http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Skrawek nieba

Jacek Hugo-Bader
2008-08-26, ostatnia aktualizacja 2008-08-26 14:03

Za pierwszym razem Chrystus jeździł na osiołku, jadł ryby, pił wino i żył w czystości. Teraz woli skuter śnieżny Yamahy, jest wegetarianinem, abstynentem, a jego żona znowu jest w ciąży. Ta druga

Siergiej Anatolijewicz Torop. Do 1991 r. były milicjant, malarz samouk
Fot. Maciej Skawiński
Siergiej Anatolijewicz Torop. Do 1991 r. były milicjant, malarz samouk
ZOBACZ TAKŻE

Czytaj także poprzednie części cyklu:

Egzamin na świra - rusko-polski słownik slangu

Psy Moskwy - wódka od mrozu była tak gęsta...

Maską w stronę wiatru - modliłem się żeby nie spotkać bandytów



Nie uwierzycie! Tu nawet psy są wegetarianami! I co? Są łagodne jak kociaki. To jedyne miejsce w Rosji (ze stolicą włącznie), w którym spokojnie chodzę po ulicy i nie sprawdzam co krok, czy za plecami nie czai się jakaś bestia.

Jestem z wizytą u Chrystusa. Z sześciu żyjących obecnie na ziemi trzech mieszka w Rosji. Jeden jeszcze się nie objawił, ale już ma wyznawców. Drugi nazywa się Grigorij Grabowoj i siedzi w więzieniu, bo od rodziców dzieci zamordowanych przez terrorystów w Biesłanie brał pieniądze za ich wskrzeszenie. Trzeci to Siergiej Anatolijewicz Torop, były milicjant, malarz samouk, przez wyznawców nazywany Wissarionem, co znaczy - Dający Życie. Częściej jednak nazywają go Nauczycielem.

Nauczyciel instruuje wiernych, jak dogodzić mężczyźnie w łóżku, a jak przy stole, ile mieć dzieci i jak je wychowywać, co jeść, jak gotować wodę na herbatę, na kogo głosować w wyborach i gdzie się wysikać - to znaczy, gdzie nie wolno.

Najchętniej posługuje się internetem, gdzie na bieżąco tworzony jest "Ostatni Testament", ogromna, aktualnie ośmiotomowa księga, w której Wadim Retkin, były muzyk rockowy, a teraz nadworny ewangelista Wissariona, spisuje jego życie i słowa. Dzieło bardzo precyzyjnie reguluje życie wyznawców, a to już prawie sto tysięcy ludzi na całym świecie.

W radzieckich czasach Rosjanie przywykli do zakazów, więc Nauczyciel mógł zaserwować im aż 61 przykazań. To twórcze rozwinięcie, uszczegółowienie tych dziesięciu, które ludzkość dostała od Boga na górze Synaj. Ot, choćby zakaz obrażania się, plotkowania czy jedzenia mięsa, obowiązujący nawet zwierzęta - bez wątpienia mieści się w Mojżeszowym "Nie zabijaj".

Ale nie tylko z tego powodu są wegetarianami. W każdej komórce zabijanego zwierzęcia kodowany jest strach. Tak mówi Nauczyciel. Potem człowiek to zjada - przyjmuje złą energię, napełnia się przerażeniem, paniką, śmiercią.

To najszczęśliwsze miejsce, na które trafiłem podczas mojej kilkumiesięcznej samochodowej podróży z Moskwy do Władywostoku. Tu ludzie nawet obcego pozdrawiają na ulicy, zagadują, pytają z uśmiechem, w czym mogą pomóc, a w drzwiach swoich domów nie mają zamków. Wszyscy, nawet z dziećmi, są po imieniu. Podobno 65 procent dorosłych osób ma wyższe wykształcenie. Mówią wolno, cicho, nigdy się nie śpieszą, nie przeklinają, nie piją i nie palą. Mają największy w Rosji przyrost naturalny, nigdy nie biją dzieci i nawet nie chorują. Mężczyźni noszą brody, długie włosy i nie oglądają telewizji. Kompletnie nie obchodzi ich polityka, a wychodki mają czyste i wygodne, bo siadane, a nie kucane, jak niemal w całej Rosji.

