SXSW, czyli South By Southwest, to nie tylko jedno z najważniejszych i najbardziej prestiżowych wydarzeń kulturalnych w USA
, ale też potężne, liczone w dziesiątkach milionów dolarów źródło pieniędzy dla Austin. Choć odbywa się już od prawie 25 lat, to SXSW jest tak naprawdę festiwalem z XXI wieku. Każdej wiosny do Austin przyjeżdżają tysiące fanów, by posłuchać około 2 tys. alternatywnych zespołów z całego świata, obejrzeć kilkaset filmów (w tym wiele światowych premier) i zapoznać się z najnowszymi osiągnięciami nowych mediów - internetu, elektronicznych nowinek, oprogramowania.
Kasia i Lizzy oraz kilkunastu innych przedstawicieli festiwali i agencji koncertowych z Japonii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji przyjechali do Polski na zaproszenie Instytutu Adama Mickiewicza i Shortcut.pl, by wziąć udział w Warsaw Music Week, muzycznym maratonie, który w zeszłym tygodniu odbył się w stołecznych klubach. Przede wszystkim interesowały się cyklem koncertów i spotkań "Don't Panic Were From Poland" poświęconym polskiej muzyce.
Rozmowa z Lizzy Newton i Kasią McNeilly Łukasz Kamiński: Kończący się właśnie Warsaw Music Week otrzymał finansowe wsparcie od miasta. Czy SXSW również jest dotowany przez miejskie władze? Lizzy Newton: Ściśle współpracujemy z nimi, ale wygląda to nieco inaczej niż w przypadku imprezy warszawskiej. Miasto nie pomaga nam przy wynajmowaniu klubów, nie dostajemy również żadnych dotacji. Ponieważ jednak nasz festiwal odbywa się w różnych częściach Austin nie tylko lokalach, ale też w plenerze, to władze miejskie pomagają nam przy logistyce, przy wyłączaniu z ruchu samochodowego niektórych ulic i placów.
Czyli festiwal to dobry sposób na promocję miasta? Kasia McNeilly: Władze Austin, niezależnie od opcji politycznej, uwielbiają chwalić się SXSW. Doskonale zdają sobie sprawę z wartości South By Southwest, nie tylko kulturalnej, ale i czysto materialnej. Nasz festiwal przynosi miastu najwięcej pieniędzy ze wszystkich imprez odbywających się w Austin.
L.N.: Choć pewnie spadniemy na drugie miejsce, bo w 2012 r. zawita do naszego miasta Formuła 1.
W tym roku na SXSW wystąpiło aż trzech polskich artystów: Julia Marcell, łódzki L.Stadt i warszawskie Pustki. Jak często zapraszacie zagraniczne zespoły? K.M.: Kiedy tylko możemy. Nie tylko przeczesujemy internet w poszukiwaniu ciekawych grup, ale też czytamy prasę i jeździmy po świecie na koncerty, festiwale. I to jest właściwie najlepszy sposób selekcji, oglądanie artystów na żywo u nich w kraju, kiedy występują dla swoich fanów. Przyjmujemy też oczywiście zgłoszenia od samych zespołów.
Jak dużo jest ich z Polski? L.N.: Zaskakująco mało jak na tyle ciekawej muzyki, którą można usłyszeć w Polsce czy w ogóle krajach Europy Wschodniej. Zgłoszenia z tego regionu to zaledwie kilka procent wszystkich aplikacji, które do nas napływają.
Czy zdarza się, że po udanym koncercie na SXSW któryś z zespołów zapraszany jest do Stanów na regularne koncerty? Czy jest to jednak mimo wszystko tylko jednorazowa przygoda? L.N.: Niektórym zespołom udaje się potem wrócić i zagrać kilka koncertów. W tym roku mieliśmy sześć zespołów z Chin i jeden z nich, Carsick Cars, został od razu zaproszony na trzydniową imprezę poświęconą Chinom, która odbyła się właśnie w Nowym Jorku. Dla wielu zespołów, zarówno amerykańskich, jak i zagranicznych, SXSW to szansa zaistnienia. Grupy dostają swoje pięć minut.