http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Współczuję matce Madzi

natala
2012-02-06, ostatnia aktualizacja 2012-02-06 15:47

Co by było, gdyby oświadczyła: ludzie, pomóżcie mi! zabiłam swoje dziecko. Nie chciałam. Nie radzę sobie z tym...

List
.
List
Wiem, że bezsensowne i niesprawiedliwe może być ferowanie wyroków przed rozpatrzeniem sprawy przez prokuraturę.

Jednak sprawa Madzi z Sosnowca przeniknęła do sfery publicznej i dlatego roszczę sobie prawo do wyrażenia swoich refleksji, które naszły mnie w obliczu tej wstrząsającej tragedii. Dziecko jest niewinną ofiarą, pytanie: kto jest oprawcą. 

Wiele osób przyglądających się tej sprawie za pośrednictwem mediów, od początku doszukiwało się innej wersji niż ta przedstawiona przez rodzinę Madzi. Winą obarczano samą matkę lub oboje rodziców. Niektórzy przypuszczali, że dziecka celowo się pozbyto, inni znowu uważali, że kobieta spacerująca z dzieckiem w godzinach wczesnowieczornych sama sprowokowała sprawcę porwania.

Niepełną prawdę już znamy. Mnie nie nurtują jednak tutaj okoliczności, w jakich doszło do tragedii a raczej ludzkie reakcje w sytuacjach kryzysowych.

Zakładając, że Pani Katarzyna umyślnie spowodowała śmierć dziecka - rodzi się pytanie: co nią kierowało. Poza tym jak to możliwe, że ta, z pozoru przykładna katoliczka i kochająca matka, mogła dopuścić się takiego czynu? 

A jeśli śmierć dziecka była wynikiem nieszczęśliwego wypadku? Po raz kolejny nasuwa się pytanie: dlaczego kobieta deklarująca gorliwą wiarę i miłość do dziecka, potrafi zawinąć jego ciało w torbę i gdzieś ukryć? 

Wydaje mi się, że znaczącym motywatorem postępowania pani Katarzyny była ... opinia publiczna, nasza społeczna mentalność. A może raczej strach bycia ocenioną, jako kobieta niespełniająca kanonów Matki Polki, katoliczki.

Istnieje wiele humanitarnych rozwiązań na to, by nie być matką, jeżeli nie chce się mieć dziecka. Zaczynając od najwcześniejszej, możliwej do podjęcia decyzji jaką jest aborcja, na oddaniu dziecka do adopcji skończywszy. W wypadku, gdy dziecko jest wyczekiwane, a kobieta doznaje kryzysu w depresji poporodowej, jeżeli ma wsparcie otoczenia, jej słabości są akceptowane, wówczas łatwiej jest jej się zwrócić o pomoc, otwarcie mówić o swoim problemie. Kobieta nie odczuwa osamotnienia w presji, że musi sprostać jakimś wzorcom... Tylko, czy obraz słabej kobiety jest uświęcony?

A co jeśli, nie daj Boże, kochającej matce zdarzy się spowodować poważny wypadek z udziałem dziecka? Zdrowy rozsądek nakazuje podjąć próbę ratowania dziecka.

Jak pokazuje oficjalna wersja wydarzeń - u pani Katarzyny w tej kryzysowej sytuacji odezwała się przede wszystkim potrzeba ukrycia dziecka. A raczej dowodu na to, że nie jest dobrą matką. Spowodowanie śmierci nie musi być aż tak ewidentne. W przypadku wylewu śródczaszkowego, utrata przytomności dziecka może wyglądać jak zgon. U pani Katarzyny widocznie nie pojawiła się taka refleksja. W tej sytuacji kryzysowej, jej instynkt macierzyński przegrał

z "samozachowawczym" instynktem jej dobrego imienia. Niepokalanego obrazu Matki Polki, katoliczki.

Pani Katarzyna potraktowała ciało swojego dziecka jak wstydliwy dowód, który trzeba ukryć. Chcąc uniknąć potępienia, złożyła etos swojego nieszczęśliwego macierzyństwa na ołtarzu opinii publicznej, szukając rozgrzeszenia.

Chcę zaznaczyć, że ja nikogo tutaj nie oceniam, ani nie potępiam. Przede wszystkim bardzo współczuję pani Katarzynie, jej mężowi. Żal mi rodziców i teściów

Pani Katarzyny. Śmierć dziecka jest wstrząsającą tragedią. Nikogo nie chcę obarczać winą. To nie jest moja rola.

Staram się tylko zrozumieć motywy postępowania Pani Katarzyny i społeczeństwa. Gdy sprawa porwania stała się głośna w mediach, można było zaobserwować szczere zaangażowanie społeczeństwa w poszukiwania dziecka. Część komentarzy jednak nie oszczędzała matki, która mogła dopuścić do porwania. To ten sam mechanizm, który każe obarczać ofiarę gwałtu za ten patologiczny akt seksualny... Społeczeństwo nie chce utożsamiać się ze słabą jednostką. Wtedy na każdego z nas przechodzi strach, że możemy stać się ofiarami napadu na jakimkolwiek tle (rabunkowym, seksualnym...) Po co, skoro można sobie racjonalnie wytłumaczyć "winę" ofiary, która swoim głupim, nieodpowiedzialnym zachowaniem sprowokowała swoją własną krzywdę? 

Na co mogła liczyć Pani Katarzyna, skoro nie miała nawet społecznego przyzwolenia bycia ofiarą?

Co by było, gdyby oświadczyła: ludzie, pomóżcie mi! zabiłam swoje dziecko. Nie chciałam. Nie radzę sobie z tym...

lub co gorsza: nie daję sobie rady jako matka. Potrzebuję zrozumienia.

Ludzie nie zostawią zapewne na pani Katarzynie, jej mężu i rodzinie suchej nitki. Opinia publiczna, akceptacja społeczna, ma duży wpływ na znoszenie traumatycznych chwil, nawet w obliczu takiej tragedii jak śmierć dziecka...

Pokazaliśmy już, ile sprawczej energii i solidarności drzemie w naszym społeczeństwie. Może spróbujmy ją ukierunkować w stronę konstruktywnych rozwiązań, które pomogą nam uniknąć takich tragedii jak ta. Mniej potępiajmy i oceniajmy. Więcej wspierajmy, akceptujmy słabości i starajmy się zrozumieć, zanim będzie za późno...



Z ubolewaniem,

wierna czytelniczka

Źródło: Wysokie Obcasy
  • 2
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':