http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czarne chmury nad Napieralskim

Agnieszka Kublik
2009-10-16, ostatnia aktualizacja 2009-10-16 10:50

Grzegorz Napieralski
Grzegorz Napieralski
Fot. Sławomir Kamiński / AG

Za deal z PiS w sprawie TVP. - Daliśmy się wziąć na przystawkę i zostaliśmy błyskawicznie skonsumowani - mówią jego koledzy.

Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski
Fot. Wojciech Olkuśnik / Dominik Sadowski / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl





Miało być tak, że PiS i lewica mniej więcej po połowie dzielą się wpływami w TVP i Polskim Radiu. Telewizję już podzielono, a PiS umowy nie dotrzymał. Wziął niemal wszystko: kontroluje informację, publicystykę w "Jedynce", "Dwójce" i TVP Info. Na Woronicza wracają m.in. Anita Gargas, Dorota Macieja, Patrycja Kotecka (być może zostanie doradcą nowego prezesa Bogusława Szwedy).

SLD musi się zadowolić fotelem dyrektora "Dwójki" dla Rafała Rastawickiego (współpracownik b. szefa TVP Roberta Kwiatkowskiego). Ale i tam króluje prawicowa publicystyka, programy m.in. Jana Pospieszalskiego, Wojciecha Cejrowskiego, Tomasza Terlikowskiego. Rastawicki nie może ich programów przesunąć czy zdjąć, może je tylko oglądać. Bo umowy podpisano na co najmniej jedną ramówkę, a tej nie da się szybko zmienić.

- Gdyby nie wybuchła sprawa hazardowa, to w ostatnią sobotę na posiedzeniu rady krajowej Sojuszu nasza porażka w TVP byłaby tematem numer 1 - mówi nam jeden z liderów lewicy.

W partii słychać głosy, że nawet najbardziej lojalni ludzie Grzegorza Napieralskiego uważają, że to kompromitacja. - I to podwójna - podkreśla poseł SLD. - Po pierwsze, zawarliśmy koalicję z ideowym wrogiem, z partią Kaczyńskich. Po drugie, daliśmy się im ograć.

Jak doszło do medialnej koalicji SLD z PiS? - Napieralski za namowami Włodka Czarzastego i Roberta Kwiatkowskiego chciał uwalić ustawę medialną, żeby potem razem z PiS przejąć telewizję. Inaczej ani Czarzasty, ani Kwiatkowski nie mieliby szans na powrót na Woronicza. A oni są dla Napieralskiego guru w sprawie mediów, jest nimi oczarowany - mówi partyjny kolega Napieralskiego.



Dlatego Sojusz poparł prezydenckie weto do ustawy medialnej i razem z PiS wybrał w KRRiT nowe rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia. Podzielili się miejscami po połowie. Na tym skończył się "sprawiedliwy" podział łupów.

- PiS zrobił z nas trampolinę do powrotu na Woronicza - denerwuje się inny poseł Sojuszu. - Wracają najbardziej zagorzali pisowcy z ekipy Wildsteina i Urbańskiego. Niech się teraz z tej kompromitacji Napieralski tłumaczy!

Napieralski tłumaczyć się nie chce. Koalicji z PiS się wypiera. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na SMS-y.

Zapytaliśmy posła Sojuszu: - Czarzasty i Kwiatkowski są chyba za sprytni, by tak dać się ograć PiS?

On na to: - A dlaczego uważa pani, że dali się ograć? Bo wróciła Gargas, Macieja, Kotecka? A co ich to obchodzi? Tam nie ma żadnej wizji, tylko samo cwaniactwo. Tu nie chodzi o lewicowe idee, ale o biznes. I parę biznesów w telewizji zrobią. Może nie od razu, ale za parę miesięcy coś tam wyprodukują i kasa będzie.

Kwiatkowski w ogóle nie chce rozmawiać o telewizji.

Czy medialna porażka Napieralskiego może zagrozić jego pozycji w klubie parlamentarnym? W samej partii? Nasi rozmówcy są zgodni: teraz nie, ale zbierają się nad nim czarne chmury, proces erozji jego przywództwa już się zaczął, zatrzymać go będzie trudno, właściwie to nawet niemożliwe.

TVP politycznie będzie teraz skoncentrowana na wyborach: samorządowych, prezydenckich i parlamentarnych. - PiS gra o życie. Jeśli znów przegra, może tego nie przetrzymać. Będzie więc walić przede wszystkim w rząd, w Platformę. Ale i w nas - prorokuje jeden z liderów Sojuszu. - Platformę może to osłabić, ale nas zmieść ze sceny! Prędzej czy później ludzie w Sojuszu zorientują się, do czego doprowadziły nas gry Napieralskiego, i wtedy powiedzą mu: dość!

Poseł Bogusław Wontor, członek zarządu partii, lider lubuskiego SLD, mówi wprost: - Zarząd partii nie dał panu Napieralskiemu żadnych pełnomocnictw, by zawierać sojusz z PiS. Jeśli taki sojusz zawarł, to na własną rękę, jako osoba prywatna, bez wiedzy i zgody zarządu. A jeśli ktoś robi coś za plecami partii, to nie ma na to zgody i będzie z partii wyrzucony.

"Gazeta": Nawet jeśli to jest przewodniczący?

Wontor: Jeśli ktoś kugluje, to powinien odejść z partii.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    99 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':