http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zakład Bezczeszczenia Zmarłych

Anna M.
2009-11-14, ostatnia aktualizacja 2009-11-15 19:18

Przyszliśmy po ciało mego syna. Zostaliśmy obrażeni, urażeni, zbezczeszczeni, pozbawieni godności, zlekceważeni i odarci ze wszystkiego. I my, i nasz zmarły. Doniosła, niepowtarzalna chwila zamieniła się w Zakładzie Medycyny Sądowej w koszmar.

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Szanowna Redakcjo,

Jest 1 listopada, właśnie wróciłam z grobu syna i czuję, że muszę to opowiedzieć. Syn zmarł w styczniu tego roku. Nagle. Młody, zdrowy, zasnął i już się nie obudził. W takich sytuacjach jest wykonywana sekcja zwłok w Zakładzie Medycyny Sądowej w Warszawie przy ul. Oczki. Po sekcji zakład pogrzebowy odbiera ciało w towarzystwie członka rodziny, który potwierdza tożsamość.

W tym dniu, rano, wszyscy najbliżsi: żona, matka, ojciec, brat z żoną, zrozpaczeni, w podniosłym nastroju pojechali pożegnać drogą osobę i towarzyszyć Jej w ostatniej drodze.

Zakład Medycyny Sądowej, 8.30 rano. Zaplecze budynku. Obskurne, odrapane ściany i brud. Nigdzie żywego ducha. Schodzimy podjazdem w dół. Otwarte drzwi do sutereny. Obok drzwi stoi ławka parkowa, a na niej

leżą niedbale, jedna na drugiej, porzucone dwie trumny.

Na każdej z nich umocowana jest tabliczka z imieniem, nazwiskiem, datą śmierci. Daty z lipca i sierpnia 2008 r. Jest styczeń 2009 r. Refleksje - czy te trumny są pełne, czy puste? Czy służą do powtórnego użytku? Jak mogą tu stać?!

Wchodzimy przez otwarte drzwi. Z prawej i lewej strony dwie salki, a w nich po dwie trumny na stojakach. Czujemy się nieswojo. Do sal wstęp wolny bez ograniczeń. Nikogo nie ma. Na wprost wejścia zamknięte drzwi. Cicho i pusto. Wychodzimy na zewnątrz, bo źle się czujemy. Czekamy zdezorientowani i zdenerwowani obok tych dwóch trumien na ławce? Wchodzimy. Znów wychodzimy...

Po kwadransie zamknięte drzwi na wprost wejścia otwierają się i wychodzi mężczyzna: zaniedbany, w brudnej kurtce, obdartych adidasach, wczorajszy i nieświeży. Pali śmierdzącego papierosa. Zwraca się do nas: "A wy tu po co?". To "co" to przecież określenie ciała naszego Ukochanego Zmarłego! Bo chyba nikt nie przyjeżdża rano całą rodziną w innym celu niż po odbiór ciała!

Pierwszy z szoku otrząsa się mój mąż i z trudem zaczyna wyjaśniać, że przyjechaliśmy w celu potwierdzenia tożsamości pana X. Na te słowa indywiduum, cały czas paląc papierosa, patrzy na nas z pretensją i pogardą, że jesteśmy tacy niezaradni i mówi: "No, przecież tu stoi!!!". Po czym rusza w stronę jednej z trumien. Z papierosem.

Patrzymy skamieniali. Ten człowiek wygląda odrażająco, cały czas pali tego ohydnego papierosa, nie okazuje żadnego szacunku dla sytuacji, w jakiej się znajdujemy!

W głowie kołacze mi tylko jedna myśl:

„On tego nie zrobi z tym papierosem”!

A jednak robi. Z papierosem w ręku mężczyzna usiłuje otworzyć wieko trumny. Po drugiej nieudanej próbie wsadza papierosa to ust, otwiera wieko, stawia je obok, wyjmuje papierosa wolną ręką i dmucha dymem nad ciałem. Patrzy na nas i mówi: "No, jest".

Stoimy zszokowani - nie możemy zebrać myśli ani zrobić kroku w kierunku trumny. Typ patrzy jeszcze chwilę i odchodzi.

Do dziś mam do siebie pretensję, że nie powiedziałam nic temu mężczyźnie na temat niestosowności jego zachowania. Ale, gdy spojrzałam na twarze męża i syna, to przestraszyłam się ich wyglądu. Jedna iskierka mogła spowodować, że chyba by go pobili, zabili, nie wiem... Synowe drżały i płakały w szoku. Wszyscy mieliśmy poczucie, że zostaliśmy obrażeni, urażeni, zbezczeszczeni, pozbawieni godności, zlekceważeni i odarci ze wszystkiego. I my, i nasz zmarły. Doniosła, niepowtarzalna chwila zamieniła się w koszmar.

To zdarzenie z Zakładu Medycyny Sądowej zapamiętamy do końca życia jako horror. Gdzie jest szacunek dla śmierci, zwłok, rodziny? Gdzie jest godność ludzi, i zmarłych, i żywych? Uroczystą i przyjmującą chwilę pożegnania ze zmarłą, ukochaną osobą przyćmiła

trauma, która będzie zawsze nas prześladować.

To, co nas spotkało, nie jest wyjątkowe. Zakład Medycyny Sądowej tak właśnie działa. I taka historia może być udziałem każdego.

Co na to Główny Inspektor Sanitarny - zwłoki stoją bez dozoru, w ogólnodostępnym miejscu, każdy może wejść, zaglądać do trumien, zrobić, co chce. Co było w tych porzuconych trumnach, chyba powtórnego użytku?

Co to na to Rzecznik Praw Obywatelskich? Co na to wrażliwi posłowie? Co na to rektor Akademii Medycznej, wielki etyk i humanista, któremu podlega Zakład Medycyny Sądowej?

Wszyscy tak spontanicznie i z oburzeniem protestowali przeciwko wystawie preparowanych zwłok w Blue City. Bo to takie spektakularne i medialne - demonstrowanie walki o godność i szacunek dla ludzkiego ciała. To wielka hipokryzja.

Nie wierzę w to, że żadna z ww. osób nie zdaje sobie sprawy z opisanego przeze mnie procederu. Ale te koszmarne realia w Zakładzie Medycyny Sądowej muszą się zmienić! To, co tam się dzieje, powinno z urzędu zainteresować prokuraturę, gdyż jest to bezczeszczenie zwłok, odzieranie z godności.

Wiem, że wymienione osoby i instytucje nie zrobią nic. Problem dotyczy zmarłych, a ci nie stanowią już elektoratu. Rodziny w szoku po takich doświadczeniach też chcą jak najszybciej zapomnieć i nie szukają winnych.

Cała moja nadzieja w "Gazecie". Jestem to winna pamięci Syna. Nasze ostatnie pożegnanie nie tak miało wyglądać...

*(proszę o zachowanie do wiadomości redakcji moich danych osobowych)

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

539 głosów