- Dwie pierwsze książki pisałam na maszynie, nie było jeszcze wtedy Worda, taka jestem stara - śmieje się urodzona w 1951 r. w Missisipi Charlaine Harris, autorka popularnych w USA książek przygodowych. Sławę międzynarodową osiągnęła dzięki serii powieści o Sookie Stackhouse, kelnerce z małego miasteczka. Sookie wyczekuje, aż pewnego dnia w barze, w którym pracuje, pojawi się wampir. Część pierwsza serii w samych Stanach sprzedała się w prawie dwuipółmilionowym nakładzie i miała 20 dodruków, a Harris otrzymała za nią Anthony Award, prestiżową nagrodę literacką. Na podstawie serii powstał też serial telewizyjny "Czysta krew" zrealizowany przez Alana Balla, scenarzystę, reżysera, aktora, który za scenariusz do "American Beauty" dostał Oscara, a za serial "Sześć stóp pod ziemią" nagrodę Emmy.
Pierwszy sezon "Czystej krwi" można teraz oglądać w Polsce w HBO, został też wydany na DVD. W księgarniach natomiast znajdziemy trzy pierwsze tomy serii przygód Sookie Stackhouse.
Łukasz Kamiński: Który wampir z całej historii literatury, popkultury jest pani ulubionym?
Charlaine Harris: Mam kilku, których lubię. Drakulę oczywiście - bo jest klasyczny. Lestata stworzonego przez Anne Rice [autorkę "Wywiadu z wampirem"] - za homoerotyzm. Blade'a - za to, że dostarcza czystej rozrywki. Wampirzycę zagraną przez Kate Beckinsale w filmie "Underworld" za seksowność. W kulturze jest tylu różnych ciekawych wampirów. A ty masz swojego ulubionego?
Też lubię kilku, choć w czołówce jest zdecydowanie Hrabia Drakula z "Ulicy Sezamkowej".
- Tak, tak (śmiech). To również jeden z moich ulubionych!
A na którego z wampirów natknęła się pani najwcześniej?
- Na "Drakulę" Brama Stokera. Już od dziecka wiele czasu spędzałam w bibliotece, zaczytywałam się w Edgarze Allanie Poe, a w szczególności w Shirley Jackson.
Bała się pani trochę, czytając ich opowiadania?
- Jak najbardziej. "The Haunting of Hill House" Jackson to prawdopodobnie najbardziej przerażająca książka, jaką kiedykolwiek napisano.
Dziś też pani się boi?
- Owszem, tak naprawdę dość łatwo mnie przestraszyć. Jestem tradycjonalistką, nie boję się współczesnych filmów, w których krew leje się litrami. Ale mam ciarki, gdy bohaterowie bez swojej winy postawieni są w sytuacji bez wyjścia.
Co jest takiego w wampirach, że nie przestają ludzi ciekawić, że stały się wręcz idolami?
Ludzie patrzą na nich i widzą istoty silne, praktycznie niezwyciężone, o wyostrzonych zmysłach. I też chcą być tacy.
Ale zapominają o tym...
- ...że wampiry w zasadzie są trupami? (śmiech) No tak, ten fakt dziwnym trafem ludziom zawsze umyka.
Czytałem w jednym z artykułów, że pani seria o wampirach nie od razu odniosła tak spektakularny sukces, że musiała pani na niego chwilę poczekać.
- To prawda, przez pierwsze dwa lata mój agent miał z moją książką mały kłopot. Gdy jednak w końcu udało się, wszystko potoczyło się jak lawina, podpisałam kontrakt na drugą część serii. A po drugiej na kolejne książki. Za chwilę w USA ukaże się dziesiąta część przygód Sookie Stackhouse. W kontrakcie mam zapisane jeszcze trzy.
I to koniec?
- Zobaczymy, jeśli uznam, że utknęłam na mieliźnie, to zdecydowanie zakończę serię. Fani jednak już mnie proszą, żebym tego nie robiła.
Jest też serial, na którego punkcie zwariowało kilka milionów Amerykanów i który cieszy się też sporą popularnością w Europie. Nie przeszkadza pani trochę to, że pani historia się tak bardzo skomercjalizowała, że można kupić nie tylko kubki i koszulki z motywami z serialu, ale nawet napój gazowany? - Nie zabolałoby, gdybym miała większy procent od dochodów (śmiech). A poważnie, nie, nie przeszkadza mi to w ogóle. Podoba mi się, co Alan Ball zrobił. Może na początku trochę się bałam. Ufałam mu, ale miałam obawy. To było trochę jak z opiekunką do dziecka, ufasz jej, ale się i tak martwisz, czy dobrze się zaopiekuje twoim dzieckiem.
Wspomniała pani o fanach, którzy piszą z prośbą o kontynuowanie serii. Czy pani wciągnęła się kiedyś w jakiś cykl książek, czy może serial? - Tak, bardzo podoba mi się cykl o Anicie Blake autorstwa Laurell Kaye Hamilton. Od pierwszych ośmiu książek tej serii nie mogłam się oderwać, na tyle że kombinowałam, jak zdobyć egzemplarz jeszcze przed wydaniem.
Prawdziwa fanka. - Tak, ale znam granice, wiem, że Anita to postać fikcyjna, wymyślona.
Zdarza się, że fani sądzą, że pani postacie, Sookie Stackhouse czy wampir Bill, to prawdziwe istoty? - Czasami. Kilka osób miało do mnie pretensje, że niewdzięcznie potraktowałam Billa. I choć nie lubię być ostra i zbyt dosłowna, to powiedziałam im: „Hej, Bill to mój wymysł, i mogę się nad nim znęcać, jak i kiedy tylko mam na to ochotę” (śmiech).
Najlepsze koncerty i imprezy w Warszawie

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna