http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Licealiści atakują, ''Gazeta Wyborcza'' odpowiada

red.
2009-08-04, ostatnia aktualizacja 2009-08-04 15:26

ZOBACZ TAKŻE
List licealistów w sprawie tytułu w wydaniu 31 lipca

Droga redakcjo 'Gazety', jest mi wstyd.

Dzisiejszego poranka, jak co dzień, poprosiłem w kiosku o "Wyborczą". Przez pierwsze sekundy byłem pewien, że uczestniczę w bardzo niesmacznym i zdecydowanie mało zabawnym żarcie. I nie chodzi mi tutaj jedynie o dosyć jednoznaczne i mocno wyczuwalne nawiązanie do jutrzejszej rocznicy - to, jak bardzo nieadekwatny jest wasz zwrot w kontekście zbliżającej się daty wybuchu Powstania Warszawskiego pozostaje oddzielną, hańbiącą w moim mniemaniu kwestią.

Jest mi jednak przykro przede wszystkim z tego powodu, że od dłuższego czasu na łamach waszej gazety daje się zaobserwować nic innego jak pospolitą 'tabloidyzację'. Zaczynając od powolnej zmiany języka, którym operujecie, poprzez zwyczajną grę na prostych, ludzkich emocjach łudząco zbliżoną do tej, z której słyną szmatławce pokroju 'faktu', a kończąc na szokujących zagrywkach w stylu "Niemcy biorą naszych". Dzisiejszego tytułu z pierwszej strony jednej z bardziej szanujących się gazet w Polsce nie da się niczym usprawiedliwić.

Wasze posunięcia - zarówno to dzisiejsze, jak i wcześniejsze skręty w stronę masowego zero-jedynkowego odbiorcy - bolą tym bardziej, że tak samo ja, jak i rzesze innych młodych ludzi którzy są świadkami dzisiejszego zdarzenia, należą do grona, które niemalże 'wychowało' się na Wyborczej. Dla nas byliście nie tylko ważnym czynnikiem opiniotwórczym w potocznym tego słowa znaczeniu; pokuszę się o stwierdzenie, że dla wielu pełniliście w jakimś stopniu rolę przewodników - inspirujących, wskazujących drogę, ale przede wszystkim głęboko rozumiejących potęgę, jaką niesie za sobą operowanie Słowem. Słowem, za które trzeba być odpowiedzialnym.

To, co stało się dzisiaj, jest porażką. Przez wiele lat potrafiliście mówić otwarcie o wielkim zagrożeniu, jakie niesie za sobą powszechne zaniżenie standardów w języku przestrzeni publicznej. Dzisiaj, nadal odcinając się stanowczo od środowisk funkcjonujących na osi "Fakt Super Ekspres", pokazaliście jak bardzo wasza narracja staje się im bliska.

Wasza porażka jest też moją osobistą porażką. Jest porażką tych czytelników, którzy tak jak ja dzisiaj rano, z niedowierzaniem powtarzali w myślach tytuł z pierwszej strony.

Byliśmy pewni, że czerwony prostokącik i namacalna historia która za nim stoi, do czegoś zobowiązuje.

Bardzo nie chciałbym wchodzić w schematyczne oświadczenia i patetyczny ton - mam jednak nadzieję, że intuicyjnie zdajecie sobie sprawę, z jakim bólem od jutrzejszego poranka włącznie, zacznę omijać świeże stosy Wyborczej w pobliskim kiosku.

Z wyrazami szacunku, Gabriel Klimont, Andrzej Girdwoyń, uczniowie 64 LO w Warszawie

Odpowiedź Piotra Stasińskiego

Drodzy Panowie Gabrielu i Andrzeju, jest mi wstyd.

