Kilka dni temu mazowiecki radny Marian Brudzyński wystąpił z ostrą krytyką terminu koncertu Madonny. Występ amerykańskiej artystki wypada 15 sierpnia, czyli w ważnym dla katolików dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Według polityka artystka specjalnie wybrała ten dzień, by wywołać skandal. Podobne protesty miały ostatnio miejsce w Krakowie. Tam z kolei kilkadziesiąt osób protestowało przeciw festiwalowi Selector, który odbywał się w miejscu, gdzie trzydzieści lat temu
Jan Paweł II odprawił mszę.
Tak naprawdę protesty te można potraktować w kategoriach folkloru politycznego, zwłaszcza kiedy przeciwni koncertom posługują się nie najmądrzejszymi argumentami - „Festiwal muzyki »techno «, często o podłożu satanistycznym” (to o Selectorze) czy straszenie prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz suspensą (czyli wysłaniem wiernego poza wspólnotę), o ile nie wycofa „poparcia dla koncertu piosenkarki skandalistki o wizerunku obrazoburczej Madonny”. Jeśli tak sformułowane apele osiągają jakikolwiek skutek, to jest on odwrotny do zamierzonego, bilety lepiej się sprzedają, rośnie zainteresowanie samymi koncertami.
W Krakowie nie doszło do żadnej profanacji, a młodzież się wyskakała i wybawiła. Ekstrawaganckie, niekiedy graniczące z kiczem pomysły sceniczne Madonny to nic innego jak spektakl, show, który mało kto traktuje inaczej niż jak rozrywkę.