Wędrowałem śladami książki "Reportaż z XXI wieku" napisanej w 1957 roku. Opowiada ona, jak będzie wyglądał Związek Radziecki za 50 lat, to znaczy w 2007 roku, pod koniec którego dotarłem do wyznawców Wissariona. Autorzy ani razu nie użyli słów Bóg, modlitwa, religia, bo przecież miało jej nie być. Włodzimierz Lenin, twórca Kraju Rad, powtarza za Karolem Marksem, że religia to opium dla ludu, rodzaj duchowej gorzałki, a więc ma zniknąć, ale to Związek Radziecki zniknął, a w miejscu, gdzie był, poza wszystkimi światowymi Kościołami działa ponad 80 wielkich sekt mających około 800 tysięcy wyznawców.

I. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną

- To było jak uderzenie pioruna - mówi Galina Oszczepkow, specjalistka medycyny naturalnej z białoruskiego Mozyra. - Poznałam, że to on, jak tylko zobaczyłam go na kasecie wideo. Serce łomocze, radość i łzy jednocześnie. Jeszcze twarzy nie widziałam, tylko nogi, a już byłam pewna. Znowu na ziemi! Idzie po trawie, a jakby płynął w powietrzu. Pytam siebie, czy to taka sztuczka telewizyjna, ale nie, bo patrzę na jego stopy, a one nawet jednego źdźbła nie łamią. Cud. A więc to on! Chrystus. Mesjasz. Zbawiciel. Człowiek od Boga idący.

Podpułkownik Władymir Fiodorowicz, naczelnik wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Republiki Chakasji, uwierzył na zebraniu klubu miłośników parapsychologii i zjawisk paranormalnych.

Grisza Gulajew nawrócił się w karnej kolonii dla recydywistów i więźniów niebezpiecznych pod Angarskiem. To było na początku trzeciego, dziewięcioletniego wyroku, który dostał za ciężkie pobicie z uszkodzeniem ciała.

- To Pan podesłał mi Sławę - mówi Grisza. - Na piętrowej pryczy położyli go nade mną. Dostał osiem lat za narkotyki, a kiedy milicja zabierała go z domu, żona wrzuciła mu do worka jakąś książkę. To był "Ostatni Testament". Przeczytałem z nudów. Potem jeszcze trzy razy i uwierzyłem. Wpadłem w dziwny stan nieustannej modlitwy, pościłem, rzuciłem palenie i picie herbaty. Patrzyli na mnie jak na wariata. Wrogo nawet, a to kolonia o zaostrzonym reżimie, dwa tysiące chłopa, groźnych bandziorów. Nie było miesiąca, żeby tam kogo nie ubili, a ja byłem największym dziwolągiem.

Igorowi z Ałma Aty Pan w ostatniej chwili podesłał sąsiada. Mężczyzna dał mu kasetę audio i powiedział, że to Wissarion - drugie wcielenie Chrystusa.

- Pół godziny słuchałem i wiedziałem, że muszę do niego jechać. Tego dnia już nie wziąłem mojej codziennej działki heroiny. Zniknął strach i głody, nawet mięso przestałem jeść od razu. A przecież jeszcze ostatniej nocy myślałem o samobójstwie.

Igor poszedł do pracy, a kiedy spłacił wszystkie długi, ruszył na Syberię, gdzie żyli inni wyznawcy.

Misza Orłow jest z Podolska pod Moskwą. To taki rosyjski Wołomin, tylko że nasza mafia przy podolskich grupirowkach to mazgaje i ciepłe kluchy. Misza był szefem jednej z nich. Miał 25 lat, kiedy w grudniu 1996 roku odbierał od właściciela wydawnictwa specjalizującego się w literaturze religijnej comiesięczny haracz. Na biurku wydawcy leżało zdjęcie anielsko uśmiechniętego brodatego mężczyzny o niebieskich oczach i włosach do ramion. Misza zapytał: kto to jest? Usłyszał, że car carów.

- Tak mnie to walnęło - mówi Misza - że nie wziąłem pieniędzy, tylko to zdjęcie, a następnego dnia byłem w samolocie na Syberię. Spotkałem Nauczyciela. Dwie godziny rozmawialiśmy o sztuce, o życiu w zgodzie z przyrodą, dlaczego bez pieniędzy ludzie są szczęśliwsi... Wróciłem do domu i powiedziałem żonie, że wyjeżdżam z Moskwy, żeby żyć koło Chrystusa. Rozdałem wszystko, co miałem.

- Co na to żona gangstera?

Źródło: Duży Format
  • 82 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':