Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Z przerażeniem przeczytałem artykuł
"Żeby nauczyciel nie bał się ucznia" wpisujący się w dość obszerny dorobek dziennikarski o problemach współczesnej szkoły.
Należałoby bowiem otworzyć publiczną i szczerą debatę na temat skutków reformy edukacji niższego i średniego szczebla, ale w dziedzinie jej wpływu na psychikę i osobowość młodych Polaków.
Pokuszę się o śmiałą hipotezę, że to właśnie m.in. wprowadzenie gimnazjów - a przez to wyrwanie
dzieci z sielankowego otoczenia szkoły podstawowej w burzliwym okresie dojrzewania i wrzucenie ich do zupełnie nowego środowiska rówieśników - doprowadziło do wielkiego ich psychicznego zagubienia.
W czasach mojego szkolnictwa podstawowego (8 klas szkoły podstawowej), tj. w latach 90., wyczuwalna była w szkołach atmosfera nadchodzącej zmiany. Już wtedy były w szkołach liczne problemy z dziećmi rodzin przeżywających ból transformacji gospodarczej Polski, ale wtedy niemalże każde
dziecko miało do nauczyciela ten elementarny szacunek.
Nauczycieli się obawiano, bo mogli wstawić jedynkę albo wezwać do szkoły rodziców. Wśród dzieci nie było takiej rywalizacji a same stosunki między nimi - bardziej naturalne i koleżeńskie.
Dlaczego docierające do nas dzisiaj alarmujące sygnały dotyczą najczęściej gimnazjów, a nie szkół podstawowych?
Hipoteza o zagubieniu młodzieży, która przeszła tzw. nową ścieżkę edukacyjną z wpisanym do niej elementem
gimnazjum, zyskuje potwierdzenie w moich prywatnych, przykrych obserwacjach środowisk biznesowych: firmy wolą rekrutować do
pracy nieco starszych - a przez to nieco droższych - pracowników, który przeszli edukację sprzed reformy (8 klas szkoły podstawowej plus 4 lata liceum) niż świeżutkich - a przez to tańszych - absolwentów uczelni wyższej.
Wyczuwam powszechne przekonanie, że łatwiej pracuje się z tą pierwszą grupą pracowników niż z tą drugą. Choć należę do tej pierwszej (tylko pozornie z tego powodu szczęśliwszej) to serdecznie współczuję moim młodszym koleżankom i kolegom.
Jeśli moje obserwacje zyskałyby potwierdzenie w niezależnych badaniach socjologicznych na próbie reprezentatywnej - ludzie młodzi byliby w tym przypadku poszkodowani podwójnie.
Syntetyzując powyższe obserwacje, chciałbym opowiedzieć się za jak najszybszym przywróceniem starego systemu szkolnictwa z 8 klasami szkoły podstawowej i 4 klasami liceum.
To w końcu są nasi przyszli lekarze i żołnierze, sędziowie w sądach i pielęgniarki. Nie pozwólmy, by
Polska stała się krajem ludzi zagubionych.