To bardzo ważny i mądry tekst, który stawia pytanie o to, czego spodziewamy się po obchodach 70. rocznicy września 1939 roku.
Na Westerplatte przyjadą politycy z 22 krajów, w tym kanclerz Angela Merkel i premier Rosji Władimir Putin. Zadaniem historyków jest poszukiwanie prawdy dziejowej, zaś obowiązkiem polityków jest rozwiązywanie aktualnych problemów. Jedni i drudzy nie powinni się wyręczać - pisze. Źle byłoby, gdyby rocznica posłużyła tylko do narodowych konfrontacji cierpień i ofiar - dodaje.
Jej zdaniem dobrze by było, gdyby premier wspomniał, jak wielkie ofiary i cierpienia musiała znieść ludność Związku Radzieckiego i jak wielki był wkład tego państwa w pokonanie hitlerowskich Niemiec. Twierdzi też, że warto przypomnieć, że współczesne demokratyczne Niemcy dokonały wielkiego edukacyjnego wysiłku na rzecz zrozumienia i upamiętnienia zbrodni III Rzeszy. Warto przy tej okazji zastanowić się, w jakim celu wspominamy przeszłość; nie po to, by antagonizować państwa i narody, lecz po to, by uczyć się mądrej koegzystencji - pisze profesor. Znów zgoda, ale ostatnie lata pokazały, że wobec politycznych przeciwników nie ma lepszego cepa niż historia. Dlatego przypuszczam, że 2 września głównym punktem dyskusji będzie to, czy Tusk podczas uroczystości zachował się dostatecznie „twardo” wobec Merkel i Putina. Och, jak bardzo chciałbym się mylić.