http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nasta woła wiosnę

Roman Pawłowski
2010-04-21, ostatnia aktualizacja 2010-04-21 17:22

Na Festiwalu Folkowym Polskiego Radia "Nowa Tradycja" wystąpi 23 kwietnia Nasta Niakrasawa. To ona rok temu podbiła jurorów i publiczność tego przeglądu oryginalnym wykonaniem białoruskich pieśni.

Jeśli zapytać Nastę, kim jest i skąd pochodzi, udzieli kilku sprzecznych odpowiedzi. I co najdziwniejsze, wszystkie będą zgodne z prawdą. Bo biografia Nasty Niakrasawy jest powikłana jak biografie wielu mieszkańców dawnych krajów Związku Radzieckiego.

Urodziła się w Kazachstanie w rodzinie białorusko-rosyjskich przesiedleńców i mieszkała tam do czwartego roku życia. Wychowała się w Jelsku na południu Białorusi, dokąd jej rodzina przeniosła się na początku lat 90. Mieszkała potem w Mińsku białoruskim, a od roku jej domem jest Warszawa. Więc jest i z Kazachstanu, i z Białorusi, i z Polski.

Gdyby jednak sprecyzować pytanie i zapytać, gdzie leży jej ojczyzna, Nasta odpowie bez cienia wątpliwości - na Polesiu. W krainie rzek i bagien między Bugiem a Prypecią, z której wywodzą się jej dziadkowie ze strony mamy, zesłani w połowie ubiegłego wieku na Syberię.

To paradoks, ale żeby odkryć kulturę Polesia, musiała z niego wyjechać. - W domu nikt nie śpiewał, nie było takiej tradycji. Śpiewać uczyłam się, słuchając płyt Roberto Lorettiego, cudownego włoskiego dziecka. Śpiewałam razem z gramofonem: "O sole mio", oczywiście w udawanym włoskim - wspomina ze śmiechem.

Dopiero w Mińsku, dokąd wyjechała uczyć się w szkole muzycznej, zaczęła odkrywać tradycyjną muzykę białoruską. Studiowała folklorystykę na Uniwersytecie Pedagogicznym, słuchała archiwalnych nagrań, w ramach praktyk sama jeździła z koleżankami na ekspedycje do zapomnianych wiosek w okolicach Brześcia, aby nagrywać archaiczne pieśni.

- Fascynowali mnie ludzie z Polesia, ich otwartość, gościnność. Śpiewali, pokazywali tańce, częstowali wódką i jedzeniem. Mieli niezwykłą charyzmę.

Na uniwersytecie założyła swój pierwszy zespół wykonujący tradycyjne białoruskie pieśni. Potem występowała w Polsce i na Białorusi z grupą NHS grającą etno-jazz. Ale dopiero jej trzecia formacja - Folkroll - utworzona w 2008 roku z Pawłem Ryżkowem, studentem konserwatorium z Mińska, i kolegą ze szkoły muzycznej okazała się strzałem w dziesiątkę. Połączenie tradycyjnych białoruskich pieśni śpiewanych białym głosem z klasycznym instrumentarium (klarnet, kontrabas, altówka i gitara klasyczna) zafascynowało jurorów i publiczność na zeszłorocznym festiwalu Nowa Tradycja.

„Niakrasawa śpiewa tradycyjne pieśni w zupełnie nietradycyjny sposób” - pisał internetowy „Dwutygodnik”. „Ostrożnie używa charakterystycznego dla tradycji białoruskiej »białego głosu «, operuje za to odważnie szeptem, jękiem, krzykiem. Wciąga słuchacza w świat, do którego te pieśni przynależą, a który istnieje już tylko w sferze mitycznej”.

Nasta i jej muzycy zdobyli Grand Prix i Nagrodę im. Czesława Niemena. Byli pierwszymi laureatami warszawskiego festiwalu niepochodzącymi z Polski. Ich muzyka mieściła się jednak w formule konkursu poświęconego nowym interpretacjom tradycji polskich i historycznych mniejszości etnicznych. Polesie to w końcu wspólne dziedzictwo Polaków, Ukraińców i Białorusinów.

Po sukcesie Niakrasawa przeniosła się do Warszawy, aby kontynuować studia w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Chłonie jak gąbka nowe doświadczenia, studiuje muzykę renesansu, uczy się gry na indonezyjskich instrumentach z Bali. Jednak nie zapomina o swoich korzeniach.

- W Polsce uświadomiłam sobie, jak unikalna jest białoruska tradycja muzyczna. To, co w Polsce i zachodniej Europie już zanikło, u nas jest wciąż żywe.

Dlatego oburza się, kiedy słyszy od polskich znajomych, że lament na pogrzebie to oznaka barbarzyństwa. Dla niej to nieodzowny element żałoby. - Na Białorusi nie widziałam innego sposoby wyrażania żalu po zmarłym niż śpiewany lament. Lamentujemy, i to jest naturalne.

Czego jej brakuje w Warszawie? Na pewno starych białoruskich świąt, które w Mińsku obchodziła ze znajomymi ze stowarzyszeń etnograficznych. Takich jak maselnica - pożegnanie zimy w ostatnim tygodniu karnawału połączone ze spaleniem słomianej kukły. - U was to się nazywa topienie Marzanny, tak? Ale to nie to, co na Białorusi. U nas wielu ludzi wybiera styl życia zgodny z autentyczną tradycją. Mówią: musimy wiosnę zawołać, bo tak robili nasi przodkowie. I wyjeżdżamy razem za miasto i wołamy wiosnę.

W tym roku zamiast na polach pod Mińskiem Nasta będzie wołać wiosnę w Studiu im. Lutosławskiego.

- Zaśpiewam sama dwie magiczne pieśni z białoruskiego Polesia. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu jedną z nich śpiewano, żeby odgonić deszcz znad koszonego pola. Drugą zaś podczas żniwa.

Z zespołem Niakrasawa wykona pieśni m.in. związane z Bożym Narodzeniem i starym obrzędem pierwszej rosy. Zaśpiewa także cykl polskich pieśni dziecięcych, które podsunął jej Piotr Kędziorek, szef Radiowego Centrum Kultury Ludowej.

Program Nowej Tradycji (22-25 kwietnia)

Czwartek, godz. 19 - muzyka źródeł: Podhale, laureat Folkowego Fonogramu Roku

Piątek, godz. 18 - koncert konkursowy, Nasta Niakrasawa i Folkroll, Matthias Loibner (Austria)

Sobota, godz. 18 - koncert konkursowy, Maćko Korba (Polska), Matthias Loibner, Pekko Käppi (Finlandia)

Niedziela, godz. 19 - koncert laureatów, Mara Aranda i Solatge (Hiszpania)

Wszystkie koncerty w Studiu Koncertowym PR im. Witolda Lutosławskiego, ul. Modzelewskiego 59

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':