Ciekawy eksperyment przeprowadzili psychologowie z Ohio State University. Uczestnikom badania zakomunikowano, że nie mają czasu na przeczytanie wszystkich artykułów - muszą wybrać te, które wydają się im najbardziej interesujące. Komputery potajemnie rejestrowały, które artykuły badani wybrali oraz ile czasu spędzili nad każdym z nich. Naukowcy mają teraz pewność:
zwracamy uwagę wyłącznie na te wiadomości w mediach, z którymi się zgadzamy.Kto chce się dowiedzieć więcej, może sięgnąć do dzisiejszej "Gazety Wyborczej", do tekstu
"Wierzymy w to, w co chcemy wierzyć".
Nie mogę się oprzeć. Czy mieszczę się w średniej? Jakie teksty wybieram? Czy potwierdzam regułę? Sprawdzam!
Przede mną stosik środowych gazet. Daję sobie 60 minut (bo czytam wolno). Czas, start!
W "Gazecie Wyborczej"
przyciąga mnie Seweryn Blumsztajn. W sprawie Romana Polańskiego apeluje o pokorę wobec talentu. Pisze: "Wszyscy są równi wobec prawa, ale niektórym Pan Bóg dał niezwykły talent i wolę. Tacy są równiejsi. Ludzie tak wybitni jak Roman Polański stanowią nasze dobro narodowe. Wszyscy się grzejemy w świetle ich dokonań. Chełpimy się nimi. Nie mamy też ich zbyt wielu. Ilu się w Polsce rodzi takich jak Polański? Nie dziwię się więc i nie oburzam, że dla polskiego rządu Polański to obywatel specjalnej troski".
Nie, nie zgadzam się z Blumsztajnem. Dlaczego mnie więc przyciągnął?
Na stronach sportowych
"Gazeta" informuje, że Fernando Alonso będzie zarabiał w Ferrari aż 25 mln euro rocznie. I to w czasach, gdy Formuła 1 walczy z kryzysem. 25 milionów euro rocznie. Wyobrażacie sobie? Nie, z tym to już na pewno nie mogę się zgodzić!
W "Dzienniku. Gazecie Prawnej" jak magnes przyciągnął mnie Eugeniusz Kłopotek z PSL-u. Zadowolony, że rolnicy dostaną w przyszłym roku takie same dopłaty jak ich koledzy w krajach tzw. starej Unii. Ale widzi też rafę - sposób przeliczania dopłat na złotówki po kursie z września poprzedniego roku. "Bo jak przychodzi dany rok, to okazuje się, że z powodu niekorzystnego kursu rolnik dostaje w plecy" - mówi Kłopotek. Dlatego poseł postuluje: rolnicy powinni otrzymywać dopłaty w euro.
Oooo nie! Na pewno nie. Ja też bym chciał dostawać pensję w euro, a nie mogę.
W "Rzeczpospolitej"
zatrzymałem się na krótko przy informacji, że posłowie PiS-u nie chcą pukać do drzwi wyborców, choć zaleca im to prezes Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem kontakty parlamentarzystów tej partii w obywatelami mają być intensywniejsze, bardziej osobiste i częstsze. Nowe obowiązki mają być ewidencjonowane w specjalnej karcie posła. Prezes sugeruje, że w przededniu trzech kampanii wyborczych warto wrócić do metody "door to door". Na szczęście rzadko bywam w domu.
Na dłużej zaś
zatrzymałem się na 12 stronie "Rzeczpospolitej". To historia, która pokazuje, skąd tak poważna stacja jak BBC - wzór wszelakich cnót dziennikarskich - czerpie swoje informacje. Zaczęło się od tego, że na kongresie Partii Pracy minister mieszkalnictwa Ian Austin dopadł znanego dziennikarza BBC Andrew Marra i publicznie go zbeształ. Poszło o to, że Marr podczas wywiadu zapytał premiera Gordona Browna czy bierze środki przeciwbólowe i pigułki. W sytuacji gdy Partia Pracy może liczyć tylko na 24 proc. poparcia, sugestia, że z premierem jest coś nie tak, ma ogromne znaczenie. Skąd Marr wiedział, że premier bierze pigułki? Dowiedział się z artykułu Matthew Normana w "The Independent". Norman napisał: "wysocy urzędnicy zauważyli, że Brown otrzymał listę rzeczy, których absolutnie musi unikać, a wśród nich są Chianti i ser". Następnie powiązał tę dietę z lekami antydepresyjnymi, wskazując jasno czytelnikom na co cierpi Brown. Najciekawsze jednak, że to nie Norman był pierwszym źródłem informacji, a niejaki John Ward, 61-letni emeryt, mieszkający na południu Francji. Na jakimś przyjęciu usłyszał, że dietetyk zabronił Brownowi jedzenia sera i salami oraz picia Chianti. Ward przypomniał sobie, że jemu też lekarz zabronił spożywania sera, salami i wina, gdy zaczął brać środki antydepresyjne. I swoje podejrzenia opisał na blogu.
Czy można przejść obojętnie wobec faktu, że najlepsi dziennikarze karmią nas informacjami z mało wiarygodnych blogów? Oczywiście, że nie można.
W "Polsce. Dzienniku Zachodnim"
uwagę przyciąga wiadomość, z którą naprawdę trudno się zgodzić. W porównaniu z 2006 rokiem płace lekarzy w Polsce wzrosły od 50 do nawet 120 proc. Najlepiej zarabiający w województwie śląskim ordynator dostaje co miesiąc 29 tys. zł. Krajowy rekordzista na tym stanowisku zarabia ponad 40 tys. zł. A co na to związkowcy? - Nie zrezygnujemy z działań na rzecz poprawy wynagrodzeń lekarskich za jeden etat, aby uwolnić lekarzy od przymusu dorabiania podczas nadmiernej ilości dyżurów i na dodatkowych etatach - zapowiadają.
Już myślałem, że zgodzę się ze wszystkim, co napisali dziennikarze katowickiego wydania "Gazety Wyborczej". Ale nie. W raporcie o śląskich wróżkach wiele niezwykłych informacji. Czy wiecie, że popularna wróżka za półgodzinny seans kasuje nawet 150 zł? To tyle, co prywatna wizyta u specjalisty! Czemu się dziwić, skoro na gazetowym forum jednym z najdłuższych wątków jest ten, na którym internauci wpisują opinie o wróżkach. Wpisów jest więcej niż na wątku poświęconym polecanym lekarzom.
Wróżkom mówię nie.
Wynik eksperymentu: przyciągnęły mnie teksty, z którymi się nie zgadzam. O, cholera. Znów odbiegam od normy.