http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O ACTA inaczej - list

Błażej Lenkowski
2012-01-24, ostatnia aktualizacja 2012-01-24 17:48

Wydaje się, że lament w sprawie ACTA przybrał karykaturalne rozmiary.


Dyskusja o ważnej umowie staje się niezwykle jednostronna, często oderwana od faktów, zapominamy w niej czemu ta umowa miałaby w ogóle służyć. Proces ten pokazuje jak łatwo, organizacje pozarządowe, dziennikarze i elity wypowiadają się o czymś, o czym nie mają pojęcia.

Warto aby polski rząd, mimo podjęcia decyzji o podpisaniu umowy, w obliczu kontrowersji w przejrzysty sposób wyjaśnił o co chodzi. Debata na ten temat powinna zostać sprowadzona na racjonalne tory. ACTA to temat bardzo skomplikowany. Prawnicy i rząd powinni jasno wytłumaczyć społeczeństwu jego zawiłości, pokazać, że ACTA to nie przysłowiowy orwellowski Wielki Brat wymyślony przez Mao na spółkę Himmlerem.

Spisek korporacji czy walka z kradzieżą?

Czy ACTA to umowa wymierzona w obywateli i skrajnie dla nich szkodliwa? Nie jestem prawnikiem, ale wszelkie fakty jakie analizowałem wskazują, że nie. Sądzę również, że wiele wypowiedzi jest znacząco przejaskrawionych. Do tego formułowanych przez osoby, które ekspertami w tej trudnej dziedzinie po prostu nie są.

Mamy ogromny chaos, tworzenie atmosfery zagrożenia bez rzeczowej dyskusji. Zacznijmy jednak od początku czyli pytania skąd pomysł, aby pracować nad problemami, które reguluje ACTA? Wydaje się, że gdzieś w debacie nam to umknęło.

W dyskursie można odnieść wrażanie, że umowa ma na celu zniewolenie wolnych obywateli Internetu przez spisek polityków i korporacji. To świetny przykład wykorzystywania socjotechniki dla manipulowania odbiorcą. Tysiące internautów zawzięcie broni zagrożonej "wolności słowa" i "wolności internetu". (Choć o co chodzi de facto w ACTA rozumie zapewne ułamek procenta dyskutantów. Pytałem wiele osób udostępniających na facebooku zdjęcia "Stop ACTA" na czym polega owo zagrożenie dla wolności słowa? Prawie nikt nie potrafił odpowiedzieć).

Tymczasem ACTA jest umową, która ma pomóc chronić w wymiarze międzynarodowym prawo własności. ACTA nie jest "złem wcielonym" tylko próbą walki z nagminnym okradaniem firm i twórców poprzez nielegalne kopiowanie wytworów ich pracy i umysłu. Ma zapobiec sytuacji w której np. jedna firma latami inwestuje miliardy euro w wynalezienie nowej generacji leku. Inwestuje w postęp technologiczny i poprawę zdrowia tysięcy chorych. Tymczasem po wypuszczeniu leku na rynek konkurencja bez ponoszenia żadnych kosztów na badania momentalnie nielegalnie go kopiuje i sprzedaje taniej.

Przecież nie poniosła żadnych kosztów na badania, może sobie na to pozwolić. To obniża chęć firm do inwestowania w badania i rozwój, przecież łatwiej i taniej jest nielegalnie kopiować towary. Za ich wymyślenie zapłaci kto inny, nie będziemy ryzykować takich inwestycji. W efekcie opóźnia się nasz rozwój technologiczny, a w tej branży możliwość wynalezienia sposobów leczenia kolejnych groźnych chorób.

ACTA ma przyczynić się do rozprzestrzenienia standardów ochrony własności na Zachodnie na inne rejony świata, tak aby łatwiej we współpracy międzynarodowej było zwalczać takie przypadki. Wyjaśniajmy może więc intencje wprowadzenia umowy, nawet jeśli konkretne zapisy mogą wydawać się nam kontrowersyjne. Intencje umowy wydają się być słuszne, chyba że ktoś podważa istotę prawa własności (znamy to z Marksa).

