Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Zabierając głos w dyskusji światopoglądowej, zacznę od listu Konrada Sawickiego. Wy, polscy chrześcijanie, Szanowny Panie Konradzie, utraciliście - takie odnoszę wrażenie - niczym nieskrępowaną uważność stanowiącą fundament w poszukiwaniu "prawdy objawionej". Jakąż to wolność wyboru może mieć człowiek, który nie potrafi dostrzec porażającej sprzeczności pomiędzy słowem a czynem? Jak tłumaczyć fakt, że pragnący podążać za Chrystusem tak uparcie trzymają się organizacji , która zupełnie nie rozumie na czym polega idea chrześcijaństwa (lub rozumie, ale nie przyjmuje)? Jaki mechanizm ludzkiego umysłu spowija mgłą niewygodną rzeczywistość?
Mam na końcu języka zimny kubeł prawdy, który prewencyjnie zamieniam w przełkniętą żabę, aby przeciwdziałać "obrazie uczuć religijnych". Nie, nie dlatego. Po prostu szukam pokoju. Racjonalny głos ateisty, zanim dotrze do ucha polskiego chrześcijanina ulega radykalnemu przeobrażeniu stając się podszytym nienawiścią atakiem wymagającym zjednoczenia sił narodu dla obrony chrześcijańskich wartości.
Powodem, bynajmniej, nie jest dowodzenie słuszności ateistycznych poglądów.
Jest tak, bo wnikliwa obserwacja kościoła katolickiego grozi przebudzeniem z, tak pieczołowicie pielęgnowanego przez tenże kościół, społecznego marazmu podtrzymywanego mieszanką patriotyczno-katolicko-kołtuńskich obrządków.
Wiodący głos "polskiego Kościoła" nie przypadkowo należy do wpływowego dyrektora. Jest tak, "ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań". (gulp!).
Rzeczywiście chrześcijanie stanowią zagrożenie. Jednak nie, jak Pan diagnozuje, dla chrześcijaństwa. Największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa jest, moim zdaniem, kościół katolicki. Co zaś tyczy sąsiedztwa z "ludźmi Boga" to uchowaj Boże. I jeszcze jedno. Wy, polscy (katoliccy) chrześcijanie, Szanowny Panie Konradzie, boicie się racjonalnych ateistów. Kropka.
Panie Harry (polemika z tekstem z wyborcza.pl), Angliku i luteraninie pracujący w Polsce jako tłumacz. Brawo! Boskie pochodzenie marihuany i LSD wydaje się teraz przesądzone. Podpowiem też inny, wart wypróbowania trick na odnalezienie (niedosłownie, takie jakby odnalezienie-nie odnalezienie) tak skutecznie ukrywającego się przed nami Boga. Może bowiem się okazać, że te narkotyki-nie narkotyki nie są równie łatwo dostępne dla wszystkich poszukiwaczy. Inny scenariusz to np. fizyczna dostępność towaru przy jednoczesnej niewystarczającej dostępności środka płatniczego.
Otóż osobiście wypróbowałem następującą metodę i z własnego doświadczenia zapewniam o jej wysokiej skuteczności. W potrzebie chwili trzeba niezwłocznie zwrócić się do wybranego Wszechmogącego* (*=uwaga!, nie traktować dosłownie) i również w tą stronę intensywnie ukierunkować swoje emocje. Jeśli zauważymy pojawienie się podstępnych sygnałów od zwanego szatanem należy natychmiast zdać sobie sprawę, że sukces naszej wiary zależny jest od naszej siły wewnętrznej i pomyślnego przejścia tej próby. Najlepiej więc zdławić w zarodku wszelkie podejrzane myśli, słusznie domniemając, że ich pochodzenie jest właśnie takie o jakim pomyślałeś, że jest. W tej walce decydujący może okazać się stopień intensywności, z jaką zwracamy się do wybranego Wszechmogącego*. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Wszechmogący* jest równocześnie Wszechschowanym (można brać dosłownie) i nie sposób rozeznać czy przypadkiem oddając cześć nie jesteśmy zwróceni tyłem, czyli przodem w niewłaściwą stronę. Wprawdzie Wszechmogący* powinien być jednocześnie Wszechdomyślnym, jednak póki co nie mamy na to jednoznacznych dowodów i ostrożność nie zawadzi. Tym bardziej (uwaga
rodzice!), że jak już wiemy na pewno, zazdrość "Ojca" (pisane z dużej w odróżnieniu od ojca dyrektora) sięga trzech lub czterech pokoleń wprzód. Na szczęście istnieje prosty, dyplomatyczny sposób. Za zaoszczędzone na narkotykach-nie narkotykach pieniądze należy nabyć przedmiot wskazany przez tzw. pasterzy kościoła (tych, którzy wskazują też właściwą drogę).
Najlepiej jeśli zakup będzie bezpośredni. Mamy wówczas pewność, że podatki nie zostaną zapłacone i o.dyrektor będzie spał spokojnie. Przedmiot ów, po delikatnym skropleniu przez jednego z pasterzy wodą o nadprzyrodzonej mocy będzie stanowił w pełni umocowaną reprezentację Wszechmogącego. ...i tak dalej. Odrzucić racjonalność? Nie ma sprawy, Panie Harry. Lucy In The Sky With Diamonds. Nie trzeba na siłę starać się zrozumieć stany świadomości, o których Pan wspomina. Wystarczy uważnie obserwować rzeczywistość, a zrozumienie przyjdzie samo. Tak po prostu.
Jakiś czas temu przeczytałem książki Dawkinsa i Hitchensa, o których wspomina Krzysztof Varga w swoim artykule "My, ateiści". Miałem wrażenie, że nie znalazłem w nich za wiele. Od kilku lat staram się odrzucać wpływ obcy i przede wszystkim uważnie obserwować rzeczywistość. Wiele spostrzeżeń zawartych w tych lekturach dotarła do mnie przed ich przeczytaniem. Właśnie tak po prostu. Odkryłem jednak coś jeszcze. Duchową naturę świata i natura ta buntuje się we mnie. To bunt przeciwko manipulacji ludzką świadomością. Zacznijmy uczyć
dzieci w szkołach o prawdziwej naturze świata. Świata, który jest nam dostępny dzięki tak wspaniałym "darom od Boga" jak zmysły i rozum.
Darom, które pozwalają - Pani Anno Connolly - jednoznacznie zdemaskować bzdury, tzn. wykazać to, co Pani zdaniem nie jest do wykazania. Jednak w jednej kwestii nie mogę się zgodzić z Krzysztofem Vargą. Nie da się być racjonalnym ateistą spokojnie obserwującym jak wspaniały ludzki potencjał przemija stłamszony jarzmem religii. I dlatego na koniec przepraszam. Mam emocjonalny stosunek, to prawda. Widzę to co widzę i chce mi się płakać. Więc bez urazy, proszę.