"Obsługa w termach: troskliwa czy nadgorliwa" - artykuł zamieszczony w poniedziałkowej "Gazecie" wywołał burzę na internetowym forum, dostaliśmy też wiele listów od Czytelników.
Przypomnijmy: w tekście opisaliśmy dwa przypadki.
- Wybrałam się na basen z 6-letnim synem i jego 8-letnim kuzynem. Kupiliśmy bilet rodzinny. Okazało się jednak, że nie możemy skorzystać z części basenów rekreacyjnych. Niedostępna była dla nas tzw. koniczyna składająca się z aż czterech różnych basenów i umożliwiająca wypłynięcie na zewnątrz. Zostałam skazana na przebywanie w brodzikach - opowiadała. Dlaczego? Zdaniem ratowników na jedno
dziecko w "koniczynce" powinna przypadać jedna osoba dorosła do pilnowania. - A gdyby wybrała się tu rodzina z trójką
dzieci? Rodziców do opieki by nie wystarczyło, mieliby zabierać ze sobą trzecią osobę do pomocy? - pytała pani Monika. Kolejna poznanianka skarżyła się na obsługę w saunach. - Człowiek zamiast wypoczywać, czuje się cały czas kontrolowany. Najpierw zostałam upomniana, gdy dłonią dotknęłam jednej z desek. Potem gdy chciałam wejść w saunie na wyższy stopień i dotknęłam jej stopą, znów dostałam burę. Żeby siedzieć w saunie zgodnie z zaleceniami obsługi, czyli ani przez sekundę nie dotykając drewna, musiałabym mieć ze sobą pięć ręczników, a i w takim układzie byłoby to trudne - opowiadała. Pracownicy Term Maltańskich odpowiadali, że uwagi pracowników wynikają z regulaminu.
Oto fragmenty listów od Czytelników:
Nie marudzić, fajnie jest Mamy naprawdę fajny obiekt rekreacyjno-sportowy i przykre jest to, że ciągle znajdują się maruderzy, którzy tylko i wyłącznie narzekają. A naprawdę nasze Termy bardzo pozytywnie wyróżniają się spośród tego typu obiektów w Polce i na Słowacji - a ponieważ jestem częstym gościem w tego typu miejscach, pozwalam sobie na wyrażenie opinii. Co do sauny - to uważam że załoga jest super, starają się bardzo. Odwiedzam sauny z regularnością co najmniej raz na dwa tygodnie i za każdym razem odnotowuję pozytywną zmianę. To, że dbają o podkładanie ręczników pod ciało, jest super, bo nie znoszę obiektów, gdzie obsługa ma to w pompie i później siada się na przepoconych śmierdzących deskach. Obsługa delikatnie zwraca uwagę i nie przegina, natomiast klienci są bardzo różni, czasami kompletnie do nich nie dociera, co mówi obsługa, niestety widać brak obycia. A w Termach dziewczyny zadają sobie dużo trudu żeby ludzi tych podstawowych zasad korzystania z sauny nauczyć (chociażby tego że do sauny parowej nie gramolimy się w ręczniku, który później radośnie używamy w suchej bo to kompletnie bez sensu). Trzymam kciuki, żeby personel nie poddał się maruderskiej nagonce i nadal trzymał poziom - bo jest już tak fajnie jak na Śląsku w Pałacu Saturna w Czeladzi.
Sonia Brak kultury saunowej Piszę po przeczytaniu tekstu w "Gazecie", kolejny raz zupełnie nie zgadzając się z tezami przedstawianymi w tekście publikowanym na Państwa łamach.
