http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kronika Wypadków Kulturalnych: operacja "Wątroba"

Roman Pawłowski
2010-07-11, ostatnia aktualizacja 2010-07-11 18:17

Słownik polskiego teatru po 1997 roku "Wątroba", którego jestem współautorem i redaktorem, wywołał pospolite ruszenie wśród krytyków - pisze Roman Pawłowski.

Roman Pawłowski
Roman Pawłowski
"Dziennik Gazeta Prawna" opublikował aż osiem recenzji książki, jakby redakcja nie wierzyła, że wystarczy jedna, aby przedstawić we właściwym świetle tę niebezpieczną, szkodliwą pozycję. Zmobilizowano wszystkich: redaktorów pism branżowych, teatrologów, recenzentów gazet codziennych oraz tygodników. Nawet Jacek Sieradzki, naczelny "Dialogu", który w ostatnich czasach skąpił nam swojej twórczości, odkurzył klawiaturę i wystukał miażdżący tekst.

Jak to bywa w ferworze walki, bitewny szał odebrał recenzentom zdolność myślenia i miejsce argumentów zajęły emocje. Książka, napisana przez grupę młodych teatrologów i dziennikarzy, opowiadająca z ich perspektywy o przełomie w polskim teatrze, narodzinach nowego języka, estetyki i problematyki, została oskarżona o: szerzenie ideologii, publicystykę, tendencyjność, jątrzenie środowiska, "zrywanie ciągłości procesu teatralnego" (sic!), bezczelne mitotwórstwo tudzież nonszalancję. Nazwano ją "raportem oficera propagandowego" i "propagandową agitką", a autorów określono "miernotami i grafomanami". Jedyną poważną, merytoryczną recenzję napisał Łukasz Drewniak - wytknął książce błędy i opuszczenia, za które jako redaktor ponoszę pełną odpowiedzialność. Inni dali upust emocjom, jak Tomasz Mościcki, który z właściwą sobie subtelnością porównał "Wątrobę" z gadzinową prasą wychodzącą pod okupacją niemiecką. Autor ten już wcześniej sięgał w dyskusjach teatralnych po bejsbola, porównując nowy teatr do socrealizmu, tym razem wziął do ręki łom, i to zardzewiały. Niech ktoś mu go odbierze, bo biedaczek jeszcze zrobi sobie krzywdę.

Osobiście najbardziej rozczuliła mnie recenzja prof. Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej. Pani profesor nie mogła się nadziwić, dlaczego nowy teatr przyciąga z taką siłą młode pokolenie, które "pochodzi przecież z dobrych mieszczańskich rodzin, jest dobrze wychowane i wykształcone, przestrzega kindersztuby, nie obnaża się publicznie, nie klnie...". Sam się dziwię, dlaczego ci wszyscy dobrze wychowani chłopcy i dobrze ułożone dziewczynki wybierają TR Warszawa i Nowy Teatr, zamiast grzecznie w parach chodzić na Karasia do Polskiego. Podejrzewam, że kindersztuba już im nie wystarcza.

Polemizować z recenzentami "Dziennika Gazety Prawnej" nie będę, bo nie ma sensu polemika z uczuciami. Mam natomiast dla nich przyjacielską radę: zamiast się żołądkować, niech ułożą sami słownik teatru, z którym się utożsamiają. Mam nawet stosowny tytuł dla takiej publikacji - "Woreczek żółciowy". Zróbcie to lepiej, wtedy pogadamy.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':