Małgorzata Kolińska-Dąbrowska: Czy ludzie pracujący w szpitalach, zakładach medycyny sądowej, prosektoriach, tracą wrażliwość na ludzkie cierpienie, na ból rodziny zmarłego, tracą szacunek dla ludzkich zwłok? A może to dotyczy nas wszystkich, bo żyjemy w takich czasach?
Ks. Wacław Oszajca, jezuita, etyk: Powiem więcej: to dotyka także duchownych, którzy pracują na cmentarzach. To specyficzna praca, można powiedzieć, na taśmie, pogrzeb za pogrzebem. Sądzę, że psychika takich ludzi się buntuje. Powstają mechanizmy obronne - wychłodzenie emocji związanych z tą pracą i tą posługą. I wtedy zaczyna się dramat. I dla kapelana, i dla ludzi, z którymi się styka. Nie jest w stanie pocieszyć, wesprzeć rodziny przeżywającej śmierć bliskiego. A taka jest rola duchownego.
Może potrzebne są jakieś procedury, które chroniłyby osoby przeżywające śmierć bliskich przed tak traumatycznymi przeżyciami?
- Konieczna jest zmiana sposobu myślenia o innych. Nie powinno mieć miejsca niedostrzeganie bólu innej osoby, niechęć do poświęcenia jej trochę czasu. Myślę, że wystarczyłoby pracowników takich instytucji odpowiednio dobierać, bo nie wszyscy się do tego nadają, i uczyć, jak się mają zachowywać. A poza tym należałoby stworzyć właściwe warunki lokalowe.
W zeszłym roku było wiele skarg na warunki, w jakich działa Zakład Medycyny Sądowej opisany przez czytelniczkę - na brud, bezczeszczenie zwłok. I... zrobiono remont, wymalowano ściany, kupiono nowe wózki do przewożenia zwłok, ale nie zmienił się stosunek pracowników do bliskich osób zmarłych. Wprawdzie czytelniczka opisuje sytuację z początku tego roku. Może teraz jest lepiej.
- Widać prosektoria jako instytucje państwowe, to enklawy, w których niewiele się zmienia. Natomiast wiele zmieniło się na cmentarzach. Pamiętam pogrzeby w latach 70., 80., a nawet na początku lat 90. - nietrzeźwych, utytłanych ziemią grabarzy czekających na łapówki. Dziś jest inaczej, powstały zakłady pogrzebowe, które na tym zarabiają i nie mogą sobie na to pozwolić.
Pamiętam, jak rzeczy mojego zmarłego ojca szpital oddał mi w worku na śmieci, takim z napisem reklamowym, że to torba na odpadki.
- Ma pani rację, to nie kwestia stępienia uczuć, ale braku wrażliwości. Ksiądz, pracownik kancelarii parafialnej czy prosektorium powinien mieć świadomość, że w takiej sytuacji może niezwykle dużo dać drugiej osobie.
Lub jak mocno może zranić.
- Tak.
Mówimy, że jesteśmy społeczeństwem katolickim, że mamy szacunek dla człowieka, wyznajemy określony system wartości?
- Deklaracje zawsze weryfikuje życie. W tym, jak podchodzimy do zmarłych, chorych, starych, sprawdza się nasze człowieczeństwo.