Jestem klientem term od momentu ich otwarcia i do tej pory nie spotkałem się z nadgorliwością pracowników. Będąc z dziećmi podobało mi się, że oprócz mojej opieki, mają zapewnioną uwagę personelu, z odwiedzonych przeze mnie do tej pory aquaparków w tym czułem się najpewniej, jeśli chodzi o bezpieczeństwo dzieci. W niektóre dni wydawało się nawet, że personelu w części rekreacyjnej jest trochę za dużo, ale pewnie wynika to z trudności w dokładnym oszacowaniu liczby odwiedzających. Jeśli chodzi o wielokrotnie dyskutowany temat saun - tu obsługa spełnia swoje zadanie w 100%, a niestety ma co robić. Niestety, ponieważ każdy komu, zazwyczaj ze względów higienicznych, obsługa zwróci uwagę, czuje się urażony i prawie terroryzowany. Nigdy nie byłem świadkiem nadgorliwości obsługi, byłem za to wielokrotnie świadkiem zupełnego braku kultury (nie tylko saunowej) w strefie saun i uważam, że jej pracownicy mają w tym zakresie wyjątkowo trudne zadanie. Trudne również dlatego, że niektóre zachowania powinny być naturalne, a nie są. Bez interwencji obsługi normą jest, że ktoś siada na deskach bez ręcznika, co w wysokiej temperaturze skutkuje mokrą plamą, wskakiwanie do basenu z pominięciem prysznica bezpośrednio po korzystaniu z sauny, co powoduje zagrożenie bakteriologiczne w basenie. Kto chciałby usiąść na miejscu kogoś, kto przez 15 minut przebywał w 100 stopniach i siedział bezpośrednio na deskach? Obsługa saun pełni oprócz funkcji pilnującej również edukacyjną. I dobrze. Chodzi w tym wszystkim tylko o to, żeby z saun korzystać prawidłowo i żeby służyły jak najdłużej.
Michał Kordzik Dlaczego mam jeszcze dopłacać? W przedostatnią sobotę wybraliśmy się z rodziną do Term Maltańskich (...) Zaskoczył nas mile brak tłumów (a pogoda była pod psem). Miły był też personel: panie i panowie w kasie, szatni, ratownicy. Niestety sam obiekt pozostawia już to i owo do życzenia. Moja trzyletnia córka przekonała się błyskawicznie, że kafelki są bardzo śliskie. Pani ratownik bardzo przepraszała, wykazała troskę. No ale to nie jej wina (ani nikogo innego), że kafelki na basenie są mokre. "Trzeba trzymać dziecko za rękę". No tak... Podobnie ślisko jest na mostku prowadzącym na piracki statek. Do tego barierka jest bardzo ażurowa, zatem znów: dziecko bez asekuracji bezpiecznie po nim nie przejdzie. Jedna ratowniczka była bardzo miła; jej kolega już tylko nadgorliwy: zaraz gwiżdże na mnie i 7-letnią córkę w "rękawkach", że mamy wracać na płytką wodę, bo jeśli ma "rękawki", to znaczy nie umie pływać. Cóż, to chyba nadinterpretacja, a w końcu to ja odpowiadam za dziecko. Nie poszliśmy popływać (ani nawet zobaczyć) basenu sportowego: wejście dla naszej rodziny kosztowało 80 zł. To kawał grosza. Nie rozumiem, dlaczego mam jeszcze dopłacać za korzystanie ze wszystkich atrakcji w ramach jednej kwoty. Dwie godziny to czas w sam raz, by się nacieszyć wodą - tak dorośli, jak i dzieci (poza tym opieka nad dziećmi to wyczerpująca rola). Chciałbym na zmianę z żoną pójść sobie na 20-30 minut popływać na dużym basenie. Ale bez dodatkowych opłat! Odbieram to jako próbę "wyciągnięcia" ode mnie kasy (...)
Podobnie z saunami - o tym jak spędzić dwie godziny w wodnym parku rozrywki powinien decydować gość - idę na saunę, basen czy wybieram zjazd rurą. Przecież wydano 300 mln na tę atrakcję, żeby służyło mieszkańcom (...)
I na koniec jeszcze o zjeżdżalniach: jedna - widoczna w hali głównej - nieczynna (chyba to z tej ktoś wypadł, myślę); inne skrzętnie pochowane - jako rodzic w ogóle nie widzę, jak dziecko wchodzi na górę, i jak (bezpiecznie) ląduje w wodzie. Owszem, dzięki takiemu ukryciu jest cisza. Ale czy o to chodzi w aquaparku? (...) Jakoś nie ciągnie nas tu znowu - a szkoda...
Leszek Pobojewski