To był tydzień generała Waldemara Skrzypczaka i inwestorów z Kataru. Nie było dnia w gazetach bez nowych informacji na ten temat. W końcu Skrzypczak, jak na generała przystało odszedł z wielkim hukiem, a tajemniczy inwestor katarski zamienił się miejscami z innym katarskim inwestorem i nadal wiemy tyle samo.
Skrzypczaka ciągle pełno w dzisiejszej prasie, choć już nie na pierwszych stronach. Wyjątkiem jest dziennik Polska, który na "jedynce" snuje rozważania kto w wojsku lubi, a kto nie lubi generała. Ale ta sama gazeta w środku numeru przytacza wywiad z Romanem Giertychem, byłym wicepremierem, dziś adwokatem, który tak podsumowuje obie afery:
"Kogo poza stoczniowcami w gruncie rzeczy obchodzą stocznie czy poza żołnierzami problemy w armii. Zresztą o tym, co się dzieje w sierpniu czy lipcu nikt nie pamięta. Można wtedy zrobić każdą głupotę"
No cóż, śmiała teza. Ciekawe, co na to prokuratura, która w lipcu 2007 r zorganizowała słynną konferencję multimedialną by nas przekonać o powiązaniach Janusza Kaczmarka i Ryszarda Krauzego z aferą gruntową.
Tymczasem im bliżej 1 września tym więcej w prasie o II wojnie światowej. Po tym jak w piątek Gazeta Wyborcza opublikowała na pierwszej stronie list 140 niemieckich intelektualistów, którzy oskarżają o wybuch wojny po równo Hitlera ze Stalinem, dziś inne gazety poszły tym śladem.
Piotr Semka pisze w Rzeczpospolitej: "Ludzie sumienia zza Odry, przypominają, że to co się skończyło w 1989 roku, miało swój ponury początek w roku 1939: w pakcie Ribbentrop-Mołotow i agresji Niemiec oraz ZSRR na Polskę. To ważny głos. Zwłaszcza, że dzisiejsza Rosja robi wiele, by zamazać związek między paktem, który połączył czerwonego i brunatnego satrapę, a wybuchem II wojny".
A "Dziennik" dorzuca swoje:
Rosjanie nie poczuwają się do winy za wybuch wojny. Ich zdaniem zestawianie nazizmu i komunizmu jest próbą "falszowania historii, w czym celują zwłaszcza Polska i kraje bałtyckie". Cytowany przez Dziennik historyk rosyjski Paweł Danilin przekonuje, że "Polacy powinni mieć we krwi nienawiść do hitlerowców, bo wiedzą co znaczyły ich rządy. Przecież panowanie komunizmu było czymś zupełnie innym".
A Janusz Rolicki były naczelny Trybuny, dziś publicysta Faktu przedstawia własną interpretację wybuchu wojny:
"Pan Putin zapomniał, że w domu powieszonego nie mówi się o sznurze. A rolę sznura pełni obwinianie Polski przez rosyjskich historyków o spowodowanie wybuchu II wojny światowej. Naprawdę było odwrotnie. Zanim doszło do rozbioru Polski, Hitler po Monachium nakłaniał Polskę do wspólnej wyprawy na ZSRR."
Jednym słowem to my mieliśmy razem z Hitlerem najechać na Moskwę, ale nie chcieliśmy, więc wódz Rzeszy zaproponował sojusz Stalinowi.
Oj, chyba szybko nie doczekamy się listu 140 rosyjskich intelektualistów potępiających pakt Ribbetrop-Mołotow.