"Słychać było, jak struny harfy pękają w płomieniach. To był przedziwny dźwięk. Nagraliśmy go więc i zamierzamy wykorzystać w jednej z piosenek". Tak Florence Leontine Mary Welch wspominała w jednym z wywiadów (za www.the-fly.co.uk) pewien październikowy dzień 2009 r. Wtedy w trakcie pożaru spłonęły instrumenty zespołu. Niewielu muzyków skłonnych byłoby przysłuchiwać się dźwiękom płonącej harfy, ale też Florence Welsh to nietuzinkowa artystka, to - jak określił ją jeden z brytyjskich dziennikarzy - "najnowszy artysta na liście wielkich angielskich ekscentryków popu".
Urodzona w 1986 r. w Londynie Florence pochodzi z profesorsko-imprezowej rodziny. Jej mama nie tylko jest ekspertem od renesansu, ale też podobno regularnie balowała w nowojorskiej mekce hedonizmu klubie Studio 54. Może właśnie dlatego Florence twierdzi, że jej najlepsze piosenki powstają, kiedy jest pijana albo na kacu. - Z jednej strony mam wtedy przejrzysty umysł, z drugiej czuję się, jakbym była gdzieś daleko. Płynę sobie między myślami, pomysłami, wybierając te najlepsze, najciekawsze - tłumaczy Florence na swojej stronie internetowej. Wychowana zarówno na płytach swojego taty (w kolekcji byli m.in. Bob Dylan i The Rolling Stones), jak i na albumach Nirvany, Kate Bush, The Velvet Underground czy Green Day karierę muzyczną rozpoczynała w Toksycznych Karaluchach, zespole o nazwie równie intrygującej, co żywotności krótkotrwałej.
Dopiero kiedy założyła kolejny zespół, Florence and the Machine, udało jej się osiągnąć sukces artystyczny oraz komercyjny (debiutancka płyta zespołu pt. "Lungs" w samej Wielkiej Brytanii sprzedała się w ponadsześćciusettysięcznym nakładzie!). W przeprowadzonym przez BBC podsumowaniu "Sound of 2009", w którym wzięło udział ponad 130 dziennikarzy i krytyków, Florence and the Machine zajął trzecie miejsce, wyprzedzając m.in. La Roux i Empire of the Sun. A niedawno podczas rozdania prestiżowych nagród Brit Awards płyta "Lungs" została uznana za najlepszy album zeszłego roku. Kluczem do sukcesu okazała się muzyka, o której brytyjski magazyn muzyczny "Clash" napisał, że jest "wystarczająco zadziorna dla młodzieży, a równocześnie przystępna i interesująca dla bardziej wysublimowanych, wymagających fanów". Równie entuzjastyczne recenzje przeczytać można po jej koncertach, podczas których Florence zachowuje się bardziej jak cierpiąca na ADHD artystka rockowa niż diwa współczesnego popu - od pierwszych sekund do kaskaderskiego wskakiwania w tłum wprawia publiczność w absolutny zachwyt.
Do Polski Florence and the Machine przyjeżdżają po raz pierwszy. Wszystkie bilety na koncert już są sprzedane. Ci szczęśliwcy, którzy kupili je w porę, usłyszą nie tylko największe jej przeboje, w tym "Rabbit Heart (Raise It Up)" czy "You Got The Love", ale też i premierowe kompozycje, które mają trafić na planowaną na ten rok drugą płytę zespołu.
Florence and the Machine wystąpi w sobotę w Stodole, ul. Batorego 10. Początek koncertu o godz. 20. Biletów brak.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna