http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biblioteka płyt z filmami? Niewyobrażalny horror! - list

Ludwik Trammer
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-24 17:47
Przesłanie hakerów z grupy Polish Underground na strony premiera
Przesłanie hakerów z grupy Polish Underground na strony premiera
fot. premier.gov.pl

Chciałbym odnieść się do pojawiających się głosów, że ACTA jest zła, bo zawiera nieprecyzyjne zapisy, które mogą stworzyć niebezpieczne furtki, ale oryginalne założenie było dobre. Przepraszam, ale nie. Nie było.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Być może wiele osób po raz pierwszy zetknęło się z ACTA kilka dni temu, ale tak naprawdę jest to temat, który powraca od kilku lat. Doskonale pamiętam kilkuletni okres, gdy ACTA powstawała, a prace nad nią były całkowicie tajne. Co jakiś czas trafiał do nas jakiś anonimowy przeciek, ale sam tekst i prace nad nim były utajnione ze względu na "zagrożenie bezpieczeństwa narodowego" (sic!).

Tym nie mniej do prac poza przedstawicielami państw zostały włączone takie organizacje jak Recording Industry Association of America (stowarzyszenie koncernów muzycznych), Motion Picture Association of America (stowarzyszenie koncernów filmowych - to samo, którego prezes wypowiedział niegdyś przed Kongresem słynne zdanie "magnetowid jest wobec amerykańskich producentów filmowych i amerykańskiej publiki tym czym seryjny morderca wobec samotnej kobiety"), Pharmaceutical Research and Manufacturers of America (stowarzyszenie koncernów farmaceutycznych), jak również same koncerny: m.in. Google, eBay, Intel, Dell, News Corporation, Sony Pictures, Time Warner i gigant komunikacyjny Verizon (podaję za Wikipedią). Organizacje reprezentujące prawa konsumentów i opinia publiczna nie tylko nie zostały dopuszczone do prac, ale przez lata konsekwentnie odmawiano im informacji o przebiegu prac nad tekstem porozumienia ("bezpieczeństwo narodowe"!).

Wniosek: twórcy porozumienia od samego początku zdawali sobie sprawę, że robią coś co się nie spodoba i czego nie należy robić otwarcie. Zresztą też sama forma porozumienia międzynarodowego pojawiła się po kilku nieudanych próbach przeprowadzenia podobnych rozwiązań przez proces demokratyczny w poszczególnych krajach. Wynika ona z chęci przepchnięcia tego tym razem "tylnymi drzwiami". Naprawdę nie mamy tu do czynienia z dobrodusznymi naiwniakami, którzy chcieli dobrze, a teraz są zaskoczeni, że wszyscy są zdenerwowani.

Założenie nigdy nie było "dobre" również dlatego, że w poszczególnych krajach, które miałyby przystąpić do ACTA istnieją już przepisy chroniące prawo autorskie. Teraz chodzi raczej o to do jakich metod jesteśmy skłonni się posunąć. Słuchając przedstawicieli amerykańskiego przemysłu muzycznego/filmowego, który współtworzył ACTA, można czasem odnieść wrażenie, że wykonanie nieautoryzowanej kopii dzieła kultury jest jednym z najpoważniejszych przestępstw znanych ludzkości.

Prawda jest taka, że od momentu powstania prawa autorskie miały godzić zarówno interes twórców, jak i prawo ludzi do dostępu i uczestnictwa w kulturze. Prawo autorskie nigdy nie było i nie miało być tym samym co prawo własności do fizycznego przedmiotu. Jest to jedynie monopol na wykonywanie kopii dzieła przyznany przez państwo twórcy na określony czas (z początku kilka czy kilkanaście lat, z biegiem czasu coraz dłużej). Z drugiej strony ten monopol jest bardzo ograniczony, w związku z potrzebą dostępu ludzi do kultury i faktem, że aby się ona rozwijała musi budować na tym, co powstało do tej pory.

Dlatego okres ochrony jest ograniczony, możemy nie pytając o zgodę cytować dzieła kultury w naszych artykułach i pracach, czy na różne inne sposoby wykorzystywać je na zasadach "dozwolonego użytku". Szkoły moją dodatkowe prawa pozwalające im na udostępnianie treści swoim uczniom, a poza tym istnieją biblioteki (choć tak radykalna instytucja jak "biblioteka" nie mogłaby się chyba narodzić w dzisiejszych czasach - wyobrażacie sobie rozciągnięcie pomysłu biblioteki z książek na np. filmy? To się chyba nazywa "torrent"). Poza tym dopóki wymiana treści nie przeniosła się do świata cyfrowego po zakupieniu filmu czy książki mogliśmy też swobodnie i bez oglądania się na twórców pożyczać je znajomym czy odsprzedać dalej. Prawo zawsze więc widziało i starało się pogodzić dwie racje. Porównywanie nieautoryzowanego skopiowania na swoje potrzeby dzieła kultury do kradzieży z włamaniem jest po prostu odbiegające od rzeczywistości.

Żadna ustawa nie powstrzyma wymiany treści w internecie. W momencie gdy pojawiły się technologie pozwalające na natychmiastowe wykonanie idealnej kopii każdej informacji i przetransferowanie jej w dowolne miejsce na świecie dotychczasowy model biznesowy przemysłu muzycznego i filmowego był przegrany (nigdy nie był to zresztą model specjalnie korzystny dla twórców. Oni w nowej rzeczywistości sobie spokojnie poradzą, gorzej z firmami pośredniczącymi, a to do nich do tej pory trafiało większość pieniędzy).

Nie chodzi więc o to czy uda nam się cofnąć kulturę dzielenia się treścią i "piractwo" zniknie. To się nie stanie. W dodatku już teraz próbujemy kryminalizować powszechne zjawiska społeczne, zamiast spróbować dostrzec w nich "współczesną bibliotekę".

Zamiast skupiać się na utrzymaniu wszelkimi środkami starych modeli biznesowych korporacyjnych gigantów powinniśmy zastanowić się jak naprawdę działać w interesie twórców (którymi powoli stajemy się wszyscy). Jest to wbrew pozorom do pogodzenia z zachodzącymi zmianami i istnieje już całkiem spora grupa twórców, którzy doskonale radzą sobie w świecie, w którym każdy utwór znajduje się na wyciągnięcie ręki.

Przeczytaj także:
Żakowski: ACTA ad acta. Co ma wspólnego internet z biblioteką.
Siedlecka: ACTA do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Więcej o umowie ACTA w raporcie WWWkurzeni na ACTA.

Multimedia w sieci. Modele biznesowe a potrzeby internautów

XX seminarium z cyklu "Rewolucja w komunikacji" już 31 stycznia w Warszawie

W trakcie konferencji poruszone zostaną tematy dotyczące piratów, konsumentów i producentów, przedstawione zostaną nowe metody konsumpcji oraz monetyzacji mediów. Omówiony będzie również wątek dotyczący sposobów prezentacji i przechowywania treści w internecie.

Rewolucja w komunikacji - szczegóły konferencji

  • 20
  • 6
  • 3
  • 11
  • 1
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':