http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co (lub kogo) niszczy niszczenie symboli? - list

Łukasz
2011-08-18, ostatnia aktualizacja 2011-08-18 20:15

Pan Darski podarł na koncercie Biblię. Pozornie jest to kwestia prosta. Kościół - a przynajmniej niektórzy z jego grona - uważają, iż istnieją pewne świętości, których nie wolno znieważać pod żadnym względem. Z drugiej strony są artyści, którzy akcentują wolność wypowiedzi artystycznej i tym samym brak jakichkolwiek ograniczeń.

Adam
Fot. Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
Adam "Nergal" Darski

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Ale prostota tej sprawy zostanie zaburzona, kiedy wsłuchamy się chociażby w stwierdzenie tychże artystów, iż ich zamiarem nie było obrażanie czyichkolwiek uczuć. Przyjmując to jako dobrą wolę, a nie jedynie jako linię obrony w sądzie, można dojść do wniosku, iż mają oni świadomość, iż takie zachowanie jest co najmniej kontrowersyjne i może budzić takie, czy inne reakcje.

Nikt chyba o zdrowych zmysłach nie kwestionuje iż istnieją pewne symbole, których szargać nie wolno. Ale nikt też chyba nie ma wątpliwości, iż nie można artyście założyć kagańca. Kluczowe, jak się wydaje, jest w tej sprawie określenie "znieważyć uczucia religijne." Co to znaczy? Paul Ricoeur mawiał że "Symbol daje do myślenia". To stwierdzenie, zarówno w przypadku osób religijnych, jak i artystów - którzy w większości chyba jednak też na swój sposób są religijni - wydaje się niezwykle aktualne.

Symbol jest tym, co nosi w sobie więcej sensu, niż się pozornie wydaje. Jest źródłem i inspiracją dla pewnych postaw, zarówno w przypadku ludzi religijnych jak i niereligijnych. Stąd emocjonalne podejście do symboliki - zarówno jednych jak i drugich - wydaje się zrozumiałe. Ale symbol ma nie tyle budzić emocje, ile dawać do myślenia. I tu, jak się wydaje, przebiega linia sporu. Myśleć religijnie czy myśleć niereligijnie, to znaczy myśleć wokół symboli; wokół tego, co jest nadwyżką sensów. Czy określenie "znieważać uczucia religijne" odnosi się do takiego myślenia?

To, że uczucia odgrywają w życiu religijnym pewną ważną rolę, nie ulega dyskusji. Ale uczucia takie nie powinny chyba wyczerpywać całej religijności. Jeśli bowiem kogoś kocham, to moja miłość do kogoś obejmuje całą tę osobę - wraz z jej sposobem bycia, myślenia, mówienia.

Jeśli więc stawiam na swym biurku zdjęcie tego kogoś, bądź notuję jego słowa - gdyż zarówno jego obraz, jak i to, co powiedział, przypomina mi o nim - robię to nie ze względu na sam obraz czy słowa, ale ze względu na tę właśnie osobę. Zdjęcie czy słowa są pewną formą medium, przypominającą mi o tym, kogo kocham. Pozwalają mi nie zapomnieć, iż ten ktoś jest obecny, nawet jeśli fizycznie go nie ma (bądź nie ma go już tu, na ziemi). Rzeczy te zatem są dla mnie symbolem - przypominają mi, iż więź z tym kimś jest nadal we mnie żywa; nadal trwa.

Jeśli teraz przychodzi ktoś z zewnątrz i - mając świadomość, bądź jej nie mając - niszczy te rzeczy, to czy niszczy samą więź? Czy moja więź z kimś, kto odszedł, naprawdę była tak słaba, aby ktoś - nawet w imię artystycznej wolności - był w stanie jednym, prostym ruchem, ją unicestwić? Czy ten jego ruch spowoduje, że zapomnę, jak ten kogo kocham wygląda, co mówił? Czy przestanę go kochać? Wydaje się, że zarówno osoby, których uczucia religijne zostały znieważone, jak i sami artyści, takich pytań sobie nie zadali.

Chrześcijaństwo mówi, że Bóg jest Osobą. Znaczy to, że nasz stosunek do Boga winien mieć charakter osobowy; winien znaczyć personalną z Nim więź. Na ile jednak ta więź jest silna, to kwestia indywidualna. Ze względu jednak na to, że chodzi tu o Boga - a zatem Kogoś, kto w życiu człowieka religijnego winien odgrywać rolę kluczową - także i symbole mają inną wartość. Odsyłają bowiem nie tylko do pewnych wydarzeń historycznych, ale uświadamiają wiernym, iż poprzez wiarę, mają w tych wydarzeniach pośredni udział.

Emocjonalne zatem podejście do tychże symboli, jeszcze się wzmacnia. Czy jednakże mój udział w tych wydarzeniach poprzez wiarę legnie w gruzach, kiedy ktoś owe symbole zniszczy? Czy jeśli ktoś wyrywa kartki z Biblii, mówiące o tym, że Chrystus mnie zbawił, oznacza to, że samo zbawienie przestało mieć dla mnie znaczenie? Lub - co więcej - że zbawienie się nie dokonało?

Pan Darski czyniąc ten gest - świadomie, bądź nie - uderzył w bardzo czułe struny ludzi religijnych. I to nawet nie dlatego, że obraził ich uczucia, ale dlatego, że - przynajmniej ja to tak rozumiem - kazał się zastanowić nad siłą wiary. Czy rzeczywiście sprowadza się ona jedynie do emocji czy uczuć?

Bez wątpienia nie wolno niszczyć religijnych symboli, ale nie tylko dlatego, że obraża się uczucia religijne, lecz dlatego, że dają one do myślenia; są pewną wartością. I artyści są chyba jednak tego świadomi, kiedy mówią, iż ich zamiarem nie było obrażanie kogokolwiek. Niszcząc jednak pewną symbolikę sprawiają tym ludziom przykrość, powodują ból - jak w przypadku podarcia zdjęcia Kogoś, kogo się kocha. Lecz czy powoduje to, że tego Kogoś od razu przestaje się kochać? Na to pytanie osoby religijne muszą sobie same odpowiedzieć.

Autor jest absolwentem studiów doktoranckich Wydziału Filozoficznego jednej z katolickich uczelni. Przez wiele lat był fanem muzyki heavy-metalowej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 4
  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':