Oczywiście wyjaśnienie słusznych intencji nie sprawia, że dylemat związany z ACTA, który pojawił się w debacie jest prosty, szczególnie dla liberała.

Naprzeciwko siebie stanęły w dyskursie o tej umowie dwie liberalne wartości: ochrona obywatela przed nieuzasadnioną inwigilacją i domniemanie niewinności (bo problemem w interpretacji ACTA nie jest wolność słowa tylko potencjalna inwigilacja i zasada domniemania niewinności obywatela) kontra poszanowanie dla praw własności.

Na obu tych zasadach zbudowaliśmy nasz demokratyczno-kapitalistyczny zachodni system wartości i system prawa. Era Internetu (niezależnie od ACTA) spowodowała, że nagle te wartości niezwykle drastycznie stanęły w sprzeczności do siebie. Wydaje się, że ochrona praw własności narusza obronę przed inwigilacją i vice versa obrona przed inwigilacją prowadzi do naruszania praw własności.

Czy istnieje proste rozwiązanie? Nie. Pomysł w którym dostarczyciele usług internetowych mieliby prewencyjne prawo wyłączenia komuś dostępu do swoich usług bez udowodnienia winy jest sprzeczny z zasadą państwa prawa w którym żyjemy. Problem polega na tym, że według znanych mi interpretacji ACTA tego nie proponuje

Co więcej większość komentatorów nie dostrzega, że za jednym i drugim stanowiskiem stoi potężne lobby korporacji. Nie tylko za ACTA (przemysł fonograficzny, wydawcy). Błędem i nadużyciem jest stwierdzenie, że za ACTA stoi wielki biznes - a przeciw są prodemokratyczni obywatele.

ACTA uderza w żywotne interesy ogromnej grupy wielkich przedsiębiorstw internetowych, które pozwalają na swoich serwerach na udostępnianie przez użytkowników muzyki, filmów i innych wytworów objętych prawem własności intelektualnej. Firmy te zarabiają kosmiczne kwoty generując wielki ruch internautów (którzy udostępniają innym legalne albo często skradzione treści) i dzięki temu sprzedają masowo reklamy. Czyli zarabiają dzięki temu, że przymykają oczy na kradzież, która odbywa się w zależnej od nich przestrzeni.

Firmy te jednocześnie nie dają nic tym, którzy owe dobra wytworzyli. Posłużę się prostą metaforą, nieco przypominającą tę sytuację - jeśli na imprezie u mnie w domu jeden z gości okradnie drugiego, to jest mi przykro, ale jeśli ponoszę winę to bardzo pośrednio. Moralność nakazywałaby dowiedzieć się kto to zrobił i przynajmniej takiej osoby więcej nie zapraszać. Problem pojawia się, gdy okazuje się, że sam zachęcam kieszonkowców do bywania na moich imprezach, co więcej, na tym że część moich gości okrada innych, zaczynam pośrednio zarabiać.

Czy taki biznes jest w porządku? Nie jest. Dlaczego więc nie piętnujemy tego procederu, a dla odmiany atakujemy tych którzy domagają się zapłaty za swoją ciężką pracę? Do tego paradoksalnie czynimy to pod hasłem "walki z systemem". Dokonano na nas manipulacji.

ACTA ma skłonić serwisy internetowe do większej dbałości o to, co publikują na nich ich użytkownicy. Zresztą serwisy już dziś powinny to czynić. Pytanie do prawników brzmi, co w praktyce będzie oznaczała ta dbałość po podpisaniu ACTA. Rząd powinien to jasno przedstawić. Oczywiście trzeba sprawić, aby ewentualne sankcje w stosunku do winy były proporcjonalne. A prewencyjnych sankcji wobec użytkowników należy unikać, bo są niezgodne z domniemaniem niewinności.

Jak era cyfrowa zmienia nasz system wartości?

Debata o ACTA jest potrzeba również po to, by lepiej przyjrzeć się systemowi wartości jaki wykształciła w nas era cyfrowa. To szersze zjawisko socjologiczne, które dziś widoczne jest szczególnie jaskrawie.

  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 9
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':