Miła 18 - warszawska Masada

Elżbieta Chlebowska, Hanna Szmalenberg
07.05.2008 , aktualizacja: 07.05.2008 22:00
A A A Drukuj
Kamień upamiętniający żydowskich bojowców - są na nim wyryte nazwiska wszystkich, którzy zginęli w bunkrze przy Miłej 18

Kamień upamiętniający żydowskich bojowców - są na nim wyryte nazwiska wszystkich, którzy zginęli w bunkrze przy Miłej 18 (Fot. Bartosz Bobkowski / AG)

Niewielkie wzgórze zwane potocznie kopcem Anielewicza jest w rzeczywistości usypanym z ruin grobowcem, miejscem śmierci ponad stu osób.
W 1946 r. właśnie tutaj, nad bunkrem przy Miłej 18, gdzie w czasie powstania mieściła się główna komenda Żydowskiej Organizacji Bojowej, ustawiono głaz z napisem upamiętniającym powstańców. W 2006 r. na placyku przed kopcem umieszczono kamień z listą tych, którzy zginęli, i tekstem w trzech językach: polskim, jidysz i angielskim. Po 65 latach zatarło się już w ludzkiej pamięci rzeczywiste znaczenie tego miejsca, a nazwiska młodych żydowskich bojowców znane są jedynie nielicznym historykom. Jest to miejsce nieistniejące w świadomości warszawiaków, nieuhonorowane odpowiednio do swojej rangi - masowego grobu, warszawskiej Masady.



* * *



Przed wojną Miła znajdowała się w centrum dzielnicy żydowskiej. Wąska i ruchliwa, wypełniona gwarnym tłumem. Nawet zdjęcia z okresu wojny pokazują ulicę tętniącą życiem. Obecna Miła przebiega po swoim przedwojennym śladzie.

Kamienica przy Miłej 18 miała trzy piętra i nie należała do najwyższych. Sąsiedni budynek został zburzony w czasie bombardowań Warszawy we wrześniu 1939 r. Ruiny umożliwiały prowadzenie potajemnych prac przy budowie bunkra. Bliskość ulicy Muranowskiej i wspólne podwórza pozwoliły na połączenie piwnic i wykorzystanie sieci kanalizacyjnej dla rozbudowania bunkra i wykonania kilku dogodnych wyjść. Powstał zapewne kilka miesięcy przed powstaniem w getcie.

Takich schronów były tam setki. Barbara Engelking i Jacek Leociak piszą, że bunkry zaczęto budować spontanicznie jesienią 1942 r. „Nie były to już prowizoryczne skrytki, które ratowały ludzi w okresie akcji wysiedleńczej. Teraz budowano w piwnicach domów, pod piwnicami, oficynami lub podwórzami projektowane nieraz przez architektów kryjówki i podziemne bunkry, z dostępem do wody, elektryczności, a czasem i telefonu, z wentylacją oraz zapasami żywności - tak by można w nich było spędzić miesiące. Mieszkańcy getta, wiedząc, że front wschodni posuwa się w kierunku Warszawy, myśleli, że może uda im się przetrwać do nadejścia Rosjan. ( ) Po styczniu 1943 r. budowanie bunkrów stało się zajęciem powszechnym. »W nocy rozlegał się w getcie zgrzyt pił, stuk młotków, uderzenia kilofów; Żydzi wykuwali sobie drugie, podziemne getto «” (Barbara Engelking, Jacek Leociak, „Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście”, Warszawa 2001).



* * *



Dzięki dwóm relacjom możemy zobaczyć bunkier przy Miłej 18 od środka, jeszcze przed unicestwieniem. „Bunkier na Miłej należał do zorganizowanej szajki złodziei żydowskich, którzy połączyli szereg piwnic i przygotowali na czarną godzinę schron dla swych rodzin i przyjaciół. Schron ten był dobrze wyposażony w żywność, a nawet w broń. Była elektryczność, kuchnie i umeblowane pokoje dla przywódców szajki. Szmul Iser, który stał na czele tego „związku zawodowego”, zgodził się na umieszczenie w bunkrze komendy ŻOB-u i wszystkich bojowników, których mieszkania posterunkowe zostały spalone. Weszliśmy na stos gruzów, który leżał między sterczącymi ścianami spalonych domów. Tu zatrzymaliśmy się na chwilę, a potem jeden za drugim wciągaliśmy się do wąskiego otworu wejściowego do bunkra. Zeszliśmy schodkami, czy drabiną, i już byliśmy w pokoju straży bunkrowej. Zaprowadzili nas do pokoju zwanego »betonowym «, który był stosunkowo najlepszy i został oddany do dyspozycji ŻOB-u. Tu odbywały się czasem narady komendy. ( )

Największy pokój, zwany »getto «, pełen był dorosłych i dzieci. Nie było w nim łóżek, ludzie mieścili się w ciasnocie, niektórzy siedzieli pod ścianą. Pokój był słabo oświetlony światłem elektrycznym, w pobliżu ubikacja i w kolejce przed nią stało dużo osób. Były korytarze, przez które można było przejść swobodnie, a były i takie, gdzie trzeba było mocno się schylić, by przejść. Przywódcy złodziei mieli dla swoich rodzin wygodne mieszkanie, odległe od tego miejsca, ale nikt się na nich nie uskarżał” (Hela Rufeisen-Schüpper, „Pożegnanie Miłej 18”, Kraków 1996).

