Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Na początek powiem to wprost. Przestałem wierzyć w Boga. Tak, przestałem, bo kiedyś wierzyłem. Czy naprawdę wierzyłem? Dobre pytanie.
Dziecko jest wyznania rodziców Teraz wiem, że ktoś, Rodzice, księża, ludzie z mego otoczenia w dzieciństwie mówili mi o nim, o Jezusie, Duchu Św., Matce Boskiej etc. Byłem w to zanurzony. Podobnie jak mój rówieśnik z Kandaharu, Kairu czy
Salt Lake City uczył się i słyszał o Allachu czy Księdze Mormona. Nie ma bowiem dziecka, które jest katolikiem, mormonem czy muzułmaninem. Jest tylko
dziecko rodziców danego wyznania. Co ciekawsze, niektóre religie dają w tym względzie wolność wyboru nakazując przykładowo chrzest w wieku dojrzałym. Ten fakt uświadomił mi Richard Dawkins, do którego jeszcze wrócę.
Tak więc problem wiary (wg mnie rzecz jasna) to problem utrzymania owego dziecięcego "imprintingu" w latach dojrzałych. Ja miast umacniać się w wierze zacząłem wątpić. Czemu? Oczywiście nie był to proces rewolucyjny na skutek
lektury marksistów czy francuskich egzystencjalistów. Nie było też tischnerowskiego proboszcza, choć spotkałem ich całe mnóstwo. Wspomnę o religii w pewnym kościele w
Toruniu (wówczas na religię chodziło się do salki katechetycznej po lekcjach a nie jak dziś pomiędzy w-f a geografią mając czas na wysyłaniem sms-ów do dziewczyny czy chłopka lub posłuchanie "muzy" z MP-3).
Dyskusję o ''Boga istnieniu lub nie'' rozpoczął felietonem "My, ateiści" Krzysztof Varga, pisząc do teistów: jeśli Bóg jest, to dlaczego zezwala na tyle zła i okrucieństw? Odpowiedzieli mu: "Nie podoba mi się pańskie kazanie. Do Krzysztofa Vargi";
"Przydałby się panu solidny katecheta";
"Rozum na rozdrożu";
"Nie da się dowieść, że Bóg istnieje. Ani że go nie ma";
"Niedowód na istnienie Boga" i inne.
Otóż ksiądz, który mnie uczył był alkoholikiem i przychodził na katechezy "pod wpływem" każąc nam czytać Pismo Święte. Jak zapewne się PT Czytelnicy domyślają były to inne lektury. Na marginesie widziałem go umierającego na marskość wątroby w czasie praktyk studenckich w toruńskim szpitalu. Proszę nie posądzać mnie o prymitywny antyklerykalizm, widziałem też alkoholików ateistów, sędziów, naukowców i lekarzy, w tym moich przyjaciół. Jako, że będę kilkakrotnie odwoływał się tu do poezji nawiążę w tym miejscu do Herberta:
"Gdyby mnie piękniej kuszono", to kto wie. Tymczasem mój świętej pamięci katecheta był niczym ów
"samogonny Mefisto".
Czasem oszukuję (celowo) pacjentów To był proces ewolucyjny. Zrazu pewne pytania, zdziwienia, zażenowania. Powstawały problemy, kiedy zapis Biblii traktować alegorycznie, a kiedy dosłownie. Potem
praca w zawodzie lekarza, lektury, dyskusje. Kiedy już doszedłem do wniosku, że nie mogę się dalej oszukiwać, udając że wierzę w absurdy o Jonaszu w brzuchy ryby, wniebowstąpieniach, wniebowzięciach czy zbawieniu powiedziałem sobie: " Nie wierzę w Boga". Mogę oszukać Czytelników, żonę, czasem oszukuję (celowo) pacjentów. Siebie oszukać nie mogę. Nawet jeśli pojadę do Australii, moje sumienie i świadomość pojadą tam ze mną. Tu zacytuję wiersz Konstadionosa Kawafisa zatytułowany "Miasto". Oddaje on to, o czym napisałem.
Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce. Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę, ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".
Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach
Nie ma dla ciebie okrętu - nie ufaj próżnym nadziejom - nie ma drogi w inną stronę.
Jakieś swoje życie roztrwonił w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś. "Podwiózł" mnie Richard Dawkins Pewien człowiek w prowadzonej z nim polemice zapytał mnie, czy w związku z moją pracą nie widzę doskonałości organów człowieka (stworzonych rzecz jasna przez Pana Boga). Tu muszę poruszyć równolegle dwa wątki. Pierwszy to moje własne przemyślenia, drugi kilka książek, które zmieniły moje życie. Zmieniły nie nagle, lecz powoli. To tak jakby ktoś szedł pieszo w określonym, już chyba znanym celu, a ktoś zaproponował mu podwiezienie - pomysł nie mój, lecz z Johna Fowlesa (powieść "Mag").
Mnie "podwiózł" Richard Dawkins. Wiem, że dla wielu to postać kontrowersyjna (zwłaszcza jego "Bóg urojony" ), lecz gdyby poprzestał tylko na "Samolubnym genie" czy "Najwspanialszym widowisku świata" byłby dla mnie niedoścignionym geniuszem. Krok po kroku wyjaśnia wszystko. Życie, ewolucję i ich sens.
Doskonałość organów? Czy mogły powstać bez bożych planów? Mogły i powstały. Są cholernie zawodne, co widzę na co dzień. Widać Bóg nie do końca postarał się, lub w swej wszechwiedzy stwierdził, że i tak z czasem nie będą nam potrzebne. Znam rzecz jasna przypowieści o zegarku znalezionym na łące i Boeingu 747, który został "przypadkowo" złożony z części na złomowisku. Ci, którzy posługują się owymi "argumentami" nie mają pojęcia o ewolucji, genach, mutacjach, doborze naturalnym, czyli podstawach naszej egzystencji na Ziemi.
O ludziach, którzy uważają, że człowiek został stworzony 6 tys. lat temu (a więc około 3 tys. lat po udomowieniu psa) nie wspomnę z powodu szacunku do innych.
"tam, dokąd nie chcesz" Jak można doświadczyć Boga widząc umierającego na białaczkę 16-letniego chłopaka? On dusi się i błaga o życie, podczas gdy jego koledzy umawiają się na pierwsze randki z dziewczynami. Być może Bóg przygotował mu lepsze życie. Wszak
"w domu Ojca Mego jest mieszkań wiele". Ja uważam, że ów nieszczęśnik wyciągnął zły los na loterii genetycznej, jaką jest nasze życie. Codziennie Czytelnicy, ja, a także miliardy ludzi ciągną los owej loterii. Czytamy wyrok na dziś: będziesz zdrowy, dowiesz się, że masz raka, dziś umrze Twoja matka i tak dalej.
Niekiedy znudzeni samymi wygranymi zapominamy o fatum, które i tak przyjdzie. Czasami nawet łudzimy się, że to dzięki naszym modlitwom, pielgrzymkom czy ofiarowanym bóstwom wotom (nie zawsze materialnym - słyszy się o ofiarowaniu cierpienia za kogoś lub coś) wyciągamy "pełne" losy. Do czasu, do czasu . Natura, nie bóg, upomni się o swoje i poprowadzi Cię (jak nawiasem mówiąc czytamy w Biblii )
"tam, dokąd nie chcesz".