Z przykrością przeczytałem Wasz list. Nasza 'porażka', o której Panowie piszecie, jest ewidentna. Posłużyliśmy się ironią, która nie została zrozumiana - zapewne nie tylko przez Panów. Niestety, żart, ironia - które zamiast bawić, budzą niesmak - są niewybaczalnym błędem. Mógłbym na tym zakończyć, bijąc się w piersi, ale ponieważ wytoczyliście Panowie nadzwyczaj ciężkie armaty z powodu tego jednego tytułu, spieszę jeszcze z dwoma wyjaśnieniami:

1. Tytuł 'Niemcy biorą naszych' w tekście dotyczącym apelu niemieckiego związku zawodowego nauczycieli, by 'importować' nauczycieli przedmiotów ścisłych z Polski, nie miał nic wspólnego z rocznicą Powstania Warszawskiego. To samodzielny temat, zupełnie osobna kwestia.

Tego dnia - 31 lipca, czyli w przeddzień rocznicy Powstania - opublikowaliśmy jeszcze w tzw. głównym grzbiecie 'Gazety', anonsując je na stronie pierwszej, dwa duże teksty nt. Powstania: opowieść o powstańczych ślubach i filmie, jaki o nich powstał pt. 'Epidemia miłości', oraz rozmowę z profesorem Janem Ciechanowskim - byłym powstańcem, historykiem i krytykiem decyzji o wybuchu Powstania.

Nie ma żadnego sensu łączyć ww. tytułu z kwestią Powstania - jest to bowiem tytuł tylko tego tekstu, którego jest tytułem (przepraszam za tzw. tautologię).

'Gazeta Wyborcza' jest dziennikiem - co dzień zatem od nowa szukamy ważnych i interesujących informacji, by podzielić się nimi z Czytelnikami. Czyniąc tak, nie powodujemy się domniemanym 'kontekstem', jaki ktokolwiek mógłby na nasze informacje nałożyć. Gdybyśmy tak robili, znaleźlibyśmy się w pułapce - próbując sobie wyobrazić te najrozmaitsze rzekome 'konteksty', nie bylibyśmy w stanie nic napisać z obawy o urażenie kogoś (wyobrażonego). A jak dodać do tego 'kontekst' reklam stojących obok tekstów - to już zupełna mogiła.

A zatem 65. rocznica Powstania Warszawskiego nie jest żadnym 'kontekstem' dla sprawy ewentualnego importu naszych nauczycieli przez dzisiejsze Niemcy - naszego sojusznika w NATO i członka, jak Polska, Unii Europejskiej.

2. Ironia (dla Was niezrozumiała bądź nieudana) tytułu 'Niemcy biorą naszych' polegała na przewrotnym odwołaniu się do defensywno-nacjonalistycznej postawy lękowej, którą budzą w niektórych Polakach wszelkie doniesienia o rzekomych 'zakusach' niemieckich na naszą tożsamość, tradycję, pamięć historyczną i tym podobne dobra narodowe... Tego rodzaju lęki są intensywnie podsycane przez zastępy polityków i całkiem pokaźną część mediów.

Cały tekst - jeśliście Panowie nie poprzestali na oburzeniu tytułem i go przeczytali - powinien Was przekonać, że wysłanie nawet kilkudziesięciu tysięcy polskich nauczycieli przedmiotów ścisłych do Niemiec nie zawaliłoby naszego rdzennego, narodowego systemu oświaty, gdyż takich nauczycieli u nas nie brakuje, a nadto idzie niż demograficzny. Co więcej, w artykule piszemy, że polscy nauczyciele raczej nie będą się kwapić do wyjazdu na 'saksy', głównie z prozaicznej przyczyny, jaką jest słaba znajomość języka niemieckiego.

Uff, przyznaję ze wstydem, że wyjaśnianie ironii jest równie niewybaczalnym błędem jak produkowanie nieudanych żartów. Nie dość, że powiedział dowcip, którego nikt nie zrozumiał, to jeszcze go objaśnia.

Łączę wyrazy szacunku, w nieskromnej nadziei, że może po przeczytaniu tej odpowiedzi na Wasz list obrzydzenie Panów do 'Gazety Wyborczej' nieco zelżeje

Piotr Stasiński, zastępca redaktora naczelnego

Co o tym sądzisz? Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 105 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    62 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':