Filozofowie próbują dociec na czym polega nasza relacja ze śmiercią. "Zderzamy się z nią jako z czymś niewytłumaczalnym, niedającym się rozjaśnić, a więc niemal absurdalnym, skandalicznym, obnażającym bezsens bycia. Jaki bowiem sens może mieć bycie dane nam i zabierane bez naszej woli?" -
pyta na stronach "Gazety Wyborczej" prof. Barbara Skarga, niezwykła osoba, która odeszła od nas wczoraj.
Podobne pytania, tylko nieco inaczej, zadawały sobie rodziny górników pod bramą kopalni "Wujek-Śląsk" w Rudzie Śląskiej.
- Mój syn Łucjan został tam, na dole - denerwował się emerytowany górnik Werner Maniura. - Widział go kolega, jest ciężko poparzony i będą go zabierać do szpitala.
Maniura zna wszystkich w tej kopalni. Znika na chwilę, a potem pojawia się znowu. Zmieniony, lodowaty, z wiadomością, która zmienia wszystko: - Mój syn nie żyje.
Dlaczego on?
Marek Krzak wie, że gdyby nie przypadek, dzisiaj mógłby nie żyć. Miał na drugą zmianę. - Kolega, który pracował rano, zginął. To była nasza ostatnia dniówka na tej kopalni, bo przenosimy się na inną.
Dlaczego on? Wczoraj był, dzisiaj go nie ma.
Mariusz Jankowski pracował w innym chodniku. Przeżył. Ale kolega, który rano podwiózł go samochodem nie miał tyle szczęścia.
Dlaczego on?
Prof. Skarga: "Śmierć, która wkracza w nasze światy codziennie, pozostaje nie do pojęcia. Im więcej myślimy o niej, tym silniej umacnia się poczucie bezsensu, bezsensu bycia, które zostało dane, ale się zawsze kończy. To ona przerywa tok działań i dni, nie pozwala na realizację takich lub innych zamierzeń, istniejących jeszcze możliwości".
Kobiety pod bramą kopalni wypatrują mężów. Ściskają w dłoniach telefony komórkowe. Barbara Hodyk z Chorzowa już szczęśliwa. - Zadzwonił. Powiedział, że żyje. Jest teraz w łaźni, myje się. Podobno nic mu się nie stało, ale uwierzę dopiero jak wyjdzie i go zobaczę.
Obok inna kobieta, płacze: - Nie powiedziałam mu, że go kocham.
Ilu jeszcze słów nie zdążyliśmy wypowiedzieć? Czy byłoby inaczej, gdybyśmy wiedzieli? Znali datę i okoliczności?
Prof. Skarga miała sny: "Śniło mi się, że umarłam, a wokół było pełno kadzi z czekoladą. Boże, dlaczego akurat czekolada!? Nie znoszę czekolady. Whisky to co innego, ale czekolada? A teraz, w tym raju, mam całe kadzie czekolady!? Nie chcę do raju. A może tak wyglądać będzie moje piekło?".
Czy górnicy też mieli sny? Tego nie wiemy. W piątek do katowickiej redakcji "Gazety" dzwonili ich koledzy. - Przeczuwaliśmy, że coś się stanie. Coś nie tak było z czujnikami metanu. To była tylko kwestia czasu, wszyscy o tym mówili. Ale człowiek nie wie, kiedy coś wybuchnie. Jakby wiedział, to by nie poszedł. No to żeśmy szli.
Prof. Skarga: "Umarły najczęściej zostawia po sobie trochę wspomnień u najbliższych, wspomnień zacierających się szybko, choć w człowieku na ogół tkwi pragnienie przekazania czegoś po sobie. Chciałby w ten sposób przedłużyć swoje bycie i - co najważniejsze - nadać mu sens".
Nie wiemy jeszcze kim byli górnicy, którzy zginęli pod ziemią. Wynosiliśmy naszych kolegów. Jednych już martwych, innych ciężko rannych. Byli tak poparzeni, że skóra zostawała nam na rękach - mówi w "Polsce. Dzienniku Zachodnim" górnik strzałowy. Nie można podać nazwisk tych, co zginęli. W niektórych przypadkach potrzebne będą badania DNA.
Prof. Skarga: "Śmierć przecina wszystko".
A wszystko inne staje się nieważne.
W "Polsce"
Jarosław Kaczyński wyjawia, że wstydzi się za Tuska, "bo to on stoi za zakwestionowaniem słowa ludobójstwo w sejmowej uchwale", itd., itp.