A tak pisze o bunkrze Cywia Lubetkin we wspomnieniu spisanym bezpośrednio po wojnie, a wiele lat później opublikowanym: „Niczym król krążył w podziemiach herszt wszystkich, Szmul Aszer, vel Szmul Iszsachar, barczysty, wysoki, tęgi mężczyzna ( ). Władał on tu wszystkim - począwszy od podziału żywności i noclegu, aż do wysyłania ludzi na ulicę »na robotę «. ( ) Odkąd oddziały bojowe weszły do bunkra, a wraz z nimi niektórzy członkowie Komendy Głównej ŻOB, zjawiały się coraz to nowe grupy. Bunkier, początkowo obliczony na kilkudziesięciu czompów [ludzi z marginesu], mieścił po krótkim czasie trzysta osób stłoczonych we wszystkich pokojach i po wszystkich kątach. Gdy przyszliśmy do bunkra, »wódz « przyjął nas bardzo przyjaźnie. On i jego koledzy odnosili się do ludzi z ŻOB z szacunkiem. Wódz mawiał: - Wszystko, co nasze, do was należy. Wszyscy jesteśmy do waszej dyspozycji. Jesteśmy silni i ręce mamy zręczne. Potrafimy wyłamywać zamki, umiemy chodzić nocami, przechodzić przez płoty i mury, znamy dobrze wszystkie drogi w getcie. Przekonacie się, że będziemy przydatni” (Cywia Lubetkin, „Zagłada i powstanie”, Warszawa 1999, ŻiH, KiW).



* * *



Ta właśnie młodzież, około stu bojowców dogorywającego powstania, znalazła się w bunkrze na Miłej 18. Mieli po dwadzieścia lat, pochodzili z różnych rodzin - religijnych i zasymilowanych, zamożnych i biednych, z małych miasteczek i ze stolicy. Niektórzy zdążyli przed wojną zrobić maturę, inni mieli tylko podstawowe wykształcenie. Niektórzy komunizowali, inni mieli socjalistyczne - bundowskie - sympatie polityczne, jeszcze inni marzyli o budowaniu Eretz Izrael w Palestynie. Spierali się o to tak gorąco, że właściciel schronu przychodził ich mitygować, mówiąc, że będą na to mieli czas po śmierci. Byli w większości wychowankami żydowskich organizacji skautowych. Łączyła ich wiara, że nawet w okupacyjnych warunkach należy dbać o wychowanie młodzieży, a także gorące pragnienie walki za wszelką cenę.

Dwudziestosześcioletni Arie (Jurek) Wilner pochodził z zamożnej rodziny. Jako dziewiętnastolatek był już jednym z głównych instruktorów warszawskiego gniazda Haszomer Hacair, lewicowego ruchu skautowego, który przygotowywał młodych ludzi do emigracji do Palestyny. Po wybuchu wojny przez kilka miesięcy ukrywał się w Wilnie. Gdy w 1942 r. wrócił do Warszawy, pełnił funkcję przedstawiciela ŻOB-u po polskiej stronie, przekazywał Komendzie Głównej AK meldunki z getta, organizował dostawy broni. W pierwszych dniach marca 1943 r. wsypała go Polka, od której miał kupić broń, został aresztowany przez gestapo i skatowany. Z alei Szucha trafił do obozu pracy w Kawęczynie, skąd wyciągnął go polski przyjaciel, harcerz z Powiśla Henryk Grabowski. Mimo namów, aby ukrył się gdzieś na wsi, wrócił do getta. Do momentu wybuchu walk pielęgnowała go Maria Rotblatowa, która wynalazła nawet lekarza, żeby zoperował ciężko pobitego Jurka. W relacjach z ostatnich chwil bojowców w bunkrze przy Miłej 18 powtarza się informacja, że to właśnie on wezwał współtowarzyszy do samobójstwa.

Matka i syn - Maria i Lutek Rotblatowie - są jak postaci wyjęte z kart Żeromskiego. Powszechnie lubiani i szanowani, oddani swoim podopiecznym z domu sierot, nadludzkim wysiłkiem wyszarpujący dla nich kolejny tydzień życia. Maria (Miriam) była kierowniczką sierocińca jeszcze przed wojną. W czasie wojny prowadziła w getcie internat dla dziewcząt. W 1942 r., w czasie wielkiej akcji wywózki do obozów zagłady, ukrywała wraz z synem 80 sierot w piwnicy na Mylnej. Lutek (Lejb) miał 24 lata. W czasie okupacji stał się jednym z przywódców Akiby, organizacji syjonistycznej, która wychowywała młodzież w tradycji żydowskiej. Był jednym z pierwszych, którzy zaczęli nawoływać do zbrojnego oporu. W czasie powstania był dowódcą grupy bojowej. W bunkrze przy Miłej 18 był z matką i kuzynką. Dolcia (nazwiska nikt nie pamięta), ciężko ranna, wyszła z bunkra, ale zginęła wkrótce w kanałach.

Członkinią Akiby była też Rywka Pasamonik, dziewczyna z biednej rodziny z Czerniakowa. W getcie zamieszkała w kibucu przy ul. Nalewki 10. Młodzież dobrowolnie "koszarowała się" w jednym miejscu, aby móc wspierać się wzajemnie, prowadzić samokształcenie i pracę wychowawczą oraz przygotowywać się do stawienia oporu zbrojnego. W bunkrze na Miłej 18 znalazła się ze swoją grupą, której dowódcą był Berl Braude.