim przyszło nam żyć.
Na marginesie. Jakiż to wdzięczny temat dla dziennikarstwa śledczego: ustalić, czy zdarzenie z próbą dystrybucji zanieczyszczonej ptasią grypą szczepionki koncernu farmaceutycznego Baxter rzeczywiście miało miejsce? Czy zamówienie szczepionki przez rząd niemiecki dla wojska i przedstawicieli administracji rządowej, znacząco różnej niż dla reszty społeczeństwa (sprawa głośna w Niemczech), to rzeczywiście zbieg okoliczności? Czy rządy narodowe rzeczywiście przekazały bardzo daleko idące uprawnienia instytucjom międzynarodowym w wypadku wystąpienia określonego rodzaju pandemii, włącznie z przymusem szczepień?
Jakoś nie wierzę, by ktoś z polskich dziennikarzy podjął te wątki. Powód mojego sceptycyzmu jest prosty: już przyjęliśmy sformatowany pogląd na świat, a po drugiej stronie są tylko pożałowania godne teorie spiskowe, którymi nie warto się zajmować, bo są zbyt szokujące.
Przytoczę tu argument przeciwników takiego podejścia: w latach 40. informacje o Holokauście "oficjalny świat" traktował w taki sam sposób. Nie warto się tym zajmować, bo nie mieści się w głowie, by tak mogło być. Z pewną nadzieją przeczytałem jednak tekst w weekendowej "Rzeczpospolitej" sprzed trzech tygodni, podchodzący do sprawy masowych szczepień nieco bardziej ostrożnie.
Z wyrazami sympatii podsumowuję banalną dedykacją: ŚWIAT JEST BARDZIEJ ZŁOŻONY, NIŻ SIĘ NAM WYDAJE, a obowiązkiem mediów opiniotwórczych jest pokazywanie jego złożoności, a nie sprowadzanie do poziomu oczywistości.
2. We wczorajszym wydaniu "Gazety" (16.11.09) kpiarskim tonem opisujecie stanowisko Kościoła dot. homoseksualizmu (homoseksualiści tak, homoseksualizm nie). Wydanie z 17.11.09 - kpina z propagowania wstrzemięźliwości seksualnej wśród młodzieży, zamiast rzetelnej promocji antykoncepcji w tym środowisku - tak jakby jedno wykluczało drugie.
Przykłady pierwsze z brzegu obrazujące problem polegający na braku zadania sobie trudu dostrzeżenia dalekosiężnych skutków rozumowania przyjętego przez autorów takich tekstów. To łatwe wpisać się bezrefleksyjnie w nurt haseł tolerancji, liberalizmu, równości, które na poziomie ogólnym są niekwestionowalne.
Postawę taką określiłbym jako syndrom małych kroków i braku perspektywy. Dziś chcemy tylko np. powszechnej akceptacji homoseksualizmu. Załóżmy, że już ją mamy, czego chcemy teraz? Adopcji dzieci przez pary homoseksualne - to nieunikniony postulat, po zrealizowaniu pierwszego. Załóżmy, że mamy i to. Co dalej? Może akceptacja pedofilii, przecież to tylko prawo do samorealizacji i ekspresji własnej osobowości.
Wiem, że przesadzam, ale za kilka lat, jestem pewien, takie postulaty będą stawiane całkiem serio (czytałem, chyba u Was, że już są stawiane), bo dziś czynicie dla nich grunt. Skutek? Za lat kilkanaście stajemy nad przepaścią świata o zgniłości trudnej dziś do wyobrażenia, spoglądamy za siebie i stwierdzamy: O cholera, ale się porobiło. Ale, my w 2009 r. chcieliśmy tylko poszanowania dla pewnych zachowań.
Czy tak trudno spróbować podjąć wysiłek spojrzenia perspektywicznego na dalekosiężne skutki dzisiejszych małych kroków powszechnej akceptacji? Kręgosłup dawno został ustalony: z grubsza pokrywa się z nauczaniem Kościoła katolickiego, a o szczegóły spierajmy się, zgodnie z dobrymi tradycjami "Gazety". Teksty bieżące uwolnijmy tymczasem od opatrywania jednostronnym zabarwieniem oczywistego poszanowania dla odmienności i powszechnego przyzwolenia.
Nie liczę na odpowiedź zapracowanej (szczere!) redakcji. Ale, jako codzienny czytelnik, proszę o wzięcie i takich głosów pod uwagę przy wytyczaniu profilu "Gazety".
Pozdrawiam. Janusz Krych, Opoczno>
Nie opisujemy urojeń nt. grypy
Szanowny Panie, pozwolę sobie nie zgodzić się z Pana tezą, że "Gazeta" propaguje powszechne szczepienia przeciw grypie AH1N1.
Po pierwsze: nie mamy w kraju tej szczepionki i najprawdopodobniej do końca roku nie będziemy jej mieli. To, co propagujemy, to szczepienia na grypę sezonową - co jednym głosem robią wszyscy specjaliści w Polsce (w tym pani prof. Brydak i minister Ewa Kopacz). Pisaliśmy wielokrotnie, komu najbardziej zagrażają powikłania po grypie sezonowej. Podkreślaliśmy też wielokrotnie, że szczepienie - jak zresztą każda medyczna interwencja - może powodować pewne skutki uboczne.
To, co natomiast od jakiegoś czasu krytykujemy, to poczynania Ministerstwa Zdrowia w obliczu świńskiej grypy. Ministerstwo, naszym zdaniem, "przespało" kilka tygodni i zaczęło z opóźnieniem negocjacje w kwestii zakupu szczepionki przeciw AH1N1, mając pewnie nadzieję, że może uda się w ogóle tego uniknąć. To, co nam się nie podoba najbardziej, to nierozważna polityka informacyjna resortu pani Kopacz i jej samej.
Jest dla nas zupełnie jasne, że firmy farmaceutyczne zrobiły szczepionkę na AH1N1 w pośpiechu, że miały na celu szybki zarobek, a nie zbawianie świata, ale informacje, jakie za pośrednictwem mediów płynęły w ostatnich dniach z Ministerstwa są dla nas naprawdę nie do przyjęcia. Dlaczego pani minister Kopacz straszy Polaków szczepionką, przywołując przykład talidomidu?